24.03.2026, 19:13 ✶
Nie wiedział, za kogo właściwie Odys się uważał. Za kogoś, kto rozwiązał wszystkie zagadki wszechświata, bo zaglądał jakimś głupcom w umysły? Myślenie w kategoriach bluźnierczości było tak typowe dla płytkiego pojmowania rzeczywistości, jakim cechował się jego braciszek. Jednak ktoś mógłby pomyśleć, że troje Fawleyów tworzyło doskonały podział ludzkiego Ja: mens, czyli umysł reprezentował oczywiście Odysseus, corpusem, ciałem, była Odile, do bólu praktyczna i materialistyczna. Othello zaś uznawał się za spiritus, duszę. Uważał zresztą, że ten pierwiastek był najważniejszy. Szkoda, że jego rodzeństwo nie potrafiło tego zrozumieć.
— Podobno teraz trudno o lokal, którego nie pochłonęła Spalona Noc. Może warto poszukać czegoś poza zadrą? Ewentualnie mógłbyś się przenieść w moje okolice. W mauzoleum na pewno przyjmą cię z otwartymi ramionami. — To nie zabrzmiało dobrze wypowiedziane akurat przez Othella. Musiał już jednak ignorować takie dwuznaczności, dla własnego spokoju. — Ah, i jeśli chcesz wiedzieć, ojciec częściej zagląda do Kościanego Zamtuza niż w progi rodzinnego biznesu. Nie nawiedzi nikogo z niespodziewaną wizytą.
Takie rodzeństwa jak chociażby Fawleyów łączyło jedno: stosunek do wspólnego rodzica. Stary William Fawley był rozpustnikiem i zwyczajną mendą. Nie ukształtował swoich dzieci, a raczej dał im się ukształtować, ponieważ nawet jak żyły z nim, musiały chodzić własnymi ścieżkami. Othello miał też matkę, kobietę zupełnie inną niż ojciec, choć chyba nielepszą. Apodyktyczną, czasem wręcz okrutną w swych osądach. Mężczyzna nie chciał o niej myśleć. Zawsze jak to robił, miał wyrzuty sumienia. A te nie zdarzały mu się często.
— Podobno teraz trudno o lokal, którego nie pochłonęła Spalona Noc. Może warto poszukać czegoś poza zadrą? Ewentualnie mógłbyś się przenieść w moje okolice. W mauzoleum na pewno przyjmą cię z otwartymi ramionami. — To nie zabrzmiało dobrze wypowiedziane akurat przez Othella. Musiał już jednak ignorować takie dwuznaczności, dla własnego spokoju. — Ah, i jeśli chcesz wiedzieć, ojciec częściej zagląda do Kościanego Zamtuza niż w progi rodzinnego biznesu. Nie nawiedzi nikogo z niespodziewaną wizytą.
Takie rodzeństwa jak chociażby Fawleyów łączyło jedno: stosunek do wspólnego rodzica. Stary William Fawley był rozpustnikiem i zwyczajną mendą. Nie ukształtował swoich dzieci, a raczej dał im się ukształtować, ponieważ nawet jak żyły z nim, musiały chodzić własnymi ścieżkami. Othello miał też matkę, kobietę zupełnie inną niż ojciec, choć chyba nielepszą. Apodyktyczną, czasem wręcz okrutną w swych osądach. Mężczyzna nie chciał o niej myśleć. Zawsze jak to robił, miał wyrzuty sumienia. A te nie zdarzały mu się często.