29.03.2026, 20:45 ✶
Z kolei Odile duchy zupełnie nie interesowały, a przynajmniej nie same z siebie. Wpływ dusz zmarłych na świat żyjących rzeczywiście był ciekawym zagadnieniem, jednak to właśnie na tych żywych organizmach wolała się skupiać Fawley (w tym na "żywych trupach"). Przedmiotem jej badań był świat materialny, natomiast pertraktowanie z duchami i inne ezoteryczne kwestie stanowiły domenę jej młodszego brata Othella.
– Problem w tym, że takie trwałe uszkodzenie mózgu od razu zabiłoby ghoula. Nawet przy nieudanej transformacji nie byłoby opcji na swobodne chodzenie po ulicy. Zakładając "normalny" przebieg wydarzeń, tak czy siak powinien był umrzeć. – na wspomnienie o rodzinie upadłych cukierników Odile prawie wydała z siebie zmęczone westchnienie. Tak się składało, że jej młodszy braciszek odziedziczył po swojej matce tę genetyczną cechę, która pozwalała oszukać śmierć przemianą w ghoula. Rodzeństwo Fawley dowiedziało się o tym fakcie w dość niefortunnych okolicznościach, kiedy Othello jako dziecko prawie umarł po ugryzieniu przez węża. Od tamtego czasu przechwalał się, że pewnego dnia pokona śmierć. Odile nie znosiła tego gadania, nie tylko ze względu na megalomański ton brata, ale też częściowo z zazdrości, ponieważ sama nie będzie mogła doświadczyć zakrzywienia naturalnego porządku. Cóż, Othello mógł być pewien, że jeśli powróci z martwych, siostra od razu porwie go w celu przeprowadzenia badań. – Ech... Nie jest to wykluczone. Być może u osoby z tą przypadłością ciało próbowałoby się regenerować po śmierci niezależnie od obrażeń głowy. Jednak te obrażenia były zbyt ciężkie, by nawet ciało nie żywego McKinnonona mogło sobie z nimi poradzić. Może denat padł kiedy limit transformacji się wyczerpał. Czy w protokole oględzin zwłok było coś o szarej skórze? – Fawley była zbyt zaabsorbowana przygotowywaniem narzędzi do sekcji, by skupiać się na tym, w jaką stronę kierowała swoją wypowiedź Charlotte. Zresztą, bardziej niż na kurtuazji zależało jej na merytoryczności stawianych hipotez.
– W żadnym wypadku nie będziesz przeszkadzać. – uśmiech Kelly, nawet jeśli sztuczny, najwyraźniej udzielił się też Odile, gdyż kącik jej ust uniósł się kiedy spojrzała na drugą kobietę. – Mhm, racja. W takim razie zapraszam bliżej, będziesz mieć lepszy widok. – na szczęście nie musiała wydobywać mózgu z czaszki i mogła od razu przejść do swojej ulubionej aktywności. Uzbrojona w rękawice oraz specjalny sekcyjny nóż, zabrała się za nacinanie leżącego przed nią organu.
– Problem w tym, że takie trwałe uszkodzenie mózgu od razu zabiłoby ghoula. Nawet przy nieudanej transformacji nie byłoby opcji na swobodne chodzenie po ulicy. Zakładając "normalny" przebieg wydarzeń, tak czy siak powinien był umrzeć. – na wspomnienie o rodzinie upadłych cukierników Odile prawie wydała z siebie zmęczone westchnienie. Tak się składało, że jej młodszy braciszek odziedziczył po swojej matce tę genetyczną cechę, która pozwalała oszukać śmierć przemianą w ghoula. Rodzeństwo Fawley dowiedziało się o tym fakcie w dość niefortunnych okolicznościach, kiedy Othello jako dziecko prawie umarł po ugryzieniu przez węża. Od tamtego czasu przechwalał się, że pewnego dnia pokona śmierć. Odile nie znosiła tego gadania, nie tylko ze względu na megalomański ton brata, ale też częściowo z zazdrości, ponieważ sama nie będzie mogła doświadczyć zakrzywienia naturalnego porządku. Cóż, Othello mógł być pewien, że jeśli powróci z martwych, siostra od razu porwie go w celu przeprowadzenia badań. – Ech... Nie jest to wykluczone. Być może u osoby z tą przypadłością ciało próbowałoby się regenerować po śmierci niezależnie od obrażeń głowy. Jednak te obrażenia były zbyt ciężkie, by nawet ciało nie żywego McKinnonona mogło sobie z nimi poradzić. Może denat padł kiedy limit transformacji się wyczerpał. Czy w protokole oględzin zwłok było coś o szarej skórze? – Fawley była zbyt zaabsorbowana przygotowywaniem narzędzi do sekcji, by skupiać się na tym, w jaką stronę kierowała swoją wypowiedź Charlotte. Zresztą, bardziej niż na kurtuazji zależało jej na merytoryczności stawianych hipotez.
– W żadnym wypadku nie będziesz przeszkadzać. – uśmiech Kelly, nawet jeśli sztuczny, najwyraźniej udzielił się też Odile, gdyż kącik jej ust uniósł się kiedy spojrzała na drugą kobietę. – Mhm, racja. W takim razie zapraszam bliżej, będziesz mieć lepszy widok. – na szczęście nie musiała wydobywać mózgu z czaszki i mogła od razu przejść do swojej ulubionej aktywności. Uzbrojona w rękawice oraz specjalny sekcyjny nóż, zabrała się za nacinanie leżącego przed nią organu.