04.04.2026, 23:43 ✶
Codzienna praca z dziećmi nie była łatwa. Helena uświadomiła sobie to dość szybko, pomimo tego, że zaczęła pracę w okresie wakacyjnym, kiedy w placówce pojawiało się dużo mniej wychowanków. Niektóre sytuacje potrafiły eskalować w ciągu dosłownie kilku chwil, nie zawsze można było przewidzieć, do dane dziecko wymyśli. A przecież w ''Płomyczku'' dochodził do tego wszystkiego jeszcze aspekt magii. Zdolności magiczne były cudem, jednak w rękach tak młodych czarodziejów i czarownic były niekontrolowanym cudem.
Nie było nic złego w tym, że w powietrzu nagle pojawiały się bańki mydlane, ale skala problemów rosła, gdy kwiatek z parapetu zaczynał rozwijać swoje pędy i oplatać się wokół dzieci i nauczycielek obecnych na sali. Rowle wiedziała, że to nie była praca na dla niej na dłuższą metę. Traktowała ją jako przystanek przed rozwinięciem faktycznej kariery muzycznej. Teraz ratowało ją poniekąd to, że spędzała w przedszkolu najwyżej kilka godzin tygodniowo, więc i tak była na dużo lepszej pozycji niż pełnoprawne wychowawczynie grup.
— Chyba takie już są uroki rutyny — stwierdziła, wzdychając ciężko. — Uczeń wracający do szkoły po wakacjach też musi się do wszystkiego na nowo przyzwyczaić, a potem idzie już z górki. Z dorosłymi absolwentkami najwyraźniej jest podobnie, tylko przyzwyczajamy się do nieco poważniejszych aspektów życia niż testy i nauka. — Poprawiła się na krześle. — A co sądzisz o Londynie w porównaniu do Paryża?
Zerknęła lekko zdziwiona na Lyssę, jednak po chwili na jej twarzy pojawiło się coś w rodzaju zrozumienia. Londyn bez wątpienia miał od siebie wiele do zaoferowania, ale przecież nie był to też jakiś złoty wiek życia towarzyskiego. Cała ta afera w Dolinie Godryka lub ta przedziwną sytuacją z udziałem arcykapłanki kowenu… Takie rzeczy pewnie nie nastrajały ludzi zbyt pozytywnie. Dziewczyna stłumiła w sobie ciche westchnienie. Ale kto wie, może obie dostaną tej jesieni szansę na zaistnienie pośród innych czarodziejów i czarownic?
— Pewnie bym mogła — odpowiedziała niepewnie, uśmiechając się pod nosem, jakby dopiero teraz uderzyło ją, że faktycznie miała taką możliwość. Nawet jeśli nie dzięki wsparciu ojca, to chociażby dalszych krewnych. W końcu nie wszyscy Rowle'owie mieszkali w pobliżu rezerwatu. — Tylko... Ech, jeszcze będąc w szkole, tęskniłam za rodziną i domem. Chciałabym się tym jeszcze trochę nacieszyć, zanim ''wyfrunę z gniazda''. Zacieśnić parę relacji z krewnymi. Nawet jeśli możemy przeskakiwać z miejsca na miejsce za pstryknięciem palca.
Siedem lat spędzonych w Hogwarcie było wspaniałym czasem; mnóstwo się wtedy nauczyła i zdobywała wiele znajomości. Czy rekompensowało jej to jednak fakt, że praktycznie przez większość roku była na co dzień odizolowana od reszty rodziny? Liczne listy, wyjce czy okazjonalne spotkania w Hogsmeade nie mogły zamaskować tego, że większość dzieciństwa spędziła za murami wielkiego zamku z dala od nich, z wyłączeniem młodszego rodzeństwa.
Zamieszkanie w Londynie na stałe na pewno byłoby szalenie ekscytujące, jednak... Chyba mogła jeszcze trochę z tym poczekać. Oczywiście, narzekałaby co jakiś czas, że Llanberis pod wieloma względami nie umywa się do stolicy Anglii, ale z drugiej strony dobrze by było nadrobić stracony czas z ojcem i resztą rodziny. Poza tym rodzinne strony może i bywały nudne, ale były też bezpieczne. Na przykład nie budziła się z rana ze świadomością, że pod oknem może jej przejść marsz promujący prawa charłaków i mugolaków.
— Och, zdecydowanie! Zaszalejemy dzisiaj, jak przystało na takie damy, jak my — mruknęła, starając się zachować kamienną twarz, jednak po chwili uśmiechnęła się szeroko do koleżanki. — Mam nawet coś, co zapewni nam dodatkową rozrywkę... W końcu dobrze by było wiedzieć, za kim najlepiej się rozglądać na następnym balu, prawda?
