26.03.2026, 21:43 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.03.2026, 22:03 przez Alexander Mulciber.)
Nie tylko gargulek wyglądał jakby chciał kogoś opluć. Skryty za ciemnymi szkłami okularów przeciwsłonecznych Alexander wpatrywał się pustym wzrokiem w siedzących przed nimi mężczyzn. Dobrze, że Navi zwiesiła nieco główkę, westchnąwszy po nie do końca udanym rzucie: w ten sposób nie mogła zobaczyć zmarszczki zniesmaczenia, która pojawiła się nagle na czole Alexa. Posłyszawszy kpiące komentarze przeciwników, jasnowidz ściągnął bowiem gniewnie brwi. Szybko jednak wygładził twarz, na której zagościł z powrotem wyraz absolutnej obojętności. Jego pogarda była niczym więcej jak przemijającą aberracją na powierzchni gładkiej tafli jeziora, z którego wyciągnęła go Jahnavi. Nic nie mogło zaburzyć spokoju jasnowidza. A jednak zmieniło się coś w sposobie, w jakim siedział. W sposobie, w jaki patrzył.
Navi budziła w nim uśpione pokłady instynktu opiekuńczego, o których istnieniu często zapominał. Nie dlatego, że była jakąś damą w opresji, bo z podniesioną głową wydawała się podchodzić do wyzwań, jakie stawiało jej życie. Niewiele wydawało się zdolnym do wytrącenia jej ze stanu wewnętrznej równowagi. Było w niej coś wyjątkowego, czego nie zdołał zepsuć otaczający ją świat. Jahnavi łapała go czasem na tym, że się jej przygląda, próbując zrozumieć. Skąd się to bierze? Czym jest? Alexander tego nie rozumiał. Być może nie będzie mu to nigdy danym, myślał. Navi zwykle śmiała się w odpowiedzi, ale nie wydawała się już uciekać przed jego wzrokiem. I dobrze. Chciał, żeby się śmiała. Nie chciał jednak, żeby ktoś śmiał się z niej.
Palce ręki spoczywającej dotąd swobodnie na oparciu krzesła Navi, zaczęły wystukiwać bezgłośny rytm, który wpasowywał się częstotliwością w drganie grdyki siedzącego przed Alexandrem mężczyzny. Bogowie, jakże go irytowały te oblechy. Znał dobrze ich rodzaj, można było bowiem znaleźć takich nie tylko w pieleszach dziwacznych kółek zainteresowań, ale i w niszowych kręgach naukowych. Właśnie przez takich gości unikał zbytniego integrowania się na sympozjach jasnowidzów. Niechęć ta sięgała jednak głębiej: udostępnionego anonimowo poradnika do builda na wróżbitę w Magicznych Kartach Magów, jaki napisał w czasach hogwarckich. Gry, na punkcie której wszystkie dzieciaki dostawały wówczas świra. Nawet Alex, chociaż udawał, że wcale nie interesuje się karciankami, bo nie znosił podążać za tym, co popularne... Nawiasem mówiąc, lubił Magiczne Karty Magów zanim jeszcze stały się popularnymi! Utarł nosa zasmarkanym gówniarzom w przyciasnych szatach odziedziczonych po starszym rodzeństwie, nieoczekiwanie wygrywając turniej Magicznych Kat Magów, jaki zorganizował klub karciany. Nigdy nie zniżył się do wstąpienia w jego szeregi, nawet gdy zgromadzone wokół niego nerdy rozdziawiały buzie, patrząc jak rozpierdala wszystkich swoim dokokszonym wróżbitą. Wszyscy mówili, że to najgorsza klasa postaci, ale Alex zrobił wszystko, żeby udowodnić, że to najlepsza klasa postaci! Potem łaziły za nim różne przegrywy, błagając o wskazówki, "bo przecież nie grasz w naszym klubie, więc co ci to robi za różnicę, żeby mi trochę pomóc z opracowaniem strategii!", ale Alexander niewiele robił sobie z nich, i z hogwarckiego rankingu Magicznych Kart Magów. Swoje notatki z buildu na wróżbitę i nie tylko przybił do tablicy ogłoszeń, wywołując tym wielkie oburzenie, i polemikę w gronie zapalonych graczy, którzy nie chcieli, żeby ich sekrety wyszły na jaw. Zapewne wciąż można było znaleźć poradniki Alexandra rozsiane w zamku. Tylko że w Magicznych Kartach Magów był więcej niż dobry, a gargulki... O gargulkach to w ogóle szkoda było gadać.
