01.04.2026, 13:16 ✶
Wpatrywała się w niego, ale nie ponaglała go do odpowiedzi, sama czerpiąc dziwną radość z faktu, że przez tą chwilę mogła się mu po prostu przyglądać, bo chyba nigdy wcześniej nie miała szansy, aby zrobić to tak spokojnie, jak w tym właśnie momencie. Bez odurzającej ekscytacji poznania kogoś nowego, czy tych innych, napędzanych pewnymi wydarzeniami emocji które towarzyszyły ich przy poprzednich spotkaniach.
Naprawdę cieszę się, że cię nie zabiłam – przemknęło jej przez myśl i chociaż nie był go chyba pierwszy raz, gdy nachodziły ją podobne refleksje, to zdecydowanie po raz pierwszy była gotowa złapać go za rękę i powiedzieć mu to prosto w oczy, a potem dodać jeszcze że cieszył ją również ten prosty fakt, że mieszkał razem z nią. Opactwo było wspaniałe samo w sobie bez żadnych gości, , to prawda, ale… Gabriel zdecydowanie dodawał temu miejscu więcej uroku, niż jakiekolwiek dekoracje mogłyby to zrobić.
Deszcz jednak, przynajmniej na jakiś czas, wymył te wszystkie zbyt ckliwe refleksje z jej głowy, a grzmoty burzy sprawiły, że nagle, ponownie, skupiła się na bardziej przyziemnych rzeczach.
– Oh… – mruknęła, czując się tak, jakby ktoś ją właśnie obudził i z jakiegoś powodu nieszczególnie jej to pasowało. – Tak, powinniśmy iść – powiedziała, siląc się na uśmiech, tak aby Gabriel nie widział, że desperacko próbowała zrozumieć czemu czuła jakby coś się nagle zmieniło. Szybko wstała z podłogi, otrzepała się i ruszyła do środka, próbując udawać, że wszystko było pod kontrolą, nawet gdy jeszcze nie wiedziała, który element jej świata został zachwiany.
– Ale i tak napijmy się – powiedziała, zatrzymując się w wejściu. – Nie ma co marnować dobrej krwi.
A potem ruszyła w klatki schodowej, ledwo powstrzymując silną potrzebę odwrócenia się, aby zobaczyć czy na pewno szedł za nią.
Naprawdę cieszę się, że cię nie zabiłam – przemknęło jej przez myśl i chociaż nie był go chyba pierwszy raz, gdy nachodziły ją podobne refleksje, to zdecydowanie po raz pierwszy była gotowa złapać go za rękę i powiedzieć mu to prosto w oczy, a potem dodać jeszcze że cieszył ją również ten prosty fakt, że mieszkał razem z nią. Opactwo było wspaniałe samo w sobie bez żadnych gości, , to prawda, ale… Gabriel zdecydowanie dodawał temu miejscu więcej uroku, niż jakiekolwiek dekoracje mogłyby to zrobić.
Deszcz jednak, przynajmniej na jakiś czas, wymył te wszystkie zbyt ckliwe refleksje z jej głowy, a grzmoty burzy sprawiły, że nagle, ponownie, skupiła się na bardziej przyziemnych rzeczach.
– Oh… – mruknęła, czując się tak, jakby ktoś ją właśnie obudził i z jakiegoś powodu nieszczególnie jej to pasowało. – Tak, powinniśmy iść – powiedziała, siląc się na uśmiech, tak aby Gabriel nie widział, że desperacko próbowała zrozumieć czemu czuła jakby coś się nagle zmieniło. Szybko wstała z podłogi, otrzepała się i ruszyła do środka, próbując udawać, że wszystko było pod kontrolą, nawet gdy jeszcze nie wiedziała, który element jej świata został zachwiany.
– Ale i tak napijmy się – powiedziała, zatrzymując się w wejściu. – Nie ma co marnować dobrej krwi.
A potem ruszyła w klatki schodowej, ledwo powstrzymując silną potrzebę odwrócenia się, aby zobaczyć czy na pewno szedł za nią.