Dziadek od strony matki może i był za życia bogaty i pozytywnie nastawiony do swoich wnuków, ale dalej był Potterem, a ci w dużej mierze mieli hopla na punkcie aparycji. Parę ciotek pewnie by zapłakało, gdyby spotkało rodzeństwo po latach niewidzenia się, kiedy jedynym obrazem, jaki z nimi kojarzyli były zdjęcia z czasów wczesnego dzieciństwa.
— Aż tak chcesz słuchać uwag na temat swojej zniszczonej cery, krzywo zaczesanych włosów i wszystkiego, co jest związane z wyglądem? — spytał z autentycznym zdziwieniem. — Ale rozumiem — dodał, nie chcąc sprawiać wrażenie oderwanego od rzeczywistości idioty — znalezieni rzeczy z tej listy na ostatnią chwilę byłoby trudniejsze, gdyby nie nasze możliwości.
Kontynuował drogę przez Aleję Horyzontalną ze swoimi towarzyszkami, rozglądając się leniwie po kolejnych mijanych przez nich kamieniczkach.
— Polecę z tobą, Heather — poinformował nagle młodszą brygadzistkę, bębniąc palcami o trzonek miotły, którą ściskał w dłoni, witkami skierowaną w stronę ziemi. — Najlepiej będzie, jak oboje weźmiemy po połowie zapasów. Jeśli dojdzie do jakiegoś wypadku, to przynajmniej część dotrze na miejsce. — Uśmiechnął się kwaśno, ale rysy jego twarzy dość szybko się wygładziły. Nie było potrzeby dodatkowo straszyć dziewczyny. Była młoda, ambitna, ale też nie powinna się od razu mierzyć z nawałem obowiązków i odpowiedzialności równym ludziom z dużo wyższym stażem. — Będzie okej. Trasa Londyn – Dolina jest mocno uczęszczana, a skoro zbliża się sabat, to w razie większego ruchu wtopimy się w tłum.
Nie oczekiwał wprawdzie, że z okazji obchodów niebo nad Anglią zostanie zasłonięte przez setki czarodziejów podróżujących przy pomocy mioteł, jednak jeśli ktoś miał pod obserwacją drogi powietrzne, to nawet kilka dodatkowych osób na trasie mogło nieco zmylić przeciwnika. Przestań tak myśleć, aż tak mocno się nie wyróżniasz, zganił się. Wysoko w powietrzu nie był tak rozpoznawalny, jak na środku ulicy, a pomimo słusznego wzrostu, dalej pozostawał dla ludzi na ziemi jedynie małym punkcikiem na tle chmur.
— Jeśli im się nie udało, to dopiero trzeba będzie się rozejrzeć po znajomych — skomentował bez większych emocji, chociaż wolał nie testować tego scenariusza w rzeczywistości. Przygotowania do Beltane z perspektywy pracownika Ministerstwa i członka innej grupy bezpieczeństwa były wystarczająco burzliwe. Nie potrzebował już dodatkowych niespodzianek, aby urozmaicić sobie życie. — Dzień dobry. — Skinął głową sklepikarzowi po wejściu do środka.
Pracownik przybytku zaczął mruczeć coś do siebie pod nosem i ruszył na zaplecze, znosząc od głównej lady pojedyncze produkty, lub zapakowane w pudełka, lub papier większe zestawy po kilka sztuk zamówionych przez nich akcesoriów do magicznych rytuałów. Erik dostrzegł konsternację na twarzy mężczyzny, ale nie czuł się w obowiązku wymyślać wymówek, które mogłyby wytłumaczyć spore zakupy. Może chcieli wykorzystać wiosnę, aby przygotować się do następnych sabatów? Wraz z nadejściem jesieni może przyjść podwyżka cen na świecie, gdy ludzie zaczną się bawić w wycinanie dyń i przystrajanie domu.
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