Helena sięgnęła do torby, a po chwili na stole wylądował numer Czarownicy sprzed kilku dni. Nie byłoby w nim w sumie nic szczególnego, gdyby nie to, że to właśnie w tym numerze pojawił się specjalny dodatek w formie testu na przyszłego męża z czystokrwistego rodu. Mam nadzieję, że układał to jakiś jasnowidz, pomyślała, przyglądając się nagłówkowi. Na pewno nadałoby to całemu magazynowi dodatkowej wiarygodności.
Nie było nic złego w tym, że w powietrzu nagle pojawiały się bańki mydlane, ale skala problemów rosła, gdy kwiatek z parapetu zaczynał rozwijać swoje pędy i oplatać się wokół dzieci i nauczycielek obecnych na sali. Rowle wiedziała, że to nie była praca na dla niej na dłuższą metę. Traktowała ją jako przystanek przed rozwinięciem faktycznej kariery muzycznej. Teraz ratowało ją poniekąd to, że spędzała w przedszkolu najwyżej kilka godzin tygodniowo, więc i tak była na dużo lepszej pozycji niż pełnoprawne wychowawczynie grup.
— Chyba takie już są uroki rutyny — stwierdziła, wzdychając ciężko. — Uczeń wracający do szkoły po wakacjach też musi się do wszystkiego na nowo przyzwyczaić, a potem idzie już z górki. Z dorosłymi absolwentkami najwyraźniej jest podobnie, tylko przyzwyczajamy się do nieco poważniejszych aspektów życia niż testy i nauka. — Poprawiła się na krześle. — A co sądzisz o Londynie w porównaniu do Paryża?
Zerknęła lekko zdziwiona na Lyssę, jednak po chwili na jej twarzy pojawiło się coś w rodzaju zrozumienia. Londyn bez wątpienia miał od siebie wiele do zaoferowania, ale przecież nie był to też jakiś złoty wiek życia towarzyskiego. Cała ta afera w Dolinie Godryka lub ta przedziwną sytuacją z udziałem arcykapłanki kowenu… Takie rzeczy pewnie nie nastrajały ludzi zbyt pozytywnie. Dziewczyna stłumiła w sobie ciche westchnienie. Ale kto wie, może obie dostaną tej jesieni szansę na zaistnienie pośród innych czarodziejów i czarownic?
— Pewnie bym mogła — odpowiedziała niepewnie, uśmiechając się pod nosem, jakby dopiero teraz uderzyło ją, że faktycznie miała taką możliwość. Nawet jeśli nie dzięki wsparciu ojca, to chociażby dalszych krewnych. W końcu nie wszyscy Rowle'owie mieszkali w pobliżu rezerwatu. — Tylko... Ech, jeszcze będąc w szkole, tęskniłam za rodziną i domem. Chciałabym się tym jeszcze trochę nacieszyć, zanim ''wyfrunę z gniazda''. Zacieśnić parę relacji z krewnymi. Nawet jeśli możemy przeskakiwać z miejsca na miejsce za pstryknięciem palca.
Siedem lat spędzonych w Hogwarcie było wspaniałym czasem; mnóstwo się wtedy nauczyła i zdobywała wiele znajomości. Czy rekompensowało jej to jednak fakt, że praktycznie przez większość roku była na co dzień odizolowana od reszty rodziny? Liczne listy, wyjce czy okazjonalne spotkania w Hogsmeade nie mogły zamaskować tego, że większość dzieciństwa spędziła za murami wielkiego zamku z dala od nich, z wyłączeniem młodszego rodzeństwa.
Zamieszkanie w Londynie na stałe na pewno byłoby szalenie ekscytujące, jednak... Chyba mogła jeszcze trochę z tym poczekać. Oczywiście, narzekałaby co jakiś czas, że Llanberis pod wieloma względami nie umywa się do stolicy Anglii, ale z drugiej strony dobrze by było nadrobić stracony czas z ojcem i resztą rodziny. Poza tym rodzinne strony może i bywały nudne, ale były też bezpieczne. Na przykład nie budziła się z rana ze świadomością, że pod oknem może jej przejść marsz promujący prawa charłaków i mugolaków.
— Och, zdecydowanie! Zaszalejemy dzisiaj, jak przystało na takie damy, jak my — mruknęła, starając się zachować kamienną twarz, jednak po chwili uśmiechnęła się szeroko do koleżanki. — Mam nawet coś, co zapewni nam dodatkową rozrywkę... W końcu dobrze by było wiedzieć, za kim najlepiej się rozglądać na następnym balu, prawda?
Helena sięgnęła do torby, a po chwili na stole wylądował numer Czarownicy sprzed kilku dni. Nie byłoby w nim w sumie nic szczególnego, gdyby nie to, że to właśnie w tym numerze pojawił się specjalny dodatek w formie testu na przyszłego męża z czystokrwistego rodu. Mam nadzieję, że układał to jakiś jasnowidz, pomyślała, przyglądając się nagłówkowi. Na pewno nadałoby to całemu magazynowi dodatkowej wiarygodności.