Nora nie miała pojęcia, czym jest kontrola narracji. W ogóle nie wiedziała po co ktoś miałby to robić, w jakim celu? Była przecież tylko dzieckiem, któremu łatwo było uwierzyć we wszystko co starsi, bardziej dorośli mieli jej do powiedzenia. Nie doszukiwała się w tym absurdu, szczególnie, że była bardzo mocno zaabsorbowana swoim osobistym dramatem, właściwie to nawet małym końcem świata, który aktualnie się toczył. Do tego przyszło jej stanąć w oko w oko z kimś wyrośniętym, który najwyraźniej doskonale się bawił próbując ją wkręcać. Nie podobało jej się to, nic jej się już dzisiaj nie podobało, szkoda, że nie była w domu, tam wszystko wydawało się prostsze, no i dokładnie wiedziała, gdzie szlajał się Salem. Tutaj niestety jeszcze nie miała szansy zauważyć, które miejsca stały się jego ulubionymi, zresztą pewnie sam dopiero ich szukał, co mogło skomplikować nieco ich relację w najbliższym czasie. Jeśli będzie jej tak ciągle znikał dopóki tego nie ustali... to mogli się przy tym naprawdę mocno pokłócić, bo ileż będzie mogła się martwić o to gdzie przebywa. Wolała się teraz na tym nie skupiać, nie miała jednak wątpliwości co do tego, że nie ominie ich poważna rozmowa na temat tego, że pozwalał sobie na wędrówki bez informowania jej o tym.
- To głupie i zupełnie niepotrzebne, co z tego masz? W sensie wiesz, nie wiem, bawi Cię to, czy o co chodzi? Coś musisz z tego mieć, oszukanie pierwszaka jest takie fajne? - Patrzyła na niego bardzo intensywnie, jakby miało jej to pomóc znaleźć odpowiedź na zadane przed chwilą pytanie. Lubiła wiedzieć, czym były spowodowane zachowania innych, z czego wynikały, może nie powinna go o to pytać, ale jednak jeszcze nie do końca wiedziała na co sobie może pozwolić, a na co nie, zresztą ustalili już, że nie zamierza jej zabić, przez co poczuła się nieco pewniej, chociaż pewnie wcale nie powinna.
- Tak często się to zmienia? Przecież w ten sposób można zwariować, w domu zawsze było super i najlepiej na świecie. - Dodała jeszcze. Nie do końca podobał jej się taki scenariusz, niby miała przywyknąć do tego, że raz jest fajnie, a raz najgorzej? Jak miała sobie poradzić z taką huśtawką nastrojów, nie podobało jej się to wcale, dobrze jednak, że ją uprzedził, przynajmniej wiedziała na co wypadało się szykować.
- Bycie miłym powinno być zawarte w statusie o byciu człowiekiem. - Ludzie powinni być dla siebie mili, to było oczywiste. Rodzice przecież uczyli ją, że powinna być miła dla wszystkich, inni rodzice nie robili tego samego? Jak to tak? Jej światopogląd właśnie zaczynał się rozsypywać, szybko poszło. Oczywiście nie zamierzała powielać tego zachowania, nadal uważała, że warto podchodzić do innych z sympatią, pewnie jeszcze kiedyś nauczy się, że nie zawsze miało to sens... nie w jej przypadku to nigdy nie miało się zmienić.
- No jasne, a te zastosowania gryzą się z byciem miłym, prosta sprawa. - Pokiwała jeszcze twierdząco głową, jakby faktycznie docierało do niej jego wytłumaczenie. Był stworzony do większych rzeczy, niż bycie miłym, logiczne, co nie? Bardzo logiczne. - Przynajmniej jesteś szczery? To zawsze jakiś pozytyw. - Norka była optymistką, szukała w ludziach jakichkolwiek dobrych cech, najwyraźniej znalazła dość szybko jedną i u niego, chociaż wcześniej naginał prawdę, więc czy faktycznie był szczery? Zmarszczyła nos, bo zaczęła się nad tym zastanawiać, dość szybko jednak odpuściła, czasem nie było sensu myśleć zbyt wiele i to był chyba jeden z tych momentów.
- Poza Hogwartem drzwi nie są takie wysokie, co wtedy? Będziesz pamiętał o tym, żeby się schylać, czy raczej przypadkiem będziesz walił głową o futryny? Czy zamierzasz unikać zbyt niskich pomieszczeń? Wiesz, poza Hogwartem też istnieje świat i on się chyba nie dostosowuje... - Rzuciła jeszcze, bo była naprawdę ciekawa, jak to wygląda. - Pewnie w Twoim domu jest tak samo, ale nie wszyscy mają takich dużych ludzi w swojej rodzinie, może w ministerstwie mają wysokie drzwi i sufity, ale pewnie w innych miejscach nie. - Czy istniały jakieś standardy? Na pewno. Nigdy jednak nie musiała się nad tym zastanawiać, bo problem jej nie dotyczył, miała naprawdę dużo pytań, które zaczęły pojawiać się w jej głowie, ale aktualnie nie powinna ich zadawać, bo przecież miała misję, musiała znaleźć kota, na pewno kiedyś wróci do tematu wysokich ludzi i futryn.
