06.04.2026, 08:36 ✶
– Gdyby Cressida postanowiła cię przeprosić, uznałbym to za cud Matki i musiał zacząć częściej uczęszczać do kaplicy.
Rosier nie lubił przepraszać. Nie lubił uznawać swoich błędów. Kiedyś bardziej niż teraz, bo mimo wszystko ludzie dorastali i zdarzało się to nawet rozpieszczonym chłopcom z bogatych rodzin, zwłaszcza że matka Christophera choć pobłażliwa wobec dzieci, nie puszczała płazem absolutnie wszystkiego. Ale Cressida Avery? Pod tym względem biła go na głowę. Przynajmniej zdaniem Christophera, który chyba zbyt jej nie lubił, aby dostrzec, że na jej zachowania duży wpływ miał ojciec.
Z pewną premedytacją też zbywał wspomnienia o matce krótkimi odpowiedziami. Na swój sposób Rosier bywał sprytny, a pamiętał i jaki był jego kuzyn i te dwa czy trzy zdania rzucone przez Victorię, niby niewiele, ale już swoje pokazywały. Miał dziwne wrażenie, że rozgadywanie się na temat matki mogłoby ją skłonić do dokonania strategicznego odwrotu znacznie szybciej niż kolejne natarcie Cressidy.
– Bardzo chciałbym mieć na to nadzieję, zwłaszcza, że nie spotykała się tylko ze mną. Przez jakiś czas widywano ją z jednym z Nottów i była w związku przynajmniej przez dwa czy trzy miesiące z Atreusem. Ale obawiam się, Victorio, że dopóki nie znajdzie kolejnej o… kolejnego adoratora, może próbować sprawiać problemy. Mnie, a po tym wypadku w Domu Mody, także tobie – przyznał, bo aż za dobrze pamiętał, jak napadła jego ciotkę, nie wspominając już o tym, że gdy jeszcze się spotykali, Cressida była śmiertelnie zazdrosna o jego ówczesną asystentkę. I była jednym z powodów, dla których Christopher też asystentkę musiał zmienić.
Victoria miała rację. Przy Avery Rosier stawał się najgorszą wersją siebie, a ona stawała się najgorszą wersją siebie przy nim. Jedyne, co mógłby mieć na swoje usprawiedliwienie, to fakt, że Cressida stawała się taką też przy najmniej kilku innych mężczyznach.
– Bez wątpienia mogłaby stać się gwiazdą sceny Selwynów – mruknął, nieco ciszej, bo kelner pojawił się z ich winem i Rosier po prostu upił łyk, tak żeby zmazać niesmak z ust, rodzący się na samą rozmowę o tej kobiecie. Malowała i z tego, co pamiętał, była w tym dobra. Można było nawet powiedzieć, że to go przyciągnęło, bo Cressida, co go wtedy zadziwiło, mimo pewnych niedostatków techniki – bo ojciec chyba nie chciał, by została znaną malarką – malowała bardzo intrygujące rzeczy. Nie żeby planował się tym dzielić z Victorią. Opowiadanie o zaletach twojej byłej ot tak przy winie powiewałoby na czerwono równie mocno jak nadmierne zachwyty matką.
– Doskonale. W takim razie powinniśmy wyjść gdzieś jeszcze – stwierdził jedynie, posyłając jej lekki uśmiech znad kieliszka. Nie widział powodu, by umierać z zakłopotania, ale też na pewno nie do wielkich deklaracji, biorąc pod uwagę, że na razie dosłownie poszli na bal i wybrali się do restauracji… nawet jeżeli restauracja leżała przypadkiem w Wenecji. – Wtedy będę musiał znieść rozczarowanie.
Rosier nie lubił przepraszać. Nie lubił uznawać swoich błędów. Kiedyś bardziej niż teraz, bo mimo wszystko ludzie dorastali i zdarzało się to nawet rozpieszczonym chłopcom z bogatych rodzin, zwłaszcza że matka Christophera choć pobłażliwa wobec dzieci, nie puszczała płazem absolutnie wszystkiego. Ale Cressida Avery? Pod tym względem biła go na głowę. Przynajmniej zdaniem Christophera, który chyba zbyt jej nie lubił, aby dostrzec, że na jej zachowania duży wpływ miał ojciec.
Z pewną premedytacją też zbywał wspomnienia o matce krótkimi odpowiedziami. Na swój sposób Rosier bywał sprytny, a pamiętał i jaki był jego kuzyn i te dwa czy trzy zdania rzucone przez Victorię, niby niewiele, ale już swoje pokazywały. Miał dziwne wrażenie, że rozgadywanie się na temat matki mogłoby ją skłonić do dokonania strategicznego odwrotu znacznie szybciej niż kolejne natarcie Cressidy.
– Bardzo chciałbym mieć na to nadzieję, zwłaszcza, że nie spotykała się tylko ze mną. Przez jakiś czas widywano ją z jednym z Nottów i była w związku przynajmniej przez dwa czy trzy miesiące z Atreusem. Ale obawiam się, Victorio, że dopóki nie znajdzie kolejnej o… kolejnego adoratora, może próbować sprawiać problemy. Mnie, a po tym wypadku w Domu Mody, także tobie – przyznał, bo aż za dobrze pamiętał, jak napadła jego ciotkę, nie wspominając już o tym, że gdy jeszcze się spotykali, Cressida była śmiertelnie zazdrosna o jego ówczesną asystentkę. I była jednym z powodów, dla których Christopher też asystentkę musiał zmienić.
Victoria miała rację. Przy Avery Rosier stawał się najgorszą wersją siebie, a ona stawała się najgorszą wersją siebie przy nim. Jedyne, co mógłby mieć na swoje usprawiedliwienie, to fakt, że Cressida stawała się taką też przy najmniej kilku innych mężczyznach.
– Bez wątpienia mogłaby stać się gwiazdą sceny Selwynów – mruknął, nieco ciszej, bo kelner pojawił się z ich winem i Rosier po prostu upił łyk, tak żeby zmazać niesmak z ust, rodzący się na samą rozmowę o tej kobiecie. Malowała i z tego, co pamiętał, była w tym dobra. Można było nawet powiedzieć, że to go przyciągnęło, bo Cressida, co go wtedy zadziwiło, mimo pewnych niedostatków techniki – bo ojciec chyba nie chciał, by została znaną malarką – malowała bardzo intrygujące rzeczy. Nie żeby planował się tym dzielić z Victorią. Opowiadanie o zaletach twojej byłej ot tak przy winie powiewałoby na czerwono równie mocno jak nadmierne zachwyty matką.
– Doskonale. W takim razie powinniśmy wyjść gdzieś jeszcze – stwierdził jedynie, posyłając jej lekki uśmiech znad kieliszka. Nie widział powodu, by umierać z zakłopotania, ale też na pewno nie do wielkich deklaracji, biorąc pod uwagę, że na razie dosłownie poszli na bal i wybrali się do restauracji… nawet jeżeli restauracja leżała przypadkiem w Wenecji. – Wtedy będę musiał znieść rozczarowanie.