24.03.2026, 20:25 ✶
– W jaki sposób muszę zapłacić, żeby dostać te kilka ciekawszych historyjek od rozszczepienia? – spytał Christopher, spoglądając na Victorię tym razem z jakąś mieszanką rozbawienia i zaciekawienia. – Czy będziesz chętniejsza się nimi podzielić, jeżeli wspomnę, że on opowiadał mi o przygodach pewnej gęsi? – zapytał w końcu, chyba uznając ostatecznie, że jednak sytuacja nie jest taka zła i że zeszli na takie tematy, że może pozwolić sobie na wspomnienie o tamtych słowach. Nie mógł nic poradzić, naprawdę był ciekaw, czy Bulstrode go wrabiał, czy kryła się za tym jakaś historia i w tej chwili obserwował Victorię bardzo uważnie, chcąc wychwycić pierwszą reakcję. Nawet się z tego wszystkiego omal nie potknął na gruzach i dopiero wtedy poszedł po rozum do głowy i zaczął patrzeć, dokąd idzie.
– Znasz mnie. Jestem absolutnym niegrzecznym chłopcem i łamaczem prawa.
Oczywiście, że był to żart. Christopher mógłby złamać prawo. Parę razy to zrobił. I nie był na pewno miłym, dobrym chłopcem. Ale niesłychanie daleko było mu do chłopca faktycznie niegrzecznego, a ona miała tutaj bardzo dobry kontrast między nim a chłopakiem, którego kochanie znaczyło się czerwienią i czernią. Rosierowi też po prawdzie przez większość czasu nie chciało się prawa łamać.
– Nigdy tego nie rozumiałem, mówiąc szczerze. Te mugolskie samochody, motory, jasne, ale dywany? Co w nich bardziej mugolskiego niż w miotłach?
I były obecne w najstarszych arabskich baśniach o magii. Nie żeby Chrisowi było smutno, że nie mógł sprawić sobie dywanu. Jedna nielegalna przejażdżka wystarczyła mu na absolutnie całe życie i nie zamierzał powtarzać tego doświadczenia.
Nie musiała się przejmować, jak kogo przy nim nazywa. On zwyczajnie na śmierciożercę by się nie nadawał, nawet gdyby miał jeszcze bardziej radykalne poglądy. Nie wspominając już o tym, że chyba nie mógł wyraźniej zasygnalizować, że jest nią zainteresowany, a raczej nie biegniesz podawać imienia i nazwiska dziewczyny, z którą chcesz iść na randkę, grupie morderców. (Chociaż gdyby miał więcej świadomości o tym, jak działali niektórzy mężczyźni, może by wiedział, że byli faceci, którzy by to zrobili, bo dziewczyna im tej randki odmówiła albo ich rzuciła. Niestety, nie był aż tak postępowy, by dostrzegać takie rzeczy, póki nie uderzyły go w nos, ale przynajmniej sam nie wpadłby na tego typu pomysły.)
Szedł za nią, już znacznie poważniejszy, gdy mijali kolejne zniszczenia, dokonanych przez ogień. Nie lubił, gdy piękne rzeczy unicestwiały płomienie. Przystał na moment przy jednym z obrazów, myśląc o własnym, oddanym do renowacji, bo osiadł na nim popiół… przetrwał jednak. To było więcej niż cokolwiek z rezydencji Lestrangów.
A potem jego wzrok padł na przedziwną konstrukcję. Wyprostował się, mocniej zaciskając palce na różdżce, nagle ostrożny.
– Może należałoby komuś zapłacić za obserwowanie tego miejsca – powiedział cicho. – To była jakaś klątwa?
Klątwa?
Ostrzeżenie?
Czy Victoria była jego celem?
– Znasz mnie. Jestem absolutnym niegrzecznym chłopcem i łamaczem prawa.
Oczywiście, że był to żart. Christopher mógłby złamać prawo. Parę razy to zrobił. I nie był na pewno miłym, dobrym chłopcem. Ale niesłychanie daleko było mu do chłopca faktycznie niegrzecznego, a ona miała tutaj bardzo dobry kontrast między nim a chłopakiem, którego kochanie znaczyło się czerwienią i czernią. Rosierowi też po prawdzie przez większość czasu nie chciało się prawa łamać.
– Nigdy tego nie rozumiałem, mówiąc szczerze. Te mugolskie samochody, motory, jasne, ale dywany? Co w nich bardziej mugolskiego niż w miotłach?
I były obecne w najstarszych arabskich baśniach o magii. Nie żeby Chrisowi było smutno, że nie mógł sprawić sobie dywanu. Jedna nielegalna przejażdżka wystarczyła mu na absolutnie całe życie i nie zamierzał powtarzać tego doświadczenia.
Nie musiała się przejmować, jak kogo przy nim nazywa. On zwyczajnie na śmierciożercę by się nie nadawał, nawet gdyby miał jeszcze bardziej radykalne poglądy. Nie wspominając już o tym, że chyba nie mógł wyraźniej zasygnalizować, że jest nią zainteresowany, a raczej nie biegniesz podawać imienia i nazwiska dziewczyny, z którą chcesz iść na randkę, grupie morderców. (Chociaż gdyby miał więcej świadomości o tym, jak działali niektórzy mężczyźni, może by wiedział, że byli faceci, którzy by to zrobili, bo dziewczyna im tej randki odmówiła albo ich rzuciła. Niestety, nie był aż tak postępowy, by dostrzegać takie rzeczy, póki nie uderzyły go w nos, ale przynajmniej sam nie wpadłby na tego typu pomysły.)
Szedł za nią, już znacznie poważniejszy, gdy mijali kolejne zniszczenia, dokonanych przez ogień. Nie lubił, gdy piękne rzeczy unicestwiały płomienie. Przystał na moment przy jednym z obrazów, myśląc o własnym, oddanym do renowacji, bo osiadł na nim popiół… przetrwał jednak. To było więcej niż cokolwiek z rezydencji Lestrangów.
A potem jego wzrok padł na przedziwną konstrukcję. Wyprostował się, mocniej zaciskając palce na różdżce, nagle ostrożny.
– Może należałoby komuś zapłacić za obserwowanie tego miejsca – powiedział cicho. – To była jakaś klątwa?
Klątwa?
Ostrzeżenie?
Czy Victoria była jego celem?