Huh, myślałem, że po takim czasie wpływ Bren zacząłby się już ujawniać, pomyślał, z niemałym podziwem zauważając, że Steward stara się nie dopuszczać do siebie tych najgorszych scenariuszy. To na pewno pozwalało spać spokojniej.
— Emm... Święto miłości, czułości i tak dalej? — Zaczerwienił się, rozumiejąc słowa partnera zupełnie na opak. — Cóż, mogę Ci kupić jedną z tych bransolet, jeśli chcesz mieć pamiątkę po tym Beltane. — Uniósł kąciki w ust w krzywym uśmiechu, starając się obrócić to w żart.
Szybkie wsunięcie przez Patricka pierścienia na palec sprawiło, że jego magiczny efekt od razu stał się widoczny, i to w dość spektakularny sposób. Erik zmrużył lekko oczy, starając się nie krzywić zbytnio na widok skrzącej się na złoto skóry. Cóż, raczej nie był to zbyt przydatny element biżuterii, jeśli chciało się zakamuflować, jednak w razie czego miał też inne zastosowania. Bądź co bądź, gdyby potrzebowali żywej latarni i nie chcieli się męczyć z rzucaniem zaklęć iluminacyjnych, Steward mógł im bardzo pomóc.
— Oczywiście. Gdybym ja taki dostał to dosłownie bym się rozpromienił — skomentował, zagryzając lekko dolną wargę, co by nie uraczyć kolegi nagłym wybuchem śmiechu. Dopiero po chwili zorientował się, że ten nie zauważył żadnej zmiany w swoim wyglądzie. Postanowił więc dodać: — Świecisz się, Patricku. I to tak dosłownie.
Uśmiechnął się na propozycję zajrzenia do stoiska Nory. Może ten patrol jednak nie będzie tak ponury, jak się wszystkim wydawało? W gruncie rzeczy, zajrzeniu do paru znajomych, upewnienie się, że wszystko u nich w porządku, mogło im pomóc utwierdzić się w tym, że faktycznie jakoś przetrwają tę noc. Już miał ochoczo potwierdzić słowa Stewarda, jednak ten wyrzucił z siebie przekleństwo i sięgnął po różdżkę.
— Co? — wymsknęło mu się, zanim jego wzrok namierzył obiekt, który wywołał to obruszenie. Nie zwrócił jednak uwagę na czarodzieja, który chwilę wcześniej postanowił ożywić rysunek jednej z czarownic, a efekt jego czarów. Atramentowy ludzik zaczął biegać wśród gości sabatu, chlapiąc na wszystkich czarną mazią.
Erik ruszył do przodu, a na komendę Patricka, wycelował w powołany do życia twór Uli Brzęczyszczykiewicz. Zaklęcie należało do względnie prostych i miało na celu rozproszenie poprzedniego czaru, jednak podczas biegu i wśród tylu ludzi dookoła, nadgarstek mógł szarpnąć w nieodpowiednią stronę... Czy w tym przypadku szczęście się do niego uśmiechnie?
Akcja nieudana
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