04.04.2026, 17:04 ✶
Christopher nie był do końca pewny, co o tym wszystkim myśli, a już na pewno nie wiedział, co o tym powie. Może przez ułamek sekundy kusiło go, żeby po prostu zamknąć się w pracowni na kolejny miesiąc, ale po pierwsze matka zaraz by go stamtąd wyciągnęła, po drugie sam powiedział nie tak dawno Bulstrodowi, że Victoria nie jest typem dziewczyny, którym powinno się bawić.
Ostatecznie do niej napisał. Zaproponował, by wybrała miejsce, uprzejmie prosząc jedynie, by nie była to Zorza, bo wiedział, jak Cressida lubi tam chodzić i gdyby wpadli na nią kolejny raz, tak szybko po poprzednim, to chyba faktycznie wypchnąłby ją w końcu z okna. Ewentualnie sam się z niego rzucił. Postanowił zwyczajnie nie zastanawiać się zbyt wiele i po prostu na miejscu przekonać, jak się to wszystko ułoży. Pojawił się mniej więcej pięć minut przed czasem, dość, aby nie ryzykować spóźnienia i być już przy stoliku o godzinie spotkania, nie dość, aby sterczeć tam i wyczekiwać.
– Witam pannę Lestrange – przywitał się, wstając z miejsca, gdy się pojawiła, i może to i brzmiało lekko, chociaż Christopher zdecydowanie nie był w jakoś szczególnie pogodnym nastroju. – Uzdrowiciel stwierdził, że to klątwa i już minęła – odparł, zmuszając się do zachowana neutralnego wyrazu twarzy, zanim znów opadł na krzesło. – Najwyraźniej poltergeist rzucił na mnie jakiś urok. Chcę zapewnić, że zazwyczaj nie krzyczę publicznie, że jakaś kobieta jest wariatką. Chociaż muszę też przyznać, że nie jestem pewny, czy by mi się to nie wyrwało, gdy już rzuciła się zrywać te ubrania z wieszaków… – westchnął, odchylając się nieco na swoim miejscu. Miał z jednej strony nieodparte wrażenie, że powinien przeprosić, z drugiej nie należał do ludzi, którym takie rzeczy przychodziły szczególnie łatwo, a tu trochę buntował się w duchu, że ma brać na siebie winę za złośliwe wybryki widma oraz za wariactwo jakieś kobiety.
– Nie chciałem, żebyś znalazła się w takiej sytuacji – wybrnął w końcu. – A jeżeli chodzi o moją matkę, postanowiłem bardzo, bardzo szybko się wyprowadzić. Sądzisz, że zakup domu w Szkocji to dobry pomysł? – spytał i przy tych słowach uśmiechnął się lekko, przez co można było mieć wątpliwości, czy mówi akurat w tej sprawie poważnie, a przynajmniej czy faktycznie planował natychmiastowy zakup jakiegoś lokalu gdzieś poza granicami Anglii, by umknąć przed matką.
Ostatecznie do niej napisał. Zaproponował, by wybrała miejsce, uprzejmie prosząc jedynie, by nie była to Zorza, bo wiedział, jak Cressida lubi tam chodzić i gdyby wpadli na nią kolejny raz, tak szybko po poprzednim, to chyba faktycznie wypchnąłby ją w końcu z okna. Ewentualnie sam się z niego rzucił. Postanowił zwyczajnie nie zastanawiać się zbyt wiele i po prostu na miejscu przekonać, jak się to wszystko ułoży. Pojawił się mniej więcej pięć minut przed czasem, dość, aby nie ryzykować spóźnienia i być już przy stoliku o godzinie spotkania, nie dość, aby sterczeć tam i wyczekiwać.
– Witam pannę Lestrange – przywitał się, wstając z miejsca, gdy się pojawiła, i może to i brzmiało lekko, chociaż Christopher zdecydowanie nie był w jakoś szczególnie pogodnym nastroju. – Uzdrowiciel stwierdził, że to klątwa i już minęła – odparł, zmuszając się do zachowana neutralnego wyrazu twarzy, zanim znów opadł na krzesło. – Najwyraźniej poltergeist rzucił na mnie jakiś urok. Chcę zapewnić, że zazwyczaj nie krzyczę publicznie, że jakaś kobieta jest wariatką. Chociaż muszę też przyznać, że nie jestem pewny, czy by mi się to nie wyrwało, gdy już rzuciła się zrywać te ubrania z wieszaków… – westchnął, odchylając się nieco na swoim miejscu. Miał z jednej strony nieodparte wrażenie, że powinien przeprosić, z drugiej nie należał do ludzi, którym takie rzeczy przychodziły szczególnie łatwo, a tu trochę buntował się w duchu, że ma brać na siebie winę za złośliwe wybryki widma oraz za wariactwo jakieś kobiety.
– Nie chciałem, żebyś znalazła się w takiej sytuacji – wybrnął w końcu. – A jeżeli chodzi o moją matkę, postanowiłem bardzo, bardzo szybko się wyprowadzić. Sądzisz, że zakup domu w Szkocji to dobry pomysł? – spytał i przy tych słowach uśmiechnął się lekko, przez co można było mieć wątpliwości, czy mówi akurat w tej sprawie poważnie, a przynajmniej czy faktycznie planował natychmiastowy zakup jakiegoś lokalu gdzieś poza granicami Anglii, by umknąć przed matką.