26.03.2026, 00:29 ✶
Święto Duchów z pewnością dostarczy im całej masy wrażeń. Erik zakładał, że Śmierciożercy nie przepuszczą okazji do tego, aby po raz kolejny przypomnieć magicznej społeczności o swoim istnieniu. Bądź co bądź, czy był lepszy dzień na uprawianie czarnej magii niż noc w którą załamywały się granice między światem żywych i krainą umarłych? Westchnął cicho. Trudno było mu teoretyzować na temat tego, jakie podejście będzie miała do niego prasa za kilka tygodni. Czy dalej będzie najgorętszą kontrowersją sezonu? A może spadnie na dalszy plan, bo dziennikarze w końcu będą mieli o czym pisać?
— Na tym etapie spodziewam się po nich absolutnie wszystkiego — odparł niemrawo, bębniąc palcami o blat stołu. — Kto wie, może pokuszą się o porównanie mnie z jakimś innym trzydziestoletnim dżentelmenem? Takim, który faktycznie wpisuje się w obraz idealnego konserwatysty z towarzystwa. — Wzdrygnął się na samą myśl. — Trudno byłoby mi konkurować z żonatym ojcem trójki dzieci, który prowadzi prosperujący biznes z filiami w kilku krajach i jeszcze, dla przykładu,, oficjalnie pełni obowiązki głowy rody. — Zamilkł na moment. — Brzmi koszmarnie. Zupełnie jak ten mityczny syn koleżanki twojej matki.
Pokręcił głową, odsuwając od siebie tę myśl. Wolał nawet nie zgadywać kogo mogliby wytypować do tej roli. Miał dziwne wrażenie, że mogłoby paść na kogoś, kogo kojarzył z czasów szkolnych. A po ostatnim artykule naprawdę wolałby jeszcze nie czytać o tym, jak Arista Black próbuje zrównać go z ziemią porównując go do jakiegoś znajomego z rodu Lestrange, Malfoy czy Prewett. Z drugiej strony, im więcej nazwisk wspomni w swoim tekście ta przeklęta kobieta, tym większa szansa, że ktoś ją uciszy, żeby móc dalej cieszyć się ciszą i spokojem.
— Dzisiaj klubokawiarnia, jutro sieć klubokawiarni, a pojutrze... Wizengamot? — Mrugnął z uśmiechem do Nory.
Brakowało mu ostatnio takich chwil. Wyrwanych z szerszego kontekstu urywków codzienności, kiedy mógł po prostu cieszyć się towarzystwem swoich bliskich. Oczywiście, często zdarzało im się spędzać czas: wystarczyło sobie przypomnieć ostatnie lato. Same przyjęcia organizowane przez Brennę pozwoliły im chociaż na trochę zapomnieć o tym, że dookoła toczył się poważny konflikt. To było jednak coś... innego. Bardziej personalnego. Bardziej kameralnego.
— Mhmm, aż nazbyt dobrze pamiętam ostatni incydent kostiumowy — mruknął, wracając myślami do imprezy z okazji otwarcia lokalu. — Uwielbiam, kiedy jestem sprowadzany na ziemię za pomocą twardych faktów i żelaznej logiki.
Podnosiło go na duchu to, że w razie czego mógł liczyć na pomoc. Nora się zadeklarowała, Mildreda praktycznie też, a Brenny to nawet pewnie nie musiał wpisywać na listę, bo uznałaby wsparcie brata za rzecz oczywistą.
— Będę musiał niedługo do tego usiąść na poważnie. Rozpisać jakiś plan, sprawdzić, jakie mam możliwości i kto w ogóle byłby zainteresowany przyjściem. Przecież do będzie praktycznie przed samym Samhain. — Pokręcił powoli głową. — Ech, w ostateczności skończy się na piciu w kilka osób na poddaszu Warowni. Tylko będę musiał zorganizować kilka dodatkowych taczek, żeby można było urządzić wyścigi na podwórzu.
I to był jakiś pomysł!
— Jak tam nasze pyszności? — spytał po chwili, zerkając w stronę ich najbliższej przekąski.
— Na tym etapie spodziewam się po nich absolutnie wszystkiego — odparł niemrawo, bębniąc palcami o blat stołu. — Kto wie, może pokuszą się o porównanie mnie z jakimś innym trzydziestoletnim dżentelmenem? Takim, który faktycznie wpisuje się w obraz idealnego konserwatysty z towarzystwa. — Wzdrygnął się na samą myśl. — Trudno byłoby mi konkurować z żonatym ojcem trójki dzieci, który prowadzi prosperujący biznes z filiami w kilku krajach i jeszcze, dla przykładu,, oficjalnie pełni obowiązki głowy rody. — Zamilkł na moment. — Brzmi koszmarnie. Zupełnie jak ten mityczny syn koleżanki twojej matki.
Pokręcił głową, odsuwając od siebie tę myśl. Wolał nawet nie zgadywać kogo mogliby wytypować do tej roli. Miał dziwne wrażenie, że mogłoby paść na kogoś, kogo kojarzył z czasów szkolnych. A po ostatnim artykule naprawdę wolałby jeszcze nie czytać o tym, jak Arista Black próbuje zrównać go z ziemią porównując go do jakiegoś znajomego z rodu Lestrange, Malfoy czy Prewett. Z drugiej strony, im więcej nazwisk wspomni w swoim tekście ta przeklęta kobieta, tym większa szansa, że ktoś ją uciszy, żeby móc dalej cieszyć się ciszą i spokojem.
— Dzisiaj klubokawiarnia, jutro sieć klubokawiarni, a pojutrze... Wizengamot? — Mrugnął z uśmiechem do Nory.
Brakowało mu ostatnio takich chwil. Wyrwanych z szerszego kontekstu urywków codzienności, kiedy mógł po prostu cieszyć się towarzystwem swoich bliskich. Oczywiście, często zdarzało im się spędzać czas: wystarczyło sobie przypomnieć ostatnie lato. Same przyjęcia organizowane przez Brennę pozwoliły im chociaż na trochę zapomnieć o tym, że dookoła toczył się poważny konflikt. To było jednak coś... innego. Bardziej personalnego. Bardziej kameralnego.
— Mhmm, aż nazbyt dobrze pamiętam ostatni incydent kostiumowy — mruknął, wracając myślami do imprezy z okazji otwarcia lokalu. — Uwielbiam, kiedy jestem sprowadzany na ziemię za pomocą twardych faktów i żelaznej logiki.
Podnosiło go na duchu to, że w razie czego mógł liczyć na pomoc. Nora się zadeklarowała, Mildreda praktycznie też, a Brenny to nawet pewnie nie musiał wpisywać na listę, bo uznałaby wsparcie brata za rzecz oczywistą.
— Będę musiał niedługo do tego usiąść na poważnie. Rozpisać jakiś plan, sprawdzić, jakie mam możliwości i kto w ogóle byłby zainteresowany przyjściem. Przecież do będzie praktycznie przed samym Samhain. — Pokręcił powoli głową. — Ech, w ostateczności skończy się na piciu w kilka osób na poddaszu Warowni. Tylko będę musiał zorganizować kilka dodatkowych taczek, żeby można było urządzić wyścigi na podwórzu.
I to był jakiś pomysł!
— Jak tam nasze pyszności? — spytał po chwili, zerkając w stronę ich najbliższej przekąski.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