Ach, tajemnicza lokatorka! Przyjaciółka. W Laurenta oku dało się zauważyć błysk, ale nic poza tym nie zdradziło jego myśli. A sam błysk? Epifania szczęścia, gratulacji dla kuzyna, którego cenił? Kryło się za tym coś więcej. Laurent nie wierzył w "przyjacieli mieszkających razem". Idea wynajmowanych pokoi i mieszkań była mu obca. Muśnięta zaledwie przez pojedyncze osoby, z którymi miał do czynienia, ale przecież nie było żadną tajemnicą, że Prewett był jednym ze spadkobierców fortuny Edwarda i wychowywał się w zdecydowanie niemałym pałacu. Więc - wspólne mieszkanie w myśl oszczędności? Nie, to nie było coś, z czym blondyn miałby do czynienia. Niektóre sprawy pozostawały dla niego abstrakcją z różnych powodów. A przecież miał otwarty umysł. Słówkiem się jednak nie zająknął. Atmosfera się delikatnie napinała przez komentarze dotyczące związków, a w koncu selkie był całkiem niezły w to całe... "read the room", jak to niektórzy elegancko ujmowali. Przede wszystkim jednak można było przez ułamek sekundy zobaczyć, jak jego uśmiech delikatnie się pogłębia. Może i on sam niczego nie powiedział - ale i nie musiał. Zrobił to za niego Atreus.
- Jak może cię to dziwić? Twoje piękno ustępuje miejsca wyłącznie twojemu niebanalnemu talentowi. - Słodził dalej swojej kochanej kuzynce. Kobiety były przebiśniegami wiosennymi - trzeba było odrobiny ciepła, by wysunęły się i zakwitły, ciesząc swoim urokiem. Komplementy były właśnie tym fragmentem ciepła.
Fakt, Laurent regularnie robił wymówkę "jestem w to za kiepski", kiedy chodziło o grę w Pokera. A w zasadzie - to było kłamstwo. Laurent był bardzo dobry w gierki gestami, głosem i miał za kołnierzem cały wachlarz przeróżnych zagrań do wykorzystania przy stole. Wymówka była tylko wymówką - powody, jak to zwykle bywało z Laurentem, były zakopane o wiele głębiej.
W końcu - usiadł. I kiedy usiadł, gdy oparł głowę na splecionych palcach i zaczął spoglądać na buczące na siebie kuzynostwo, kiedy spojrzał na puste krzesła, na które nigdy nie miała dotrzeć Aydaya ani Edward... to ten uśmiech, który przywdziewał, rozpłynął się. Tak jak rozpłynęło się jego skupienie na tych kartach i na słowach, które Atreus stosunkował do Icarusa. Jak pouczenie. Jakby to on teraz był... głową rodu, kiedy krzesło jeszcze jednej osoby było również puste. Tak najzwyczajniej na świecie...
Puste.