31.03.2026, 19:26 ✶
Wywód maga rozbawił szczerze Gabriela, ale nie był jowialny w okazywaniu swojego rozbawienia. Oczywiście wszystko zależało od tego, w jaki sposób interpretować odpowiedzialność za zło czy dobro. Czy miało znaczenia dla Moody’ego, że ofiary które umarły z wampirzej ręki, były również tymi, które eksperymentalnie uzdrawiał tylko przedłużając ich katusze? XX wiek jednak przyniósł białe rękawiczki i koronkową chusteczkę do ocierania kącików ust, a romantyczne wizje uwiedzionych drapieżców zbyt słodko działały na wyobraźnię tak mugoli jak magów, aby koniecznie uciekać się do mniej humanitarnych, a tak oczywistych przecież rozwiązań w ubiegłych wiekach.
Dlatego też na wspomnienie starych dobrych czasów wcale nie dobrych, wcale nie służących wolnej woli, gdy posąg z dziwacznym grawerem pokrywającym onyksowe ciało domagał się nowego ubrania ze skóry kolejnego nieszczęśnika przez moment weryfikowały miłe spływające nań komplementa, Gabriel nie oponował a pozwolił sobie na figlarny uśmiech błąkający się po przystojnej twarzy i kiwający w pozornym zrozumieniu głową.
Zdecydowanie tak lepiej, żeby jego rozmówca o nim myślał.
- A wiesz, w sumie nie chciałem wrócić do praktyki. Ostatnie lata były bardzo dla mnie trudne, stali klienci znaleźli sobie nowych magipsychiatrów, albo… odeszli popychani przez czas ku nieuchronnemu. A tu… wyobrażasz sobie, że ktoś posądził mnie o atak na magu? Gryzienie bezprawne, pozbawione zgody. To musiał być jakiś młodzik, gospodyni tego miejsca próbuje go wytropić, a ja… cóż, udzielam swego rodzaju konsultacji? - zwątpił. Tak to miało działać. Czy był prywatnym detektywem przez to? - Niemniej, Anglicy nieufni. Jak miesiąc temu zajrzałem na jeden z artystycznych spendów, wszyscy rzucali mi nieufne spojrzenia, podejrzewając o najgorsze. Nawet nie próbowali się z tym ukrywać. - mniejsza, że mieli do tego podstawy, rzeczywistość odkształcała się płynnie w eleganckiej mowie wampira, który absolutnie wierzył swoje słowa, gdy je wypowiadał. - Poza tym macie te swoje szpitale, ludzie chodzą do kolegów z klasy do gabinetu, wszyscy znają wszystkich, ciężko tu o miejsce dla mnie, a nie wyobrażam sobie być pod czyimkolwiek butem. - Umilkł sam siebie łapiąc na kłamstwie, albowiem były pewne buty należące do pewnej osoby, pod którymi realnie bardzo chętnie by poprzebywał przez jakiś czas. Szczęśliwie wspomnianej osoby nie było w okolicy, więc nawet nie musiał specjalnie czynić zasłon dymnych, dla własnych odczuć wobec jej czujnego oka.
Całe jednak te swobodne rozmyślania przerwał atak, bo jak inaczej można było to nazwać.
Montbel ściągnął brwi obserwując uważnie ciało pacjenta swojego towarzysza, który miał mu pomóc w naprawie znamiennych zniszczeń dokonanych w przypływie nadmiaru emocji związanych z gryfem, czarownicą i starą szafką w której nie było ciasteczek, ni ośnieżonej krainy z satyrami owiniętymi szaliczkiem.
