Dobierała słowa ostrożnie. Musiała je ważyć, bo mogła w każdej chwili spodziewać się tego, że zostanie za nie złapana. To nie było niczym nowym, nie w tym towarzystwie. Być może były wakacje, być może nieco odpuściła, bardzo szybko jednak musiała wrócić do tej wersji siebie, którą była kiedy wkraczała w mury Hogwartu. Nie sprawiło jej to większego problemu, doszła przecież do perfekcji w tej grze przez lata podczas których ją prowadzili. Mogła się spodziewać tego, że i on szybko się w tym odnajdzie, mimo zupełnie innego otoczenia, w którym się znajdowali. To nie zmieniało niczego w ich przypadku, nie potrafili odpuszczać.
- Kto by się spodziewał, że jesteś takim męczennikiem. - Na pewno nie ona. Jeśli jednak chciał na siebie patrzeć właśnie w ten sposób, to przecież nie mogła mu tego zabronić. Nie można było Rookwoodowi odmówić pewności siebie, zastanawiała się ile w tym było prawdy, a ile próby udowodnienia sobie i innym, że taki faktycznie jest. Miał ogromne ego, przez ostatnie lata miała szansę się o tym przekonać, tylko gdzieś wewnątrz musiał być ten chłopiec, którego znała, nie mógł tak po prostu zniknąć, nawet jeśli starał się pokazać, że było zupełnie inaczej. Z czego to wynikało? Niepotrzebnie się nad tym zastanawiała.
Zmrużyła oczy, przez chwilę mogły wydawać się nieco zamglone, bo znowu zaczęła odpływać w swoich myślach, wracać do wspomnień, trwało to kilkanaście sekund, dopóki w końcu nie mrugnęła i zacisnęła swojej lewej ręki w pięść wbijając przy tym paznokcie w środek dłoni. Musiała się skupić, nie powinna pozwalać sobie na taką niedyspozycję, nie zawsze jednak miała na to wpływ.
- Nie wyobrażam sobie, i chyba wolałabym nie widzieć tego momentu, w którym wreszcie przestaniesz, chociaż pewnie będzie to spektakularne. - Każdy miewał swoje granice, był w stanie dusić w sobie wszystko bardzo długo, ale nadchodził moment, w którym pękał. Nie miała pojęcia, jak wyglądało to u niego, czy znajdował się blisko niej? Oby się tylko przy tym nie spalił, to byłby zmarnowany potencjał, oczywiście, że nie powiedziałaby tego w głos, jednak miała do niego pewien sentyment, nawet jeśli pałali do siebie nienawiścią.
- Czy na pewno bycie szczęśliwym łączy się z ograniczaniem się? - Nie do końca jej się tak wydawało. Wiedzą na co mogą sobie pozwolić. Czy w ogóle ktoś kto był szczęśliwy powinien myśleć w ten sposób, zastanawiać się nad tym, jak postępuje, czy wszystko co robili nie powinno im przychodzić zupełnie lekko? Nie miała pojęcia, znowu odrobinę odpłynęła, przymykając przy tym oczy. Łatwo jej było odrywać się od rzeczywistości.
- Nie da się utrzymać kogoś przy sobie na siłę. Tak naprawdę na własne życzenie można wypaść z mojej galerii chwały, trudno się do niej dostać, ale jeśli już się ktoś tam znajdzie to jest wręcz przeciwnie, nie mam w zwyczaju pozbywać się ludzi na których mi zależy. Ja nie działam w ten sposób. - Przyglądała mu się bardzo uważnie, mógł się domyślić do czego zmierzała. Prudence nie należała do osób, którym lekko przychodziło dopuszczanie do siebie ludzi, jeśli jednak już to robiła, to cóż - była gotowa naprawdę bardzo mocno angażować się w przyjaźnie. Nie wymagała niczego w zamian, no może poza szczerością.
Dostrzegła ten drobny ruch, przesunął się robiąc obok siebie odrobinę miejsca, mogłaby się dosiąść, jednak, czy na pewno chciała to robić? Póki co ich rozmowa nie toczyła się najgorzej, nie brakowało w niej typowego łapania się za słówka, jednak zachowywali się całkiem przyzwoicie, może to nie był taki głupi pomysł, nigdzie się nie spieszyła, a przez chwilę mogłaby jeszcze pograć w tę grę.
- Zawsze warto to zakładać, inaczej można się rozczarować, lepiej jest temu zapobiegać. - Wolała być przygotowana na wszystko, zwłaszcza, że miała świadomość, jak wyglądała ich dynamika. Zupełnie niespodziewanie mógł wykorzystać to, że na moment przestała trzymać gardę.
- Pewnie jedno i drugie, problemów może być wiele, nie ma sensu się ograniczać tylko szukać następnych. - W między czasie podjęła decyzję, postanowiła usiąść, bo rozmowa w taki sposób, że ona nad nim stała wyglądała głupio, wolała zająć miejsce obok, co było tylko potwierdzeniem, że jeszcze nie zamierzała odejść, chociaż ledwie kilka minut wcześniej zapierała się, że to zrobić. Usiadła na trawie, ostrożnie, obok niego, wyprostowała nogi, jednak siedziała dość sztywno, jakby nadal zastanawiała się nad tym, czy to był dobry pomysł.
- Granice mają to do siebie, że są cienkie i łatwo jest je przekroczyć. - Czy było to tylko w jej przypadku? Nie wydawało się jej. Faktycznie miał rację co do tego, że nie było to niczym wielkim, to tylko butelka z alkoholem, pewnie wątpliwej jakości.
- Tak, pewnie bym go znalazła, dobrze wiedzieć, że doceniasz moje umiejętności w doszukiwaniu się podstępów. - Uniosła kącik ust w uśmiechu, był to całkiem szczery gest, nie przerysowany i wymuszony jak zazwyczaj.
- Dobrze wiedzieć, gdybyś planował, to jednak nie zdradzaj się z tym planem, oswajanie działa lepiej z zaskoczenia. - Wyciągnęła w końcu dłoń w jego kierunku, aby sięgnąć po tę nieszczęsną butelkę, co właściwie jej szkodziło pociągnąć z niej łyk?
- Mam nadzieję, że to nie jest ciepłe. - Było gorąco, nie sądziła, że przyjemne było spożywanie nagrzanych trunków, nie, żeby miała w tym jakieś wielkie doświadczenie, a jednak coś podpowiadało Prue, że to nie byłoby niczym przyjemnym.
- Tak właściwie, to wydawało mi się, że jest tam gdzieś jezioro, czy rzeka? Chciałam je zobaczyć. - To były te całe jej ambitne plany, no być może wejście do tego zbiornika wodnego, ale o tym nie wspomniała.
- Znalezienie w tym sensu nie wydaje mi się być możliwe, czasem trzeba zaakceptować to, że go nie ma. - Bardzo często zdarzało się jej to w jego towarzystwie, często trudno było jej rozgryźć jego zachowanie, dawał jej sprzeczne sygnały, gubiła się w tym. Wspomniał o tym, że może go nadal nienawidzić, ale gdy o tym myślała, to tak właściwie chyba nie zgodziłaby się z tym, że to robi, to było coś innego. Gdyby naprawdę go nienawidziła, to bardzo skutecznie by go unikała, a przecież to wyglądało odmiennie.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control