27.03.2026, 16:53 ✶
Pan Turpin
– I co z tego? Jak będę nawiedzać domu, przeszkadzać czarodziejom i mówić im, że to przez ciebie, to myślisz, że się przejmą prawem?! – zawołał pan Turpin, podkreślając to machnięciem obiema rękami. Bardzo dramatycznym. – Będą cię obwiniać, i wzywać do wezwań, a mnie już tam nie będzie! Ha! A że potem mnie gdzieś zwiążecie albo odeślecie? Co z tego, każdy los lepszy jest niż zostanie tu… z nią…
I tu wskazał palcem na naczynie, trzymane przez Macmillana. Widać nic go nie obchodziło, że zostanie odesłany na drugą stronę istnienia ani gdzieś uwięziony: skoro nie mógł mieć swojego spokojnego kawałka ziemi, miał zamiar narobić jak najwięcej problemów nim przyjdzie mu odejść.
Brenna potoczyła spojrzeniem pomiędzy nim a Sebastianem, a potem zrobiła coś, czego nie robiła w obliczu smoków, płomieni, śmierciożerców, dymu i zaklęć.
Zrejterowała, cofając się o krok, a potem jeszcze o drugi. Macmillanowi na pewno nie groziło bezpośrednie niebezpieczeństwo, a tylko przed takim miała go chronić, tak?
– Mnie proszę w to nie mieszać, ja tu tylko asystuję – oświadczyła, unosząc dłonie do góry jakby w geście poddania się. O nie, nie miała zamiaru drażnić ducha i potem mieć go na głowie. Obliczyła sobie parę rzeczy i wyszło jej na to, że absolutnie, ale to absolutnie nie chce jeszcze się mieszać w jakieś międzywydziałowe afery z panem Turpinem, co mógł być równie złośliwy jak jego żona. – Jak chodzi o mnie, to ja bym jednak wolała, żeby Ministerstwo nie dostawało stosu zgłoszeń o duchach.
– Proszę mnie stąd zabrać i znaleźć mi inny cmentarz. Zanim ją tu wypuścicie – zażądał duch, krzyżując tym razem ramiona na piersiach i to unosząc się, to opadając. Brenna zapatrzyła się na niebo, udając, że jej tutaj wcale nie ma i w ogóle. Nie miała pojęcia, czy istnieje taki odpowiedni cmentarz, i jeśli ktoś z nich mógł taki wskazać, to raczej Sebastian.
– Szkoda, że nie zdecydowano o umieszczeniu jej w Little Whining. Mogłaby pilnować grobów – wymamrotała tylko.
– I co z tego? Jak będę nawiedzać domu, przeszkadzać czarodziejom i mówić im, że to przez ciebie, to myślisz, że się przejmą prawem?! – zawołał pan Turpin, podkreślając to machnięciem obiema rękami. Bardzo dramatycznym. – Będą cię obwiniać, i wzywać do wezwań, a mnie już tam nie będzie! Ha! A że potem mnie gdzieś zwiążecie albo odeślecie? Co z tego, każdy los lepszy jest niż zostanie tu… z nią…
I tu wskazał palcem na naczynie, trzymane przez Macmillana. Widać nic go nie obchodziło, że zostanie odesłany na drugą stronę istnienia ani gdzieś uwięziony: skoro nie mógł mieć swojego spokojnego kawałka ziemi, miał zamiar narobić jak najwięcej problemów nim przyjdzie mu odejść.
Brenna potoczyła spojrzeniem pomiędzy nim a Sebastianem, a potem zrobiła coś, czego nie robiła w obliczu smoków, płomieni, śmierciożerców, dymu i zaklęć.
Zrejterowała, cofając się o krok, a potem jeszcze o drugi. Macmillanowi na pewno nie groziło bezpośrednie niebezpieczeństwo, a tylko przed takim miała go chronić, tak?
– Mnie proszę w to nie mieszać, ja tu tylko asystuję – oświadczyła, unosząc dłonie do góry jakby w geście poddania się. O nie, nie miała zamiaru drażnić ducha i potem mieć go na głowie. Obliczyła sobie parę rzeczy i wyszło jej na to, że absolutnie, ale to absolutnie nie chce jeszcze się mieszać w jakieś międzywydziałowe afery z panem Turpinem, co mógł być równie złośliwy jak jego żona. – Jak chodzi o mnie, to ja bym jednak wolała, żeby Ministerstwo nie dostawało stosu zgłoszeń o duchach.
– Proszę mnie stąd zabrać i znaleźć mi inny cmentarz. Zanim ją tu wypuścicie – zażądał duch, krzyżując tym razem ramiona na piersiach i to unosząc się, to opadając. Brenna zapatrzyła się na niebo, udając, że jej tutaj wcale nie ma i w ogóle. Nie miała pojęcia, czy istnieje taki odpowiedni cmentarz, i jeśli ktoś z nich mógł taki wskazać, to raczej Sebastian.
– Szkoda, że nie zdecydowano o umieszczeniu jej w Little Whining. Mogłaby pilnować grobów – wymamrotała tylko.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.