• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna Dziurawy Kocioł v
1 2 Dalej »
[24.09.1972] Gargulki is love, gargulki is life

[24.09.1972] Gargulki is love, gargulki is life
Dancing queen
The sun became mellow
the moon started to burn
Why is the sky melting away?
wiek
31
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
wytwórca świec, wina i kadzidełek
Jahnavi ma nieco ponad 170 cm wzrostu. Swoją ciemniejszą karnację odziedziczyła po obojgu rodziców - widać po niej, że pochodzi spoza Wysp Brytyjskich. Włosy ma długie, ciemnobrązowe; oczy z kolei bardzo jasne, w zielonkawo-niebieskim odcieniu. Podobne trochę do wody w płytkim stawie, której dopiero co pojawił się zakwit. Jej ubrania są stare i podniszczone, ale zawsze czyste - ubiera się głównie w proste indyjskie sari. Nigdy nie zakłada butów na obcasie, ba, w cieplejsze dni można ją spotkać spacerującą w ogóle bez obuwia. Na rękach i stopach nosi wiele, metalowych, pozbawionych większej wartości bransoletek.

Jahnavi Pandit
#4
31.03.2026, 21:22  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 31.03.2026, 21:49 przez Jahnavi Pandit.)  
Z zewnątrz mogło to wyglądać jakby Navi była bardzo zraniona słowami i podejściem mężczyzn. Nie była. Nie do końca przynajmniej. Bardziej… nie rozumiała ich podejścia. Podobnie jak nie rozumiała tego co się stało naraz z Mulciberem.
Mówił jak taki jeden straszny prawnik co nawiedzał czasem jej sąsiada. Komornik mówił pan Wasilij, po czym pluł na chodnik i płukał usta zawartością swojej piersiówki. Wszystko chcą mi zabrać cholerne pluskwy z ministerstwa.
Nie podobało jej się, gdy Alexander zaczynał tak straszyć ludzi. Pan Wasilij też kiedyś był inny - znacznie milszy i bardziej uczynny. A teraz tylko pił i groził wszystkim dookoła. Przez tych komorników.
Lubiła kiedy Alexander był… no po prostu Alexandrem. Kiedy pokazywał jej książki o wróżbiarstwie tak piękne i drogie, że potem bała się je nawet czytać co by ich nie zniszczyć. I kiedy rozkładali razem tarota. I kiedy pomagał jej karmić cały zwierzyniec. Ale nie teraz. Teraz wcale go nie lubiła, bo jeśli chciał jej pomóc - nie tędy droga.
Wydęła delikatnie dolną wargę, po czym spojrzała niemal przepraszająco na przeciwników… Ten jeden biedaczek zaczął się jeszcze bardziej pocić, a to przecież nie jego wina… Nie było potrzeby się złościć.
Ostrożnie złapała Mulcibera za rękę, dając znać, że nie czuje się komfortowo. Nie kiedy tak groził tym nieszczęśnikom. Nic się nie stało, że trochę tłuszczu spadło na planszę. Zaraz się wytrze i będzie po problemie. Pogrzebała w sakiewce, którą nosiła zawsze przy sobie, po czym wyciągnęła z niej jedną ze swoich haftowanych chusteczek. Ta miała wyszyte po bokach zielone liście i żółto-czarne pszczółki. Wręczyła ją chłopakowi, racząc go tym niemal przestraszonym uśmiechem. Brodacz zdębiał na moment, ale chusteczkę przyjął.

Wystosuję w stosunku do was oficjalne pismo.
Odwróciła powoli głowę w stronę Alexandra. No co on mówił! Przecież nie trzeba zaraz pisać jakichś pism. A już na pewno nie do samej federacji (czy od gargulków w ogóle była jakaś taka poważna federacja gdzieś tam u ważnych ludzi?), bo przecież wszyscy chcieli się tylko dobrze bawić.
Spojrzała na niego, ostrożnie zaciskając i puszczając palce splecione na jego nadgarstku. Nie trzeba grozić. Nie trzeba!
Puściła czarodzieja dopiero, gdy był czas na jego rzut i o matulu złota! Co za nieszczęście się wydarzyło. Wcale nie to co zobaczyła w jego dłoni. Zobaczyła pomyślność, a tu co? Tragedia za tragedią.