- Mam nadzieję, że jak pokażę, to zrozumiesz, wtedy będzie łatwiej. - No, wydawało jej się to całkiem proste. Często trudno było uwierzyć w coś na słowo, jednak kiedy pojawiał się istniejący przykład mózg łatwiej to przyswajał, ona tak miała z wieloma rzeczami, nie potrafiła czegoś zrozumieć, to rodzice pokazywali jej to w praktyce, to musiało zadziałać.
- Niby każdy jest inny, ale są takie rzeczy, w których jest się takim samym, u nas są to nasze kocie przyjaźnie, wiesz, każdy ma swojego kotka, którego dostaje, żeby się nim opiekować, od lat to tak działa, nie chcę być jedyną u której to nie będzie działało. - Nie do końca zdawała sobie sprawę, czy to co mówiła miało większy sens, ale dla niej w tej chwili odnalezienie kota było naprawdę sprawą życia lub śmierci.
- Co jest fajnego pod trybunami? Przecież tam jest ciemno i brudno. - Skrzywiła się na samą myśl, że ktoś mógł wybrać to miejsce jako swoją kryjówkę, ona zdecydowanie wolała takie, które znajdowały się w słońcu i były kolorowe.
- To dobrze, że trafiło na Ciebie, ktoś inny mógłby się nim zainteresować. - Skoro miał dużo kasy, to nie potrzebował jej magicznego kotka, żeby się wzbogacić, mogła się czuć przy nim bezpiecznie, prawda? Nie chciał wykorzystać jej zwierzaka do tego, aby osiągnąć jakieś korzyści materialne.
- To dobrze, że nikt nie postanowił, żebym została ścigającą, to musi być stresujące, a ja nie lubię się denerwować. - Dodała jeszcze, jakby ktoś faktycznie mógł tak sobie losowo stwierdzić, a bierzemy tę dziewczynkę i wsadzimy ją na miotłę.
- Połowa szkoły? To ciekawe, nie sądziłam, że każdy chciałby latać za piłkami, nie obraź się, ale naprawdę jest wiele ciekawszych zajęć, ale chłopcy chyba tak mają, że lubią takie rzeczy. - Niby wiedziała, że grały również dziewczyny, jednak większą część graczy stanowili chłopcy, a oni zawsze lubili zajmować się głupimi rzeczami - miała braci, doskonale zdawała sobie więc z tego sprawę.
- Ponoć są lwy ze skrzydłami, ma - man- tikory? - Nie miała pewności, że czegoś nie pomyliła, ale chyba widziała kiedyś takie zwierzę w książce.
- Każdy potrzebuje powodu, żeby gdzieś pójść, nawet kot. Musiał po coś wyjść, może miał chęć przeżyć jakąś przygodę, ale to też jest powód, albo wygrzać się na słoneczku, to zawsze jest powód, mniejszy, większy, ale jest. - Najwyraźniej miała co do tego nieco inne zdanie niż jej nowy kolega.
- Przestanę panikować, jak go znajdę, tak teraz nie umiem, nawet jak próbuję to się martwię, że go nie znajdę, to takie koło, z którego nie da się wyjść. - Próbowała mu pokazać swój punkt widzenia, chociaż nie wydawało jej się, aby miało to coś zmienić. Zdecydowanie wyglądał na kogoś kto miał swoje zdanie na każdy temat. To jednak nie było ważne, bo chyba postanowił jej towarzyszyć, a we dwójkę na pewno łatwiej było odnaleźć kota, niż samemu. To był jakiś cud, że ten wielki chłopak zgodził się jej pomóc, nie powiedziała tego w głos, bo jeszcze zmieniłby zdanie, a tego zdecydowanie nie chciała. Czuła się bezpieczniej kiedy był przy niej, bo wtedy żaden, kolejny wielki chłopak nie powinien jej zagadywać i sugerować, że powinna być w dormitorium.
- Tym gorzej dla nas, jak nie siedzi w miejscu, jak będzie się ruszał to trudniej będzie go znaleźć. - Miał rację, ale to wcale nie było dobre, mina jej zrzedła, obawiała się, że są skazani na niepowodzenie, a naprawdę będzie jej przykro jeśli nie uda im się zlokalizować Salema, nie minął nawet miesiąc szkoły, a zdążyła go zgubić, co z niej była za kocia opiekunka? Chyba nikt z jej rodziny nie zrobił czegoś takiego... fatalnie.
- Czyli co dziesięć? Czy jeszcze rzadziej? - Będzie musiała zacząć odliczać te przerwy, w sumie już zaczęła sobie mruczeć liczby pod nosem, doliczyła do dziesięciu... - SAAAAAAALEM. - Nieco piskliwy głos rozległ się po okolicy, miała nadzieję, że w końcu usłyszy jej nawoływanie. Rozpoczęła kolejną serię liczenia pod nosem.
- Jest mądry, to najmądrzejszy kot jakiego znam, a znam ich naprawdę wiele. - Być może nieco przesadzała, ale Salem należał do niej, miała więc prawo to robić, dla niej był najlepszym i najwspanialszym kotem na świecie.
Szła przed siebie, starając się nie plątać chłopakowi pod nogami, do tego obserwując okolicę, licząc... dawno nie robiła tylu rzeczy jednocześnie, coś czuła, że ten poranek będzie naprawdę wyczerpujący.