Usłyszawszy ten charakterystyczny i znajomy głos babki, Laurence wszedł do gabinetu, zastając ją siedząca przy biurku nad papierami. Posłał jej szczy i uprzejmy uśmiech, zamykając drzwi gabinetu za sobą. Zawsze starał się być punktualnie. A jeżeli nie mógł, potrafił mieć przekonujące argumenty, licząc na zrozumienie. Szczególnie, jeżeli też zdarzały się na drodze wypadki, w których jako uzdrowiciel, czuł w obowiązku udzielić pomocy.
- Przepraszam, że nie odezwałem się z tym wcześniej.Przepraszał, bo czuł, że powinien. Choć nie ze swojej winy, ale jego przełożonego. Chciał, aby Dorinda wiedziała, że nie zostawiłby jej z tym problemem po Spalonej Nocy i sytuacja w klinice, nie była mu obojętna.
Młody Lestrange zbliżył się do biurka, widząc jak babka podnosi się z miejsca. Nie zajmował wolnego miejsca. Wysłuchał jej wiedząc, że lubiła od razu przechodzić do sedna sprawy.
Zmarszczył brwi, kiedy w jej wypowiedzi usłyszał słowa dotyczące ich rodziny.
- Rozumiem.
Ze swojego miejsca się nie ruszał. Nawet jeśli Dorinda postanowiła zrobić spacer po swoim gabinecie, on pozostawał na swoim miejscu, trzymając w jednej ręce swoją aktówkę z dokumentami. Wzrokiem podążając za babką, bądź skupiając go na jej biurku.
Rozumiał, że nie otrzyma dokładnych statystyk w liczbach, dotyczących rannych i zgonów. Ta liczba mogła wciąż ulegać zmianie. Ci sami wciąż wracali, z objawami kaszlu, wspominanym przez babkę. Ranni zdrowieli z obrażeń fizycznych, albo wracali z gorszymi stanami zdrowia. Inaczej miała się ich psychika. Terapii mógł potrzebować każdy. Czy mieli wystarczająco osób, zdolnych do swojej pracy?
Kończyły się składniki, które miały stanowić spory zapas do końca roku.Dorinda wspominała bardziej o jednym. Tym konkretnym, który posiadał tyle właściwości, że można było wykorzystywać go do dwóch różnych przypadłości. Zmarszczył brwi, zatrzymując na dłużej wzrok na babce.
- Mandragory?Pierwsze co przyszło mu do głowy. Zapytał dla pewności, czy o ten składnik może chodzić, gdyż znany był z posiadania wielu właściwości leczniczych. Skoro był siódmą osobą, posiadającą tę wiedzę, to najpewniej babka nie chciała siać paniki, mówiąc wszystkim, że składniki się kończą i twórcy eliksirów, nie będą wstanie stworzyć nowych lekarstw.