01.04.2026, 21:01 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.04.2026, 21:06 przez Gabriel Montbel.)
Nie spodziewał się, że ta odpowiedź była dla niego aż tak przyjemna w odbiorze.
Znał się świetnie na czerwieni.
Ale na zieleni…
Uśmiechnął się niczym obłaskawiony śmietanką kocur, tymbardziej, że w końcu udało mu się usadzić buńczucznego klienta. Mogło to oczywiście odnieść bardzo niedobry skutek - mianowicie hipnoza mogła nie zadziałać, bo otoczenie, bo zapach, bo roślina walająca się pod nogami i myślenie o seksie zamiast o terapii hipnotyzerskiej.
Odetchnął - nie żeby musiał, po prostu to zwykle koiły obawy klientów, a teraz takim właśnie się stał Aaron.
Zaraz potem parsknął, gdy auror bardzo się zarzekał, że nie chce grzebania w dupie, by splunąć na dłoń, co w niektórych okolicznościach byłoby uznane za bardzo sprzeczny sygnał. Mężczyzna był jednak wystarczająco napięty niezbyt komfortową dla niego sytuacją by mu dokładać.
- Żadnych sztuczek. - powtórzył za nim Gabriel, po czym odsłonił kły po to, aby wbić się nimi we wnętrze własnej dłoni. Zgromadzona krew leniwie wychynęła. Gęsta. Ciemna. Niepewna swojej roli w całym procederze tego życia po życiu i nowego gospodarza. Nim Moody zdążyłby zaoponować uścisnął mu dłoń. Twardo. Ktoś mógłby powiedzieć żołniersko.
- Dyskrecja jest kluczowa w moim zawodzie - zapewnił, nawet jeśli przed momentem zapewniał, że wcale się tym już nie zajmuje. Dawno nienoszony garnitur był zaskakująco wygodny.
I w końcu gdy Moody zasiadł w fotelu, stojący nadal Gabriel wprawił wahadełko w ruch. W drugiej dłoni trzymał różdżkę. Skupił się. Może dawno nie amputował niechcianych wspomnień przez delikwenta, raczej skupiał się na amputowaniu niechcianych wspomnień przez niego samego, ale przecież hipnoza była dlań jak oddychanie.
- Poczujesz lekki chłód. Myśl o nim raczej jako o rześkim poranku. Odświeżeniu w którym ten moment nocy jest tylko wspomnieniem. Jedną z wielu chwil, nie wartą Twojej pamięci. Dopilnujemy tego. - Jego głos stał się przyjemnie gęsty, bardziej przywodzący na myśl słodkie kakao osadzające się na podniebieniu, aniżeli poranek o którym przed momentem wspominał. Wahadło poszło w ruch.
Tik…
Nie za szybko, nie za wolno, a w sam raz.
Kolejne słowa zawierały w sobie magię, utkaną z wyczuciem specjalisty, wchodzącą przez uszy prosto… prosto do biblioteki myśli, do zakurzonych regałów, w poszukiwaniu całkiem niedawnego registru. Nadpalonych akt. Gabriel nigdy nie miał ochoty śledzić tych akt, zaczytywać się w cudzych historiach i perspektywach. Och nie. Pieczętować. Zabezpieczać. Nigdy więcej nie zaglądać.
Tik….
Znał się świetnie na czerwieni.
Ale na zieleni…
Uśmiechnął się niczym obłaskawiony śmietanką kocur, tymbardziej, że w końcu udało mu się usadzić buńczucznego klienta. Mogło to oczywiście odnieść bardzo niedobry skutek - mianowicie hipnoza mogła nie zadziałać, bo otoczenie, bo zapach, bo roślina walająca się pod nogami i myślenie o seksie zamiast o terapii hipnotyzerskiej.
Odetchnął - nie żeby musiał, po prostu to zwykle koiły obawy klientów, a teraz takim właśnie się stał Aaron.
Zaraz potem parsknął, gdy auror bardzo się zarzekał, że nie chce grzebania w dupie, by splunąć na dłoń, co w niektórych okolicznościach byłoby uznane za bardzo sprzeczny sygnał. Mężczyzna był jednak wystarczająco napięty niezbyt komfortową dla niego sytuacją by mu dokładać.
- Żadnych sztuczek. - powtórzył za nim Gabriel, po czym odsłonił kły po to, aby wbić się nimi we wnętrze własnej dłoni. Zgromadzona krew leniwie wychynęła. Gęsta. Ciemna. Niepewna swojej roli w całym procederze tego życia po życiu i nowego gospodarza. Nim Moody zdążyłby zaoponować uścisnął mu dłoń. Twardo. Ktoś mógłby powiedzieć żołniersko.
- Dyskrecja jest kluczowa w moim zawodzie - zapewnił, nawet jeśli przed momentem zapewniał, że wcale się tym już nie zajmuje. Dawno nienoszony garnitur był zaskakująco wygodny.
I w końcu gdy Moody zasiadł w fotelu, stojący nadal Gabriel wprawił wahadełko w ruch. W drugiej dłoni trzymał różdżkę. Skupił się. Może dawno nie amputował niechcianych wspomnień przez delikwenta, raczej skupiał się na amputowaniu niechcianych wspomnień przez niego samego, ale przecież hipnoza była dlań jak oddychanie.
- Poczujesz lekki chłód. Myśl o nim raczej jako o rześkim poranku. Odświeżeniu w którym ten moment nocy jest tylko wspomnieniem. Jedną z wielu chwil, nie wartą Twojej pamięci. Dopilnujemy tego. - Jego głos stał się przyjemnie gęsty, bardziej przywodzący na myśl słodkie kakao osadzające się na podniebieniu, aniżeli poranek o którym przed momentem wspominał. Wahadło poszło w ruch.
Tik…
…tak
Nie za szybko, nie za wolno, a w sam raz.
Kolejne słowa zawierały w sobie magię, utkaną z wyczuciem specjalisty, wchodzącą przez uszy prosto… prosto do biblioteki myśli, do zakurzonych regałów, w poszukiwaniu całkiem niedawnego registru. Nadpalonych akt. Gabriel nigdy nie miał ochoty śledzić tych akt, zaczytywać się w cudzych historiach i perspektywach. Och nie. Pieczętować. Zabezpieczać. Nigdy więcej nie zaglądać.
Tik….
Zauroczenie ◉◉◉◉○, Hipnoza III, próbuję leczyć strach przed imieniem
Rzut PO 1d100 - 24
Akcja nieudana
Akcja nieudana