- Pamiętasz, kiedy Ci to zaimplementowano? - zapytał od razu, tonem fachowcy, który od progu gabinetu dedukuje dolegliwości. Uwielbiał się tym popisywać, nawet jeśli połowa była zmyślana na poczekaniu, a druga połowa skutecznie wyciągnięta została z plotek w małym w sumie światku magicznym. - Wygląda jak robota bardzo złośliwego hipnotyzera, zmuszającego umysł do odruchu Pawłowa. Znasz bodziec, który wywołuje reakcje? Jak często tego doświadczasz? - ich kroki ominęły kuchnię, zmiana była oczywista. Gabriel zamierzał zaprowadzić Moody’ego do swojej sypialni.
Dlatego też na wspomnienie starych dobrych czasów wcale nie dobrych, wcale nie służących wolnej woli, gdy posąg z dziwacznym grawerem pokrywającym onyksowe ciało domagał się nowego ubrania ze skóry kolejnego nieszczęśnika przez moment weryfikowały miłe spływające nań komplementa, Gabriel nie oponował a pozwolił sobie na figlarny uśmiech błąkający się po przystojnej twarzy i kiwający w pozornym zrozumieniu głową.
Zdecydowanie tak lepiej, żeby jego rozmówca o nim myślał.
- A wiesz, w sumie nie chciałem wrócić do praktyki. Ostatnie lata były bardzo dla mnie trudne, stali klienci znaleźli sobie nowych magipsychiatrów, albo… odeszli popychani przez czas ku nieuchronnemu. A tu… wyobrażasz sobie, że ktoś posądził mnie o atak na magu? Gryzienie bezprawne, pozbawione zgody. To musiał być jakiś młodzik, gospodyni tego miejsca próbuje go wytropić, a ja… cóż, udzielam swego rodzaju konsultacji? - zwątpił. Tak to miało działać. Czy był prywatnym detektywem przez to? - Niemniej, Anglicy nieufni. Jak miesiąc temu zajrzałem na jeden z artystycznych spendów, wszyscy rzucali mi nieufne spojrzenia, podejrzewając o najgorsze. Nawet nie próbowali się z tym ukrywać. - mniejsza, że mieli do tego podstawy, rzeczywistość odkształcała się płynnie w eleganckiej mowie wampira, który absolutnie wierzył swoje słowa, gdy je wypowiadał. - Poza tym macie te swoje szpitale, ludzie chodzą do kolegów z klasy do gabinetu, wszyscy znają wszystkich, ciężko tu o miejsce dla mnie, a nie wyobrażam sobie być pod czyimkolwiek butem. - Umilkł sam siebie łapiąc na kłamstwie, albowiem były pewne buty należące do pewnej osoby, pod którymi realnie bardzo chętnie by poprzebywał przez jakiś czas. Szczęśliwie wspomnianej osoby nie było w okolicy, więc nawet nie musiał specjalnie czynić zasłon dymnych, dla własnych odczuć wobec jej czujnego oka.
Całe jednak te swobodne rozmyślania przerwał atak, bo jak inaczej można było to nazwać.
Montbel ściągnął brwi obserwując uważnie ciało pacjenta swojego towarzysza, który miał mu pomóc w naprawie znamiennych zniszczeń dokonanych w przypływie nadmiaru emocji związanych z gryfem, czarownicą i starą szafką w której nie było ciasteczek, ni ośnieżonej krainy z satyrami owiniętymi szaliczkiem.
- Pamiętasz, kiedy Ci to zaimplementowano? - zapytał od razu, tonem fachowcy, który od progu gabinetu dedukuje dolegliwości. Uwielbiał się tym popisywać, nawet jeśli połowa była zmyślana na poczekaniu, a druga połowa skutecznie wyciągnięta została z plotek w małym w sumie światku magicznym. - Wygląda jak robota bardzo złośliwego hipnotyzera, zmuszającego umysł do odruchu Pawłowa. Znasz bodziec, który wywołuje reakcje? Jak często tego doświadczasz? - ich kroki ominęły kuchnię, zmiana była oczywista. Gabriel zamierzał zaprowadzić Moody’ego do swojej sypialni.
pod diagnozę: Leczenie, Hipnoza, Zauroczenie ◉◉◉◉○