13.03.2023, 19:20 ✶
Nie podejrzewał, że tak mocno zaboli go decyzja Alice. Wyszła a on odprowadził ją wzrokiem i został tutaj z dziurą zrobioną w sercu. Rozumiał, że mogła się nie zgadzać z jego postanowieniem jednak zostawić go tutaj, bez wsparcia? Co z tym obiecanym niegdyś "będę przy tobie nawet w kłopotach"? Może przestawało to obowiązywać gdy w grę wchodziło cudze życie...? Opuścił wzrok a jego energiczna postawa przygasła w pewnego rodzaju przygarbieniu. Nie odpowiedział już nic. Skupił się na Avelinie. Naprawdę żałował, że nie ma innego rozwiązania. Nie miał po prostu pomysłu. Gdyby ktoś podał mu sensowną alternatywę (bez podkładania głowy aurorom) to chętnie zmieniłby zdanie. Niestety ale tego zabrakło. Avelina się poddała. Alice się poddała. Został sam. Musiał wytrzymać, doprowadzić to do końca a dopiero potem iść zapijać smutki... a nie, już nie mógł alkoholem zagłuszać sumienie. Niech to szlag. Zapewne pójdzie do kasyna licząc, że los przyniesie mu szczęście skoro ostatnimi czasy dostawał pechowe okoliczności.
Stało się.
Odebrał jej wspomnienie.
Zemdlała i z dwojga złego cieszył się, że jest nieprzytomna. Przez chwilę siedział nad nią z załamanymi rękoma, pocierał swoje powieki jakby próbował wcisnąć je w głąb czaszki. Westchnął i zabrał się do pracy póki dzień się jeszcze nie zaczął. Rozpoczęła się magia - wyciągnął z jej rzeczy klucze do sklepu alchemicznego o którym wspominała, jej plecak został pomniejszony i ukryty w jego kieszeni, założył jej kurtkę i kaptur na głowę, narzucił na nią zaklęcie krótkotrwałej niewidzialności i wyszedł z mieszkania. Potrzebował mnóstwo czasu aby dostać się do Londynu i miejsca jej pracy. Dosyć dużo mu o tym opowiadała więc przynajmniej wiedział jak się przemieszczać - korzystał nade wszystko z ciemnych uliczek, zaułków i co najważniejsze - tysiąc razy ponawiał to zaklęcie niewidzialności na niej. W efekcie gdy wchodził do sklepiku to miała niewidoczne stopy. Posadził ją na krześle, opierając głowę na stoliku. Zaklęciem usunął z niej kurtkę i odwiesił ją na wieszak. Plecak postawił w losowym miejscu, zapominając, że wewnątrz znajdował się słoik z Niebieskim Płomieniem i grawerem mknącego galopem konia. Improwizował - wszystko co leżało na biurku przysunął bliżej jej twarzy aby po przebudzeniu myślała, że nie zdążyła wyjść z pracy bo zasnęła. Kręcił się wokół niej cicho i namiętnie, jakby mając problem aby zostawić ją w spokoju. Miał już wychodzić kiedy zdał sobie sprawę, że miała ubranie poplamione krwią. Na szczęście zdążył i to usunąć zaklęciem. Gdy za oknem robiło się już niebezpiecznie widno musiał wychodzić. Ociągał się już zbyt długo... bo gdy dobiegł do przeciwległej ulicy słońce na dobre się obudziło. Musiał wejść do pobliskiego sklepu i czekać na zachmurzenie aby móc wrócić do siebie.
Stało się.
Odebrał jej wspomnienie.
Zemdlała i z dwojga złego cieszył się, że jest nieprzytomna. Przez chwilę siedział nad nią z załamanymi rękoma, pocierał swoje powieki jakby próbował wcisnąć je w głąb czaszki. Westchnął i zabrał się do pracy póki dzień się jeszcze nie zaczął. Rozpoczęła się magia - wyciągnął z jej rzeczy klucze do sklepu alchemicznego o którym wspominała, jej plecak został pomniejszony i ukryty w jego kieszeni, założył jej kurtkę i kaptur na głowę, narzucił na nią zaklęcie krótkotrwałej niewidzialności i wyszedł z mieszkania. Potrzebował mnóstwo czasu aby dostać się do Londynu i miejsca jej pracy. Dosyć dużo mu o tym opowiadała więc przynajmniej wiedział jak się przemieszczać - korzystał nade wszystko z ciemnych uliczek, zaułków i co najważniejsze - tysiąc razy ponawiał to zaklęcie niewidzialności na niej. W efekcie gdy wchodził do sklepiku to miała niewidoczne stopy. Posadził ją na krześle, opierając głowę na stoliku. Zaklęciem usunął z niej kurtkę i odwiesił ją na wieszak. Plecak postawił w losowym miejscu, zapominając, że wewnątrz znajdował się słoik z Niebieskim Płomieniem i grawerem mknącego galopem konia. Improwizował - wszystko co leżało na biurku przysunął bliżej jej twarzy aby po przebudzeniu myślała, że nie zdążyła wyjść z pracy bo zasnęła. Kręcił się wokół niej cicho i namiętnie, jakby mając problem aby zostawić ją w spokoju. Miał już wychodzić kiedy zdał sobie sprawę, że miała ubranie poplamione krwią. Na szczęście zdążył i to usunąć zaklęciem. Gdy za oknem robiło się już niebezpiecznie widno musiał wychodzić. Ociągał się już zbyt długo... bo gdy dobiegł do przeciwległej ulicy słońce na dobre się obudziło. Musiał wejść do pobliskiego sklepu i czekać na zachmurzenie aby móc wrócić do siebie.
Koniec sesji