Samotna róża, zasadzona w doniczce, oddzielona od "stada" roślinnego, traciła swoją moc samo nawadniającą się. Tak zrozumiał Laurence, kiedy Victoria udzieliła odpowiedzi na jego pytania. Musiała osobiście dbać o doniczkową wersję czarnej róży. Choć ogrodnicy mieli zakaz zajmowania się tymi roślinami, ona żyła sama siebie.
- Czyli ta róża w doniczce, gdy zostaje oddzielona od reszty swojej rodziny, traci jakby na własnej mocy, samo pielęgnacji. Czy coś w tym styli.Wyjaśnił na głos, jak on to zrozumiał, lub do czego doszedł. Ale pewnie do tego samego mogła dojść jego droga kuzynka.
Ponownym spacerem, kierując się bardziej w stronę stawu, Lestrange zapytał o inne incydenty, które mogli doświadczyć ich członkowie rodziny. Czy ktokolwiek coś zobaczył dziwnego. Zastanawiającego, niepokojącego. Ręce włożyło kieszeni płaszcza słuchając odpowiedzi Victorii.
To co słyszał, brzmiało poniekąd jak jakiś absurd. Woda? Statek? Sztorm? A może nie był to absurd, tylko te rośliny miały jakąś historię, wiadomość do przekazania. Szczególnie jak kuzynka wspomniała o "wspomnieniach", które doświadczyły inne osoby tutaj przebywające.
- Rozumiem.Odpowiedział szczerze, posyłając jej wyrozumiały ciepły uśmiech. Pracowali w tym samym Ministerstwie, lecz w innych departamentach. A wydarzenia Spalonej Nocy, były na najwyższym szczeblu uwagi, niż ich rośliny, skoro nie stanowiły jak na razie zagrożenia dla domowników.
Kolejna interesująca ciekawostka, która zwróciła główną uwagę Laurenca, niż wcześniejsze. A szczególnie jedno słowo.
Popiół.
- Popiół...
Powtórzył, gdy zrobiła przerwę i stanął, wpatrując się uważnie w Victorię. Gdyż dalej mówiła już ciszej. Dla kolejnego potwierdzenia swojego zrozumienia, kiwnął głową i nawet zbliżył się, aby dotknąć jej ramienia, jakby na pocieszenie. Wyczuł przy tym zimno jej skóry, co również było niepokojące. Lecz na razie tego tematu nie zamierzał podejmować.
- Rozumiem. Jeżeli potrzebujesz pomocy z rozwiązaniem tej sprawy, pomogę.
Zapewnił. Jeżeli była z tym sama. Nie zostawiał rodziny w potrzebie. Zawsze służył pomocą.
Opuścił rękę i znów rozejrzał się po terenie, zbierając w głowie otrzymane nowe informacje dotyczące tego miejsca. Co zdecydowanie nie brzmiało zbyt dobrze. Woda, statek, sztorm… fiolki i popiół. Tajemnicza róża w doniczce. Czy to było wszystko? Czy to miejsce jeszcze czymś ich zaskoczy?
Znajdowali się w pobliżu stawu, do którego Laurence postanowił podejść. Chciał sprawdzić w jakim stanie wyglądał. Jaka była woda. Przewinęła się w opowieści Victorii. Gdy tylko zbliżał się, zmarszczył brwi dostrzegając w nim coś innego. Coś, czego nigdy tutaj nie widział. Zbliżył się do brzegu, wpatrując się w niewyjaśniony taniec świateł na spokojnej tafli wody. Wyglądać mógł na skupionego, coś obserwującego. Nie był pewny, czy Victoria to widzi. O tym mu nie mówiła.
Spojrzał bardziej w taflę wody, jakby chciał zobaczyć może swoje odbicie, albo co znajduje w głębi. Zobaczył jednak coś, co mocno go zaskoczyło. Nie było to jego odbicie, ale kobiety. Znanej, o czarnych długich włosach. Unosząca dłoń w geście ostrzeżenia. Cofnął się o krok, czując nagle wilgoć w prawej dłoni. Spojrzał na nią a następnie znów w taflę wody stawu. Obraz kobiety w wodzie zniknął. Wyłonił się czarny płatek, najpewniej należący do tutejszych tajemniczych róż. Od razu wzrok przeniósł na cały krew porastający ich teren ogrodu. Mógł Victorię niepokoić swoim zachowaniem, ale próbował powiązać pewne fakty, informacje. Ten gest ostrzeżenia. A później pożary.
Spojrzał na Victorię poważnie, ale z zaskoczeniem w oczach. Widział coś. Czy ona także?
- Widziałaś te światła w stawie?Zapytał. Jakby, trochę niepewnie. Może w obawie o własny stan umysłowy?