– To bardzo interesujące – odpowiedział chłopaczkowi w fedorze. – Zapewne wiesz więc, że zgodnie z adnotacją do wspomnianej przez ciebie zasady, wydanej w najnowszej nowelizacji naszego kodeksu turniejowego, wszyscy gracze, którzy spróbują wpłynąć na warunki rozgrywki, zostaną zdyskwalifikowani z uczestnictwa w lidze gargulkowej. Pocisz się, co znacząco podnosi wilgotność powietrza. A twój pomagier? Myślisz, że nie widziałem, czego się dopuścił? Tłuszcz z jego palców skapnął na pole gry, zaburzając magiczne napięcie powierzchniowe. Nie dość więc, że jesteście przebrzydłymi oszustami, to jeszcze śmiecie łamać święte prawo gargulkowych rozgrywek. – Alexander wychował się z Lorien, która od najmłodszych lat wiedziała, że będzie sędzią Wizengamotu, jego starszy brat był prawnikiem, a babka zawiadywała sławną kancelarią. Przez lata zdążył zinternalizować wystarczająco wiele z ich manieryzmów, żeby umieć wywrzeć na ludziach odpowiednie wrażenie. Nie sprawiało mu również problemu naśladowanie charakterystycznego, adwokackiego żargonu. Sprowadzało się do głównie do zastraszania i używania poważnie brzmiących słów. W mądrzeniu się zawsze był dobry. A w zastraszaniu... Wystarczyło powiedzieć, że na koniec swej przemowy wycelował w nich paluchem, jak na oskarżyciela, sędziego i wykonawcę wyroku w jednym przystało. – Możecie być pewni, że wystosuję w stosunku do was oficjalne zgłoszenie do federacji gargulkowej – dodał tym samym, doskonale opanowanym tonem, ani razu nie podnosząc głosu.
Oczywiście, że bezczelnie skłamał, ale wyglądał przy tym tak groźnie, że naprawdę trudno było podejmować z nim jakiekolwiek dyskusje.
Siedzący przed Navi mężczyzna przełknął głośno kęs kurczaka, który już od dłuższej chwili tkwił mu w przełyku. Rzeczywiście, w tym momencie Alexander podobny był do kapitana Nemo, którego Navi zostawiła pod troskliwą opieką sąsiadów. Nie dlatego, że zdecydowanie zbyt długie, pokręcone włosy opadały mu na oczy, ale dlatego, że zachowywał się tak, jak przystało na psa stróżującego. A przy tym wszystkim nawet na chwilę nie raczył zdjąć ciemnych okularów.
– Zobaczymy, czy twoje wróżby się sprawdzą – rzucił jak gdyby nigdy nic w stronę Navi, gdy celował wybranym gargulkiem. Ta mogłaby jednak przysiąc, że wyjątkowo usłyszała w jego głosie coś na kształt uśmiechu.
Gargulek trafił dokładnie tam, gdzie miał trafić. W czoło siedzącego przed nim typa. Jaka szkoda, że nie zdołał go znokautować! Niestety, rzucił za słabo.
– Ojej – wygłosił monotonnym głosem Alex, wcale nie siląc się na to, aby udawać zaskoczonego. – Ale ze mnie gapa.
Navi budziła w nim uśpione pokłady instynktu opiekuńczego, o których istnieniu często zapominał. Nie dlatego, że była jakąś damą w opresji, bo z podniesioną głową wydawała się podchodzić do wyzwań, jakie stawiało jej życie. Niewiele wydawało się zdolnym do wytrącenia jej ze stanu wewnętrznej równowagi. Było w niej coś wyjątkowego, czego nie zdołał zepsuć otaczający ją świat. Jahnavi łapała go czasem na tym, że się jej przygląda, próbując zrozumieć. Skąd się to bierze? Czym jest? Alexander tego nie rozumiał. Być może nie będzie mu to nigdy danym, myślał. Navi zwykle śmiała się w odpowiedzi, ale nie wydawała się już uciekać przed jego wzrokiem. I dobrze. Chciał, żeby się śmiała. Nie chciał jednak, żeby ktoś śmiał się z niej.
Palce ręki spoczywającej dotąd swobodnie na oparciu krzesła Navi, zaczęły wystukiwać bezgłośny rytm, który wpasowywał się częstotliwością w drganie grdyki siedzącego przed Alexandrem mężczyzny. Bogowie, jakże go irytowały te oblechy. Znał dobrze ich rodzaj, można było bowiem znaleźć takich nie tylko w pieleszach dziwacznych kółek zainteresowań, ale i w niszowych kręgach naukowych. Właśnie przez takich gości unikał zbytniego integrowania się na sympozjach jasnowidzów. Niechęć ta sięgała jednak głębiej: udostępnionego anonimowo poradnika do builda na wróżbitę w Magicznych Kartach Magów, jaki napisał w czasach hogwarckich. Gry, na punkcie której wszystkie dzieciaki dostawały wówczas świra. Nawet Alex, chociaż udawał, że wcale nie interesuje się karciankami, bo nie znosił podążać za tym, co popularne... Nawiasem mówiąc, lubił Magiczne Karty Magów zanim jeszcze stały się popularnymi! Utarł nosa zasmarkanym gówniarzom w przyciasnych szatach odziedziczonych po starszym rodzeństwie, nieoczekiwanie wygrywając turniej Magicznych Kat Magów, jaki zorganizował klub karciany. Nigdy nie zniżył się do wstąpienia w jego szeregi, nawet gdy zgromadzone wokół niego nerdy rozdziawiały buzie, patrząc jak rozpierdala wszystkich swoim dokokszonym wróżbitą. Wszyscy mówili, że to najgorsza klasa postaci, ale Alex zrobił wszystko, żeby udowodnić, że to najlepsza klasa postaci! Potem łaziły za nim różne przegrywy, błagając o wskazówki, "bo przecież nie grasz w naszym klubie, więc co ci to robi za różnicę, żeby mi trochę pomóc z opracowaniem strategii!", ale Alexander niewiele robił sobie z nich, i z hogwarckiego rankingu Magicznych Kart Magów. Swoje notatki z buildu na wróżbitę i nie tylko przybił do tablicy ogłoszeń, wywołując tym wielkie oburzenie, i polemikę w gronie zapalonych graczy, którzy nie chcieli, żeby ich sekrety wyszły na jaw. Zapewne wciąż można było znaleźć poradniki Alexandra rozsiane w zamku. Tylko że w Magicznych Kartach Magów był więcej niż dobry, a gargulki... O gargulkach to w ogóle szkoda było gadać.