Prawie poderwała się na nogi widząc jak gargulek bardzo zręcznie omija pole do gry, leci i… ląduje na czole ich przeciwnika. Odbił się z niemal komicznym “stuk”, po czym potoczył po stole, by zlecieć na podłogę i zniknąć pod krzesłami.
Navi była zbyt zaskoczona, żeby jakkolwiek zareagować. Docisnęła jedynie dłoń do ust, zerkając niemal rozpaczliwie to na chłopaka już-nie-w-fedorze (z tego wszystkiego kapelusz gdzieś poleciał), to na miejsce, gdzie ostatni raz widziała gargulka z ukochanego zestawu po wujku. Drżącą ręką wyciągnęła różdżkę i machnęła ją w prostym zaklęciu przywołującym. Teraz na pewno pomyślą, że Alex zrobił to specjalnie, a przecież ona go znała - nie zrobiłby tego. Ale oni go nie znali, więc mogli pomyśleć, że jest kimś takim. Miała tylko nadzieję, że nic się figurce nie stało.


Tak/Nie - czy gargulkowi ułamała się jego gargulkowa głowa przy upadku i trzeba będzie kleić.
Rzut TakNie 1d2 - 1
Tak


Spojrzała na dwa kawałki gargulka, które wylądowały w jej dłoni. Och. Wuj nie byłby zadowolony, gdyby to zobaczył. Nie szkodzi. Naprawi to… Jakoś. Jedno proste zaklęcie, przecież nic się nie stało. To tylko figurka. Nic zaraz nie będzie widać. Zamrugała powiekami czując jak w kącikach oczu zbierają jej się łzy. Nie, nie ma co płakać. Wrócą do domu i to naprawi. Naraz poczuła, że ten cały turniej gargulkowy to nie był wcale taki dobry pomysł. Znaczy był, bo wszystko poszło na ludzi, którzy naprawdę potrzebowali pomocy, no i zawsze to miło było spędzić czas z innymi ludźmi, ale… czuła, że ci tutaj wcale nie chcą siedzieć z nią.
Otarła szybko łzy wierzchem dłoni, wrzucając stłuczonego gargulka do sakiewki. Uśmiechnęła się pokrzepiająco do Alexandra, dając znać, że nic się nie stało. Ale będą musieli zmienić strategię, teraz kiedy im brakowało jednej z figur.

Tymczasem brodacz od kurczaków nie do końca wiedział co zrobić. Kurczaki mu się skończyły i gapił się w ofiarowaną chusteczkę jak sroka w gnat. Nigdy żadna dama nie dała mu czegoś tak cennego. Zupełnie jak w baśniach o magach, gdzie nadobne niewiasty ofiarowywały swoje chustki na znak oddania i miłości. Czy ona z nim flirtowała? Z pewnością. W tej samej chwili, gdy dostrzegł jak dziewczę roni łzy zrozumiał co się dzieje. Burkliwy typ w ciemnych okularach musiał być czarnoksiężnikiem, który więził ową niewiastę! Należało ją uratować. A zrobić to można było tylko wygrywając z nim w turnieju.
- Nie lękaj się!- Zakrzyknął więc, niepomny, że ściąga na siebie uwagę wszystkich przy najbliższych stolikach, a Jahnavi patrzy na niego jakby się z choinki urwał. Poderwał się na równe nogi, odpychając krzesełko, które poleciało do tyłu. Miłość ustrzeliła go z miejsca. Wepchnął chusteczkę do butonierki zielonej kamizelki i sięgnął po swoje figurki.
Musiał zwyciężyć!

Gość od kurczaków: percepcja (Z) - wycelowanie gargulkiem
Rzut Z 1d100 - 37
Slaby sukces...


Gość od kurczaków: af (Z) - siła
Rzut Z 1d100 - 80
Sukces!
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Alexander Mulciber (2341), Jahnavi Pandit (2139), Pan Losu (77)




Wiadomości w tym wątku
[24.09.1972] Gargulki is love, gargulki is life - przez Alexander Mulciber - 12.03.2026, 21:43
RE: [24.09.1972] Gargulki is love, gargulki is life - przez Jahnavi Pandit - 13.03.2026, 09:00
RE: [24.09.1972] Gargulki is love, gargulki is life - przez Alexander Mulciber - 26.03.2026, 21:43
RE: [24.09.1972] Gargulki is love, gargulki is life - przez Jahnavi Pandit - 31.03.2026, 21:22
RE: [24.09.1972] Gargulki is love, gargulki is life - przez Alexander Mulciber - 06.04.2026, 15:54
RE: [24.09.1972] Gargulki is love, gargulki is life - przez Pan Losu - 06.04.2026, 15:54

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa