01.04.2026, 14:08 ✶
Czy mu się zdawało, czy ta zmiana planów wcale nie była w smak pannie Rosewood? A może mu się tak tylko zdawało, może tak bardzo chciał, żeby tak było i nie potrafił się pogodzić ze stanem faktycznym. Burza na zewnątrz, burza w sercu… Utkwił spojrzenie w jej karku, w tym gibkim złączeniu umysłu i ciała, w pograniczu, które nie miało dla niego krwi, a przyciągało bardziej niż wszyscy śmiertelni tego świata.
Lucy nie była pożywieniem, jej istnienie nie gwarantowało mu przeżycia, nie wypełniało ciała rozkosznym ciepłem, nie tym fizycznym. A jednak miał wrażenie, jakby samo przebywanie w jej otoczeniu czyniło go pełniejszym, lepszym, mniej… uszkodzonym. Jej obecność nie sprawiała, że mógł dalej egzystować. Była jednak konieczna, wręcz niezbędna do tego, aby ta egzystencja mogła być nazywana życiem.
Czy czujesz to samo Lucy? Czy masz wrażenie, że serce nie musi bić, aby każda komórka martwego ciała śpiewała pieśń dziękczynną za obecność?
– Lucy czekaj, ja… – chciał ją dogonić i zatrzymać, chciał zapytać od razu, chciał, musiał się dowiedzieć prawdy, nie mogąc tkwić przecież w domysłach, które prowadziły donikąd, jak powróz na szyi odciskając się mocno w pozbawionej sensu bezładności.
I tak się stało, że chciał zejść kilka stopni szybciej, by się z nią zrównać, nie przewidując, że na jego prośbę kobieta momentalnie zatrzyma się i odwróci. I tak się stało, że jednocześnie chciał być bliżej niej, ale też nie chciał się zderzyć więc się cofnął, a śliskie kamienne schody nie sprzyjały wcale tej sytuacji. I tak się stało, że klatka schodowa była wąska i może przetoczyłby się obok i zleciał w żałosnej kotłowaninie bardziej niż jakikolwiek inny gest oddającej jego stan serca i umysłu.
Świat zawirował, stracił rozeznanie w tym w jakim położeniu w końcu się znajduje, aż w końcu do świadomości dotarło, że może lepiej byłoby już jakby sięgnął bruku poturbowany przez schody niż…
Jak to się stało, że zawisł odchylony w jej ramionach, czyż to nie powinno być odwrotnie? Oboje byli mokrzy od deszczu który przyłapał ich na degustacji makaroników, od lśniącej bladej skóry odbijało się ciepłe światło migoczących kandelabrów.
– Złapałaś mnie – zauważył bardzo mało przytomnie nie wiedząc co zrobić z oczami, bo miał wrażenie, że zawiesza się raz na niebieskich oczach, raz na czerwonych ustach i och zdecydowanie to nie krwi chciałby dziś spróbować. Zdecydowanie nie…
Lucy nie była pożywieniem, jej istnienie nie gwarantowało mu przeżycia, nie wypełniało ciała rozkosznym ciepłem, nie tym fizycznym. A jednak miał wrażenie, jakby samo przebywanie w jej otoczeniu czyniło go pełniejszym, lepszym, mniej… uszkodzonym. Jej obecność nie sprawiała, że mógł dalej egzystować. Była jednak konieczna, wręcz niezbędna do tego, aby ta egzystencja mogła być nazywana życiem.
Czy czujesz to samo Lucy? Czy masz wrażenie, że serce nie musi bić, aby każda komórka martwego ciała śpiewała pieśń dziękczynną za obecność?
– Lucy czekaj, ja… – chciał ją dogonić i zatrzymać, chciał zapytać od razu, chciał, musiał się dowiedzieć prawdy, nie mogąc tkwić przecież w domysłach, które prowadziły donikąd, jak powróz na szyi odciskając się mocno w pozbawionej sensu bezładności.
I tak się stało, że chciał zejść kilka stopni szybciej, by się z nią zrównać, nie przewidując, że na jego prośbę kobieta momentalnie zatrzyma się i odwróci. I tak się stało, że jednocześnie chciał być bliżej niej, ale też nie chciał się zderzyć więc się cofnął, a śliskie kamienne schody nie sprzyjały wcale tej sytuacji. I tak się stało, że klatka schodowa była wąska i może przetoczyłby się obok i zleciał w żałosnej kotłowaninie bardziej niż jakikolwiek inny gest oddającej jego stan serca i umysłu.
Świat zawirował, stracił rozeznanie w tym w jakim położeniu w końcu się znajduje, aż w końcu do świadomości dotarło, że może lepiej byłoby już jakby sięgnął bruku poturbowany przez schody niż…
Jak to się stało, że zawisł odchylony w jej ramionach, czyż to nie powinno być odwrotnie? Oboje byli mokrzy od deszczu który przyłapał ich na degustacji makaroników, od lśniącej bladej skóry odbijało się ciepłe światło migoczących kandelabrów.
– Złapałaś mnie – zauważył bardzo mało przytomnie nie wiedząc co zrobić z oczami, bo miał wrażenie, że zawiesza się raz na niebieskich oczach, raz na czerwonych ustach i och zdecydowanie to nie krwi chciałby dziś spróbować. Zdecydowanie nie…