– To bardzo interesujące – odpowiedział chłopaczkowi w fedorze. – Zapewne wiesz więc, że zgodnie z adnotacją do wspomnianej przez ciebie zasady, wydanej w najnowszej nowelizacji naszego kodeksu turniejowego, wszyscy gracze, którzy spróbują wpłynąć na warunki rozgrywki, zostaną zdyskwalifikowani z uczestnictwa w lidze gargulkowej. Pocisz się, co znacząco podnosi wilgotność powietrza. A twój pomagier? Myślisz, że nie widziałem, czego się dopuścił? Tłuszcz z jego palców skapnął na pole gry, zaburzając magiczne napięcie powierzchniowe. Nie dość więc, że jesteście przebrzydłymi oszustami, to jeszcze śmiecie łamać święte prawo gargulkowych rozgrywek. – Alexander wychował się z Lorien, która od najmłodszych lat wiedziała, że będzie sędzią Wizengamotu, jego starszy brat był prawnikiem, a babka zawiadywała sławną kancelarią. Przez lata zdążył zinternalizować wystarczająco wiele z ich manieryzmów, żeby umieć wywrzeć na ludziach odpowiednie wrażenie. Nie sprawiało mu również problemu naśladowanie charakterystycznego, adwokackiego żargonu. Sprowadzało się do głównie do zastraszania i używania poważnie brzmiących słów. W mądrzeniu się zawsze był dobry. A w zastraszaniu... Wystarczyło powiedzieć, że na koniec swej przemowy wycelował w nich paluchem, jak na oskarżyciela, sędziego i wykonawcę wyroku w jednym przystało. – Możecie być pewni, że wystosuję w stosunku do was oficjalne zgłoszenie do federacji gargulkowej – dodał tym samym, doskonale opanowanym tonem, ani razu nie podnosząc głosu.
Oczywiście, że bezczelnie skłamał, ale wyglądał przy tym tak groźnie, że naprawdę trudno było podejmować z nim jakiekolwiek dyskusje.
Siedzący przed Navi mężczyzna przełknął głośno kęs kurczaka, który już od dłuższej chwili tkwił mu w przełyku. Rzeczywiście, w tym momencie Alexander podobny był do kapitana Nemo, którego Navi zostawiła pod troskliwą opieką sąsiadów. Nie dlatego, że zdecydowanie zbyt długie, pokręcone włosy opadały mu na oczy, ale dlatego, że zachowywał się tak, jak przystało na psa stróżującego. A przy tym wszystkim nawet na chwilę nie raczył zdjąć ciemnych okularów.
– Zobaczymy, czy twoje wróżby się sprawdzą – rzucił jak gdyby nigdy nic w stronę Navi, gdy celował wybranym gargulkiem. Ta mogłaby jednak przysiąc, że wyjątkowo usłyszała w jego głosie coś na kształt uśmiechu.
percepcja ◉◉◉◉○, wycelowanie w odpowiedniego gargulka
aktywność fizyczna ◉◉◉○○, rzut z odpowiednią siłą
Rzut PO 1d100 - 37
Slaby sukces...
Slaby sukces...
aktywność fizyczna ◉◉◉○○, rzut z odpowiednią siłą
Rzut Z 1d100 - 17
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Gargulek trafił dokładnie tam, gdzie miał trafić. W czoło siedzącego przed nim typa. Jaka szkoda, że nie zdołał go znokautować! Niestety, rzucił za słabo.
– Ojej – wygłosił monotonnym głosem Alex, wcale nie siląc się na to, aby udawać zaskoczonego. – Ale ze mnie gapa.
Kiedy tańczę, niebo tańczy razem ze mną
Kiedy gwiżdżę, gwiżdże ze mną wiatr
Kiedy milknę, milczy świat
Kiedy gwiżdżę, gwiżdże ze mną wiatr
Kiedy milknę, milczy świat