31.03.2026, 18:38 ✶
Lucy w pierwszej chwili mu nie odpowiedziała.
Dawno nie czułem się… Nie czułem się tak mile widziany jak teraz.
– Dwójka to jeszcze nie tłum – powiedział w końcu z całych sił próbując nie obejrzeć się za siebie na drugiego wampira. Chciała aby czuł się tu jak u siebie w domu, chciała aby cieszył się przebywając w tym miejscu i nie myślał o powrocie na stare zgliszcza, a jednocześnie zdecydowanie nie chciała się do tego mu przyznawać. Jakby wypowiedzenie prawdy, było dziwnym urokiem, który tylko czekał, aż ktoś go rzuci. – Cieszę się, że dobrze się tu czujesz.
Nie obraziła się. Najpierw po prostu usiadła na kamiennej posadzce, położyła obok pudełko z ciastkami i spojrzała w niebo, pozwalając aby wiatr rozwiał jej włosy. I dopiero wtedy ostentacyjnie wywróciła oczami.
– Kiedy postanowiłam zakupić posiadłość w Anglii najlepszym wyborem było to, albo willa nad jeziorem. Willa nad każdym oknem miała wyrzeźbionego cherubinka, więc wybór był dość prosty. – Poza tym opactwo miała cmentarz, który z biegiem lat stał się niejako własnym ogrodem Lucy, pełnym ukrytych owoców jej pracy. – Ah, sypialnie też miały je wymalowane na suficie, a mi zapewne nie chciałoby się ich wszystkich przemalowywać, więc gdybyś nie był teraz w tym tendencyjnym domu, najprawdopodobniej byłbyś zmuszony do wpatrywania się w brzydkie aniołki.
Opactwo było zdecydowanie lepsze, nawet jeśli urządzone zostało dość przeciętnie - wnętrze było przyjemne dla oka, ale jednocześnie nie było w nim przesadnego przepychu, chocia niektóre pomieszczenia z pewnością skorzystałyby na większej liczbie dekoracji.
Przeniosła spojrzenie na Gabriela, nie do końca świadoma myśli, które właśnie targały drugiego wampira.
– Tak, poproszę. Będziesz jadł makaroniki?
Dawno nie czułem się… Nie czułem się tak mile widziany jak teraz.
– Dwójka to jeszcze nie tłum – powiedział w końcu z całych sił próbując nie obejrzeć się za siebie na drugiego wampira. Chciała aby czuł się tu jak u siebie w domu, chciała aby cieszył się przebywając w tym miejscu i nie myślał o powrocie na stare zgliszcza, a jednocześnie zdecydowanie nie chciała się do tego mu przyznawać. Jakby wypowiedzenie prawdy, było dziwnym urokiem, który tylko czekał, aż ktoś go rzuci. – Cieszę się, że dobrze się tu czujesz.
Nie obraziła się. Najpierw po prostu usiadła na kamiennej posadzce, położyła obok pudełko z ciastkami i spojrzała w niebo, pozwalając aby wiatr rozwiał jej włosy. I dopiero wtedy ostentacyjnie wywróciła oczami.
– Kiedy postanowiłam zakupić posiadłość w Anglii najlepszym wyborem było to, albo willa nad jeziorem. Willa nad każdym oknem miała wyrzeźbionego cherubinka, więc wybór był dość prosty. – Poza tym opactwo miała cmentarz, który z biegiem lat stał się niejako własnym ogrodem Lucy, pełnym ukrytych owoców jej pracy. – Ah, sypialnie też miały je wymalowane na suficie, a mi zapewne nie chciałoby się ich wszystkich przemalowywać, więc gdybyś nie był teraz w tym tendencyjnym domu, najprawdopodobniej byłbyś zmuszony do wpatrywania się w brzydkie aniołki.
Opactwo było zdecydowanie lepsze, nawet jeśli urządzone zostało dość przeciętnie - wnętrze było przyjemne dla oka, ale jednocześnie nie było w nim przesadnego przepychu, chocia niektóre pomieszczenia z pewnością skorzystałyby na większej liczbie dekoracji.
Przeniosła spojrzenie na Gabriela, nie do końca świadoma myśli, które właśnie targały drugiego wampira.
– Tak, poproszę. Będziesz jadł makaroniki?