26.03.2026, 23:18 ✶
Odile we wszystkich aspektach życia starała się kierować logiką. Jak więc na logicznie myślącą osobę przystało, próbę ogarnięcia sytuacji rozpoczęła od analizy faktów. Uczucie, którego doznała przed chwilą, różniło się od dobrze jej znanej sensacji związanej z transmutacją. Na pewno nie była to więc ingerencja w strukturę DNA. Biorąc pod uwagę, że zamienili się nie tylko wyglądem, ale także położeniem w przestrzeni, można by wysnuć teorię przymusowej wzajemnej translokacji dusz. Czyli mówiąc prościej, zamieniła się ciałami z bratem.
W następnej kolejności należało zastanowić się nad przyczyną takiego stanu rzeczy, lecz nie mogła zrobić tego tutaj, gdyż przedramatyzowana reakcja Othella zwróciła na nich wzrok paru innych przechodniów. Niechciana uwaga była ostatnim, czego w tej chwili potrzebowali, więc Odile chwyciła brata za ramię i zaciągnęła go w najbliższy cichy zaułek. Dla Fawley zmiana proporcji ciała była tak naturalna jak oddychanie, przez co nie miała teraz problemu by manewrować wydłużonymi kończynami. Była przyzwyczajona do poruszania się w męskiej skórze, więc sama zmiana wyglądu nie wywołała u niej żadnych emocji poza zaskoczeniem. Nie, źródłem jej irytacji był fakt, że w ten incydent musiała zostać wciągnięta akurat z młodszym bratem. To nawet dla niej było zjebane.
– Nie jojcz tak, bo jeszcze ktoś się nami zainteresuje. – mruknęła, gdy już znaleźli się w ustronnym miejscu. Mruknięcie to, choć wydobyło się z ust młodszego Fawleya, miało w sobie tę charakterystyczną intonację jego siostry. – A jednak to jest prawda. Coś albo ktoś sprawił, że zamieniliśmy się ciałami. Teraz musimy ogarnąć, jak się wyrwać z tego gówna. – przeszyła wzrokiem stojącą przed nią osobę. Musiała przyznać, że pomimo przygotowywania się do wyjścia w pośpiechu, wyglądała dzisiaj naprawdę dobrze. No, może poza tym grymasem na twarzy, ale to już była sprawka Othella. – Ech, potrzebuję pomyśleć. Daj mi tego szluga. – wskazała na papierosa, który dalej spoczywał w rękach brata.
W następnej kolejności należało zastanowić się nad przyczyną takiego stanu rzeczy, lecz nie mogła zrobić tego tutaj, gdyż przedramatyzowana reakcja Othella zwróciła na nich wzrok paru innych przechodniów. Niechciana uwaga była ostatnim, czego w tej chwili potrzebowali, więc Odile chwyciła brata za ramię i zaciągnęła go w najbliższy cichy zaułek. Dla Fawley zmiana proporcji ciała była tak naturalna jak oddychanie, przez co nie miała teraz problemu by manewrować wydłużonymi kończynami. Była przyzwyczajona do poruszania się w męskiej skórze, więc sama zmiana wyglądu nie wywołała u niej żadnych emocji poza zaskoczeniem. Nie, źródłem jej irytacji był fakt, że w ten incydent musiała zostać wciągnięta akurat z młodszym bratem. To nawet dla niej było zjebane.
– Nie jojcz tak, bo jeszcze ktoś się nami zainteresuje. – mruknęła, gdy już znaleźli się w ustronnym miejscu. Mruknięcie to, choć wydobyło się z ust młodszego Fawleya, miało w sobie tę charakterystyczną intonację jego siostry. – A jednak to jest prawda. Coś albo ktoś sprawił, że zamieniliśmy się ciałami. Teraz musimy ogarnąć, jak się wyrwać z tego gówna. – przeszyła wzrokiem stojącą przed nią osobę. Musiała przyznać, że pomimo przygotowywania się do wyjścia w pośpiechu, wyglądała dzisiaj naprawdę dobrze. No, może poza tym grymasem na twarzy, ale to już była sprawka Othella. – Ech, potrzebuję pomyśleć. Daj mi tego szluga. – wskazała na papierosa, który dalej spoczywał w rękach brata.