13.03.2023, 15:08 ✶
Ornella oczekiwała wiosennego sabatu z niecierpliwością, chętna oderwać się od codziennych obowiązków i spędzić dzień na świeżym powietrzu. Od czasów dzieciństwa było to pierwsze Beltane, w którym brała udział… choć Hogwart opuściła dwa lata temu, w roku poprzednim była zbyt przygnębiona, by świętować. Nawet teraz miała z tego powodu poczucie winy, lecz niespodziewanie to Artemius wyszedł naprzeciw niepewnościom swojej córki. Tradycja była tradycją, a żeby nikt nie mówił, że Borgina nie stać posłać własnego dziecka na Beltane wręczył jej kilka srebrnych monet i pchnął w kierunku zbierającego się tłumu. Nelle nie wierzyła własnemu szczęściu; jej ojciec nie był szczodrym człowiekiem i rzadko zdarzało mu się obdarowywać swoje dzieci prezentami… Ornella była też pewna, że jej przydział prezentowy na ten rok został wyczerpany, gdy na minione urodziny otrzymała od niego nową szatę po tym jak jej wcześniejsza rozpadła się w jej dłoniach, gdy próbowała załatać kolejną dziurę. Gdy wróciła jej zdolność mówienia i pragnęła podziękować ojcu z całego serca okazało się, że mężczyzna jakby rozpłynął się w powietrzu. Nie chcąc nawet zgadywać jakie miał plany na Beltane, dziewczyna ochoczo ruszyła w stronę straganów i szybko zmieszała się z gawiedzią. W przeciwieństwie do Artemiusa, który stronił od ludzi, ona uwielbiała tłumy… dawały jej poczucie bezpieczeństwa. Była jedną z wielu i jedynym, co mogło ją rozstroić był fakt, jak wieloma z mijanych osób były pary. Dlaczego jej spojrzenie zawsze padało na ich szczęśliwe twarze, gdy jej jedyne podobne doświadczenie okazało się kłamstwem? Już nigdy nikt jej tak nie oszuka. Lecz jakby los na siłe próbował zniszczyć jej dzień, pierwszym stoiskiem przy którym się znalazła było to z biżuterią… Ornelli od razu w oczy rzuciły się pierścionki, niegdyś tak bardzo pragnęła, by któryś ozdobił jej dłoń. Wyobrażała sobie jak pokazuje go ojcu, jak jej życie się zmienia. Dawno jednak powinna była przestać snuć takie oczekiwania i żyć marzeniami, gdyż nawet teraz nie mogła sobie na to pozwolić. Musnęła delikatnie palcami dwoją drugą dłoń czując tylko szorstką od pracy skórę i właśnie w tym momencie ktoś na nią wpadł rozpraszając bieg myśli.
- Najmocniej przepraszam – powiedziała z przyzwyczajenia, choć to przecież nie była jej wina. Spojrzała na twarz blond włosej kobiety nie skupiając na niej w pierwszym momencie większej uwagi… zawahała się jednak przed odwróceniem wzroku. Miała nieodparte wrażenie, że gdzieś ją już widziała, ale gdzie? Ornella, delikatnie mówiąc, nie śledziła prasy… czasem udało jej się przeczytać pięrwsza stronę Proroka, lub spojrzeć na okładkę Czarownicy. Nie podejrzewała nawet, że może mieć do czynienia z kimś sławnym, choć z drugiej strony blondynka nie wyglądała na typową klienkę jej ojca. – Umm… czy my się znamy? – Spytała niepewnie, bo choć ona mogła kojarzyć twarz kobiety to zdecydowanie mniej prawdopodobnym było, że ta zapamiętałaby ją. – O… oh! – W pokoju Hedeona wisiało kilka plakatów drużyn Quidditcha… jej brat jak większość chłopców interesował się sportem. Ona… cóż, nie miała dalszych wskazówek co do tożsamości blondynki.
- Najmocniej przepraszam – powiedziała z przyzwyczajenia, choć to przecież nie była jej wina. Spojrzała na twarz blond włosej kobiety nie skupiając na niej w pierwszym momencie większej uwagi… zawahała się jednak przed odwróceniem wzroku. Miała nieodparte wrażenie, że gdzieś ją już widziała, ale gdzie? Ornella, delikatnie mówiąc, nie śledziła prasy… czasem udało jej się przeczytać pięrwsza stronę Proroka, lub spojrzeć na okładkę Czarownicy. Nie podejrzewała nawet, że może mieć do czynienia z kimś sławnym, choć z drugiej strony blondynka nie wyglądała na typową klienkę jej ojca. – Umm… czy my się znamy? – Spytała niepewnie, bo choć ona mogła kojarzyć twarz kobiety to zdecydowanie mniej prawdopodobnym było, że ta zapamiętałaby ją. – O… oh! – W pokoju Hedeona wisiało kilka plakatów drużyn Quidditcha… jej brat jak większość chłopców interesował się sportem. Ona… cóż, nie miała dalszych wskazówek co do tożsamości blondynki.