13.03.2023, 19:36 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.03.2023, 21:28 przez Cody Brandon.)
Godziny późno popołudniowe, a na niebie dużo szaro-białych chmur. Potrzebował godziny aby odważyć się i przejść między zacienionymi uliczkami. Nie miał pojęcia kiedy nauczył się na pamięć drogi do jej sklepiku. Miał tam być drugi raz w (nie)życiu a już wiedział którędy przejść aby uniknąć głównej ulicy i ryzyka spalenia się na popiół. Opatulony kapturem, rękawiczkami, czarodziejską szatą znalazł się przed drzwiami sklepiku. To było głupie. Powinien trzymać się od tej dziewczyny z daleka ale świrował. Musiał dowiedzieć się czy faktycznie go nie pamięta. Chciał ją zobaczyć i poudawać, że go lubi. Potrzebował wymazać ze swojej pamięci obrazu jej zapłakanych oczu. Zachowywał się niepoczytalnie i zdawał sobie sprawę, że Alice go za to skróci o głowę. Na szczęście nie zamierzał jej o tym wspominać. Wszedł do środka sklepiku a dzwoneczek przy suficie powiadomił o nowym kliencie.
- Dzień dobry, można na chwilę? Zdążę jeszcze przed zamknięciem? - improwizował bowiem nie zadał sobie nawet trudu zerknięcia na plakietkę i dowiedzenia się do której jest otwarte. Ze wstrzymanym oddechem szukał czarnych włosów Aveliny. Zdjął kaptur i zatrzymał się w miejscu. Wyglądał całkiem żywo bowiem z samego rana opił się woreczkami krwi, wykorzystując jutrzejszy zapas. Działał profilaktycznie, byleby nie dać się pokusie. Wystarczy nie spotykać Aveliny w ciemnych zaułkach a powinno być dobrze. Przygryzł kącik ust i dosyć spięty zbliżył się do kontuaru. Powierzchownie przeleciał wzrokiem po tysiącach flakoników ustawionych na półkach. Tego typu wyposażenie było mu dobrze znane bo jednak William również należał do alchemików... lecz tych wysoko wykwalifikowanych. Absolutnie nie potrzebował niczego z tego sklepu jednak znajdzie coś, jeśli tylko dzięki temu będzie mógł z nią chwilę porozmawiać.
- Dzień dobry, można na chwilę? Zdążę jeszcze przed zamknięciem? - improwizował bowiem nie zadał sobie nawet trudu zerknięcia na plakietkę i dowiedzenia się do której jest otwarte. Ze wstrzymanym oddechem szukał czarnych włosów Aveliny. Zdjął kaptur i zatrzymał się w miejscu. Wyglądał całkiem żywo bowiem z samego rana opił się woreczkami krwi, wykorzystując jutrzejszy zapas. Działał profilaktycznie, byleby nie dać się pokusie. Wystarczy nie spotykać Aveliny w ciemnych zaułkach a powinno być dobrze. Przygryzł kącik ust i dosyć spięty zbliżył się do kontuaru. Powierzchownie przeleciał wzrokiem po tysiącach flakoników ustawionych na półkach. Tego typu wyposażenie było mu dobrze znane bo jednak William również należał do alchemików... lecz tych wysoko wykwalifikowanych. Absolutnie nie potrzebował niczego z tego sklepu jednak znajdzie coś, jeśli tylko dzięki temu będzie mógł z nią chwilę porozmawiać.