25.03.2026, 11:52 ✶
Wyglądało na to, że gęś faktycznie dziabnęła Victorię i Christopher musiał bardzo się postarać, żeby nie okazać, jak bardzo go ta wizja rozbawiła.
– Tak, postanowił mi opowiedzieć o jakimś… wpadaniu do dziur i gęsiach – przyznał Rosier, tak dla zachęty do opowieści o Atreusie bezczelnie zdradzając, co sam usłyszał. Był Ślizgonem, prawda? Atreus chyba powinien się wręcz spodziewać, że Rosier to sobie wykorzysta! A poza tym go wtedy trochę wkurzył.
– Jakoś zapomniał, bo jestem pewny, że zamierzał. – Na pewno nie. Christopher o tym wiedział. Ona o tym wiedziała. I każde z nich wiedziało, że to drugie wie, ale mógł udawać, że jest inaczej. Uważam, że to karygodne niedopatrzenie i koniecznie powinnaś opowiedzieć mi więcej, kiedy stąd wyjdziemy.
Chris pewnie raz czy dwa dał komuś w nos, skłamał, by zapewnić komuś alibi, wsiadł na latający dywan. Drobne sprawy. Nie nadawał się na przestępcę. Nawet pewnie sama Victoria faktycznie miała więcej za uszami, bo jednak będąc w jednostce przeciwko czarnoksiężnikom takiego kryła… ale on o tym nie wiedział, a jakby wiedział, prawdopodobnie spojrzałby w drugą stronę.
– To w gruncie rzeczy ciekawe, bo w obecnych czasach… mogą być najlepszą drogą ewakuacji, jeśli nie możesz się teleportować.
Kominki można było uszkodzić, na miotle musiałeś bardzo dobrze latać, a na dywan dało się wsadzić niemowlę czy psiaka, by wylecieć oknem, gdy parter płonął. Potrząsnął głową, sam zdziwiony, że zastanawia się nad takimi sprawami. I zaraz zrobił to po raz drugi, tym razem z niedowierzaniem, że ktoś mógł wpaść na to, aby modlić się w tak makabryczny sposób.
– Zastanawiam się, co takiego zrobiła ta nie bezczynna osoba, mająca czas na przygotowanie czegoś takiego? – mruknął, spoglądając na ten przedziwny ołtarzyk, groteskowy, jakby wypaczenie rytuałów, które odprawiali kapłani matki. – Chcesz jeszcze popytać sąsiadów? – spytał, a potem wyszli z czeluści ruin, by rozejrzeć się jeszcze w pobliżu i po zniszczonym ogrodzie (gdzie Christopher wypytywał o szczegóły sprawy z utraconą różdżką), zanim oboje się teleportowali.
– Tak, postanowił mi opowiedzieć o jakimś… wpadaniu do dziur i gęsiach – przyznał Rosier, tak dla zachęty do opowieści o Atreusie bezczelnie zdradzając, co sam usłyszał. Był Ślizgonem, prawda? Atreus chyba powinien się wręcz spodziewać, że Rosier to sobie wykorzysta! A poza tym go wtedy trochę wkurzył.
– Jakoś zapomniał, bo jestem pewny, że zamierzał. – Na pewno nie. Christopher o tym wiedział. Ona o tym wiedziała. I każde z nich wiedziało, że to drugie wie, ale mógł udawać, że jest inaczej. Uważam, że to karygodne niedopatrzenie i koniecznie powinnaś opowiedzieć mi więcej, kiedy stąd wyjdziemy.
Chris pewnie raz czy dwa dał komuś w nos, skłamał, by zapewnić komuś alibi, wsiadł na latający dywan. Drobne sprawy. Nie nadawał się na przestępcę. Nawet pewnie sama Victoria faktycznie miała więcej za uszami, bo jednak będąc w jednostce przeciwko czarnoksiężnikom takiego kryła… ale on o tym nie wiedział, a jakby wiedział, prawdopodobnie spojrzałby w drugą stronę.
– To w gruncie rzeczy ciekawe, bo w obecnych czasach… mogą być najlepszą drogą ewakuacji, jeśli nie możesz się teleportować.
Kominki można było uszkodzić, na miotle musiałeś bardzo dobrze latać, a na dywan dało się wsadzić niemowlę czy psiaka, by wylecieć oknem, gdy parter płonął. Potrząsnął głową, sam zdziwiony, że zastanawia się nad takimi sprawami. I zaraz zrobił to po raz drugi, tym razem z niedowierzaniem, że ktoś mógł wpaść na to, aby modlić się w tak makabryczny sposób.
– Zastanawiam się, co takiego zrobiła ta nie bezczynna osoba, mająca czas na przygotowanie czegoś takiego? – mruknął, spoglądając na ten przedziwny ołtarzyk, groteskowy, jakby wypaczenie rytuałów, które odprawiali kapłani matki. – Chcesz jeszcze popytać sąsiadów? – spytał, a potem wyszli z czeluści ruin, by rozejrzeć się jeszcze w pobliżu i po zniszczonym ogrodzie (gdzie Christopher wypytywał o szczegóły sprawy z utraconą różdżką), zanim oboje się teleportowali.
Koniec sesji