06.04.2026, 14:25 ✶
– Jest wielmożny pierwszą osobą, która użyła przy mnie tego określenia, opisując jego oblicze – przyznała kobieta, wpatrując się przez moment w oplatające niebo korzenie, a zaraz potem przenosząc wzrok na ciebie. Próbowała się uśmiechać, ale widać było, że nie należy do tej kategorii osób, którym przychodziło to z łatwością. – Wygląda to tak, jakby chciało opleść korzeniami niebo. Jakby czerpało z niego moc. Moja wiara nie pozwala mi myśleć o tym, że coś płynącego z nieba miałoby być złe… – i na końcu nie padło żadne ale, a jednak mógłbyś przysiąc, że tam było – a może to ton i to, jak bardzo ściszyła głos sprawiało, że umysł płatał ci figle? Tym, co dopowiedziało jej zawahanie była twoja własna intuicja. – Nie ma tu nikogo, komu nie można zadawać pytań, ale wstrzymałabym się z wygłaszaniem twardych opinii. Jak się pan zapewne za chwilę przekona, badacze Polany Ognisk są bardzo… podzieleni. I sama nie wiem jeszcze, czy powinnam opowiedzieć się po którejś ze stron. – Następnie kiwnęła głową i weszła do środka namiotu, w którym (jak zauważyłeś przy okazji odchylenia przez nią płachty materiału blokującej wejście) znajdowały się już cztery osoby. Troje z nich odstawało od innych zebranych – dopiero kiedy widziałeś pannę Aberoth, tę trójkę i kobietę z czarnymi puklami krótkich włosów i lekko wytrzeszczonymi oczami, dotarło do ciebie, że tutejsi badacze ubierali się w bardzo luźny sposób. Nie wydawali się przygotowywać na żadne małe katastrofy – mieli na sobie obuwie, w którym spokojnie chodziłbyś po mieście. Brak siatek na owady, a owadów również było tu sporo. Miałeś doświadczenia z osobami pracującymi na wykopaliskach – badacze z Polany ich nie przypominali. Natomiast na trójka – zapewne tak samo jak ty nie wiedziała czego się spodziewać i założyli wysokie buty, wzięli ze sobą kurtki na wypadek deszczu, kapelusze z szerokimi rondami… w ten sposób mogłeś łatwo wykluczyć ich z grona osób wiedzących o tym, co dzieje się tu od miesięcy.
Ruszyłeś więc przed siebie.
Wśród zebranych znajdowali się:
- Auror (poznałeś to bez problemu po mundurze) z sięgającymi ramion, rudawymi włosami (ale miałeś wrażenie, że to nie był ich naturalny kolor – prawdopodobnie farbował je ziołami) i spojrzeniem skrytym za okularami z czarnymi szkłami. Stał przy jednej ze ścieżek i obserwował cię od jakiegoś czasu.
- Kobieta z włosami splecionymi w sposób, który przypominał ci o tradycyjnych fryzurach spoza Wielkiej Brytanii. Na nosie posiadała wielkie, grube okulary grube jak denka od słoika. Nie szczędziła w ozdobach i biżuterii. Notowała coś przy wystawionym na zewnątrz stole.
- Mężczyzna, który wyglądał… dziko. Miał włosy gęste, rozwiane. Twarz zarośniętą i spojrzenie jakieś takie… zimne. Zgarniał z liści jakiejś rośliny opasłe robactwo i ładował je do szklanych słoików z pieczęcią, której z takiej odległości nie mogłeś dostrzec i nie zwracał na ciebie uwagi.
- Kobietę w dojrzałym wieku, wykonującą szkic jakiejś rośliny. Ubrana na biało (warto zauważyć – śnieżna szata nie była ani trochę zabrudzona ani od otoczenia, ani od pigmentu akwarelowych kredek rozmazywanych wodą), z delikatnym makijażem, nie wydawała się zainteresowana nikim wokół.
- Mężczyzna dostojny, z włosami zaczesanymi za ucho. Miałeś nieodparte wrażenie, że gdzieś go już widziałeś, ale nie osobiście – to było nazwisko z prasy. Rozmawiał z kimś, kogo również mógłbyś kojarzyć z plotek i byłaby to persona o wiele mniej bezimienna, gdyby tylko przesunąć sesję o kilkanaście dni – bo był to przyszły rektor londyńskiego uniwersytetu.
Ruszyłeś więc przed siebie.
Wśród zebranych znajdowali się:
- Auror (poznałeś to bez problemu po mundurze) z sięgającymi ramion, rudawymi włosami (ale miałeś wrażenie, że to nie był ich naturalny kolor – prawdopodobnie farbował je ziołami) i spojrzeniem skrytym za okularami z czarnymi szkłami. Stał przy jednej ze ścieżek i obserwował cię od jakiegoś czasu.
- Kobieta z włosami splecionymi w sposób, który przypominał ci o tradycyjnych fryzurach spoza Wielkiej Brytanii. Na nosie posiadała wielkie, grube okulary grube jak denka od słoika. Nie szczędziła w ozdobach i biżuterii. Notowała coś przy wystawionym na zewnątrz stole.
- Mężczyzna, który wyglądał… dziko. Miał włosy gęste, rozwiane. Twarz zarośniętą i spojrzenie jakieś takie… zimne. Zgarniał z liści jakiejś rośliny opasłe robactwo i ładował je do szklanych słoików z pieczęcią, której z takiej odległości nie mogłeś dostrzec i nie zwracał na ciebie uwagi.
- Kobietę w dojrzałym wieku, wykonującą szkic jakiejś rośliny. Ubrana na biało (warto zauważyć – śnieżna szata nie była ani trochę zabrudzona ani od otoczenia, ani od pigmentu akwarelowych kredek rozmazywanych wodą), z delikatnym makijażem, nie wydawała się zainteresowana nikim wokół.
- Mężczyzna dostojny, z włosami zaczesanymi za ucho. Miałeś nieodparte wrażenie, że gdzieś go już widziałeś, ale nie osobiście – to było nazwisko z prasy. Rozmawiał z kimś, kogo również mógłbyś kojarzyć z plotek i byłaby to persona o wiele mniej bezimienna, gdyby tylko przesunąć sesję o kilkanaście dni – bo był to przyszły rektor londyńskiego uniwersytetu.
Rozpisałam ci konkretniej kogo widzisz. Założyłam, że Sebastian tych osób nie zna (bo to z wyjątkiem Aurora i Rektora sami Niewymowni). Gdybyś jednak potrzebował więcej informacji, to mogę ich udzielić – żebyś mógł ustalić z nimi relacje. Możemy się umówić, że każdej z tych osób możesz zadać jakieś pytanie (może być to, które chciałeś na dole poprzedniego posta lub inne, bardziej indywidualne). Możesz to zrobić w jednym poście lub kilku. Za ewentualne błędy przepraszam, ale jak zapewne wiesz odpisuję ci z urlopu. @Sebastian Macmillan