Dziwactwo Ururu polegało na tym, że chociaż umiał się przepięknie wysłowić i ukłonić więcej razy, niż to było konieczne, nie znał wszystkich "reguł", jakimi rządziło się społeczeństwo. Jeśli nauczył się jakiejś zasady etykiety — przestrzegał ją ortodoksyjnie. Jeśli nie znał jakiegoś frazesu — samodzielnie nie był w stanie go wychwycić i zinterpretować poprawnie.
— Oh, tak, na pewno napiszę — odpowiedział z uśmiechem. Był przekonany, że czarownicy spodobały się te naukowe pogawędki, chociaż tym razem sam pełnił tylko rolę odkurzacza jej słów.
— Proszę się nie kłopotać, ja zaprosiłem, to ja zapłacę — oznajmił. Jego posiłek był już zjedzony, gdyż Ururu był szybki również w konsumpcji. Pociągnął za frędzelek, by przywołać kelnera i sięgnął do kieszeni. Różdżka, notes, jakieś papierki, kolejny ołówek... ale nigdzie metalowych krążków. Bardzo to dziwne.
Kelner dotarł do stolika i machnął dwukrotnie różdżką na talerze. Te wpierw oczyściły się z resztek, a następnie błyszcząc poleciały do kuchni. Pracownik rzucił należność, a Ururu wciąż grzebał w kieszeniach.
— Proszę chwilę poczekać, mam za duże kieszenie — oznajmił Ururu. Niestrudzony zaczął wyjmować zawartość spodni na stół (oprócz siebie samego oczywiście). Był to całkiem uporządkowany nieporządek, ale nigdzie ani śladu pieniędzy.
— Najmocniej przepraszam, najprawdopodobniej nie zabrałem ze sobą sakiewki. Jeśli poczeka pan kilka minut, przyniosę całą należność — oznajmił kelnerowi z uśmiechem.
Temu się to nie spodobało i zażądał płatności teraz, albo wezwie BUM.
— Ależ otrzyma pan zapłatę. Nie mieszkam daleko. Będę tutaj za dziesięć minut, panna Paxton może poręczyć za mnie i poczekać do tego czasu.
Kelner mu nie wierzył i nie zgadzał się na taki układ.
Cóż za strata czasu, pomyślał Ururu napełniając kieszenie swoim dobytkiem. Ale skoro nie udało się rozwiązać sytuacji polubownie, będą musieli się zwijać.
Miał nadzieję, że Avelina potrafiła szybko biegać.
— Panienko Paxton, proszę przygotować nogi — rzucił do czarownicy, po czym zamachnął się na kelnera. — Confundus!
Zerwał się z miejsca i skoczył do drzwi.
— Proszę za mną, panienko!
Niestety nie wiedział, że krzyczący za nimi kelner zwróci na siebie uwagę przechodzącego obok BUMowca...