Mgła była gęsta i lepka, swoim pryzmatem okrywając całość stadionu, na którego trybunach przysiedli. Spoglądał na nią w pewnym zastanowieniu, śledząc zarysowaną w oddali sylwetkę budowli, która wydawała się odrobinę nierealna. Kiedy ostatni raz był na stadionie, żeby zrobić cokolwiek więcej niż oddać się rozrywce kibicowania zawodnikom śmigającym gdzieś nad głowami? Ciężko mu nawet było to wyliczyć; czas dzielił na obowiązki związane z pracą, resztę natomiast najczęściej przeznaczając na kasyna. Ciasne, znajome schematy, które pozwalały mu skupić się na tym co dobrze znał, a jednocześnie posiadało w sobie wystarczająco dużo losowości, by nie kwalifikować tego jako rutyny.
Rozparł się na swoim miejscu, jedną nogę opierając o rzędy siedzisk, które znajdowały się stopień niżej. Podczas gdy Louvain powoli i metodycznie zapinał swoje ochraniacze, jakby czerpał z tego jakąś otuchę i dodatkowo rozpraszał myśli, on zrobił to szybko. Zacisnął sprzączki bez namysłu i nie poddając gestów pod wątpliwość. Nie upewnił się po tym, jak dobrze leżą na skórze, przyjmując ogólne wrażenie jako to właściwe. Zamiast pochylać się nad szpejem, palił nieśpiesznie papierosa, czekając aż Lestrange upora się ze swoim.
Wszystko co było między nimi niewypowiedziane do tej pory, zdawało się wisieć dokładnie tak samo jak ta mgła. Lepiło się do skóry i myśli, zawsze gdzieś obecne i nie dało się tego tak zwyczajnie od siebie odsunąć. A pomimo tego, Atreus na przestrzeni lat usilnie zamykał oczy na wszelkie sytuacje, które mogłyby wzbudzić wątpliwości. Na wszelkie oczywistości, z którymi czasem obchodziły się przecież czystokrwiste rody, w niemal naturalny sposób. Ale ostatnie miesiące tylko zagęszczały sytuację; atak podczas Beltane, a potem i powolna, ale coraz wyraźniejsza obecność Brenny w jego życiu. Następnie przyszedł wrzesień i w końcu rozkwitła Spalona Noc, ciemnym dymem podkreślając wszystko na co nie chciało się zwracać uwagi. Może gdyby nie Florence, to wcale nie zadręczałby się momentami aż tak bardzo.
- Nic przesadnie ekscytującego - powiedział, podłapując temat obiadu z niezwykłą łatwością, mimo że pewnie jeszcze z pół roku temu zwyczajnie zbyłby go jakąś uwagą i pomknął w innym kierunku. - Obiad zjedzony, rodzina zobaczona, stragany pozwiedzane. Nawet zamówiłem jakiś wianek z chwastów, żeby złożyć w Whitecroft. A u ciebie? Jakieś ekscytujące dyskusje?