Jak na martwego to ładnie przebierał nogami. Nie był on w swojej najwyższej formie, ale lata uciekania od natrętnych współstudentów robiło swoje. Wybiegając z knajpy nie zapomniał oczywiście płaszcza, którym osłaniał teraz głowę, chociaż i tak wzbudzał niemałe zamieszanie swoją egzystencją.
Byli gonieni, a z oddali leciał świst zaklęć. Niestety BUMowiec musiał być ostrożny, gdyż ulica była pełna ludzi, a uciekinierzy kierowali się w stronę jeszcze większego tłumu na Pokątnej.
— Dziurawy Kocioł — rzucił za siebie do Aveliny. Wtedy dostrzegł, że czarownica nie dorównywała mu tempa tak dobrze, jak to sobie wyobrażał. Zwolnił na chwilę, po czym złapał ją za rękę. Jeśli nie chciała odwzajemnić uścisku, trzymał ją wokół nadgarstka. Dziewczyna mogła poczuć dziwny chłód jego dłoni.
Ururu znów przyspieszył, ciągnąć pannę Paxton za sobą. Ludzie przyglądali im się robiąc korytarz nie tylko dla uciekających, ale i dla goniącego ich BUMowca. Chociaż Marquez chciał osłonić się tłumem, ten nie działał na jego korzyść.
Zbliżali się do przejścia do Dziurawego Kotła. Potrzebowali tutaj chwili, by otworzyć przejście. Zatrzymanie się było niebezpieczne. Ururu stworzył szybki plan. On może zająć się murkiem, zaś Avelina rzuci tarczę. Oczywiście jego zdolności komunikacyjne były na najwyższym poziomie.
— Tarcza za... pięć sekund — rzucił znów za siebie z absolutną pewnością, że dziewczyna zrozumie, co ten miał na myśli.
[Rzucam na to, czy ktoś będzie akurat wychodził z Dziurawego Kotła i będą mieć gotowe przejście, ale jednocześnie wpadną na ludzi. Sukces = ktoś się pojawił:]
Sukces!