31.03.2026, 19:29 ✶
Lucy wskazała ruchem głowy na pudełko makaroników, zawieszając na drugim wampirze pytające spojrzenie, nawet jeśli podejrzewała, że odpowiedź będzie odmowna. Wzięła więc w pierwszej chwili jeden ze smakołyków i przymknęła oczy, gdy poczuła na języki słodki, truskawkowy smak nadzienia. Doskonałe.
Otworzyła oczy i złapała jego spojrzenie.
Może mogłaby nawet do tego przywyknąć? Drugiej, nieżywej duszy w opactwie? Chwil takich jak ta po zakończonej pracy? Świadomości, że chociaż nie musieli spędzać każdej minuty wspólnie to zawsze był ktoś obok z kim mogła porozmawiać, lub wywrócić oczami na to co mówiła? Ładnie udekorowanej kuchni w ramach zadośćuczynienia za zepsutą szafkę? Osadzonego na zdecydowanie zbyt przystojnej twarzy psotnego uśmiechu, który sprawiał, że wieczory stawały się bardziej znośne?
– Hm? – Jego prośba wytrąciła ją z zamyślenia. – Oh, tak. Proszę – powiedziała, ponownie wskazując na pudełko, które trzymał w dłoniach, a potem zamarła, gdy i on zamarł, bo dopiero wtedy zrozumiała o co dokładniej mu chodziło.
Ah…
Ona…
Makaronik…
On…
Zawahała się, ale ostatecznie wyciągnęłam rękę w stronę opakowania. Blada dłoń, opleciona czerwoną bransoletką, zawisła nad kolorowymi wypiekami, a wampirzyca z pewnym zaskoczeniem zrozumiała, że najbardziej w tej sytuacji przejmuje się tym który smak powinna wybrać.
Który będzie najlepszy, aby przekonać go do słodyczy?
Różanego smaku niestety nie było, więc pozostawały jedynie trudne wyboru.
Wreszcie, chwyciła czekoladowy makaronik, ten który chciała zostawić na koniec, aby najdłużej się nim delektować i delikatnie uniosła na wysokość ust drugiego wampira.
Otworzyła oczy i złapała jego spojrzenie.
Może mogłaby nawet do tego przywyknąć? Drugiej, nieżywej duszy w opactwie? Chwil takich jak ta po zakończonej pracy? Świadomości, że chociaż nie musieli spędzać każdej minuty wspólnie to zawsze był ktoś obok z kim mogła porozmawiać, lub wywrócić oczami na to co mówiła? Ładnie udekorowanej kuchni w ramach zadośćuczynienia za zepsutą szafkę? Osadzonego na zdecydowanie zbyt przystojnej twarzy psotnego uśmiechu, który sprawiał, że wieczory stawały się bardziej znośne?
– Hm? – Jego prośba wytrąciła ją z zamyślenia. – Oh, tak. Proszę – powiedziała, ponownie wskazując na pudełko, które trzymał w dłoniach, a potem zamarła, gdy i on zamarł, bo dopiero wtedy zrozumiała o co dokładniej mu chodziło.
Ah…
Ona…
Makaronik…
On…
Zawahała się, ale ostatecznie wyciągnęłam rękę w stronę opakowania. Blada dłoń, opleciona czerwoną bransoletką, zawisła nad kolorowymi wypiekami, a wampirzyca z pewnym zaskoczeniem zrozumiała, że najbardziej w tej sytuacji przejmuje się tym który smak powinna wybrać.
Który będzie najlepszy, aby przekonać go do słodyczy?
Różanego smaku niestety nie było, więc pozostawały jedynie trudne wyboru.
Wreszcie, chwyciła czekoladowy makaronik, ten który chciała zostawić na koniec, aby najdłużej się nim delektować i delikatnie uniosła na wysokość ust drugiego wampira.