06.04.2026, 17:20 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.04.2026, 17:26 przez Lorraine Malfoy.)
Jednorożec był piękny.
Był też martwy, ale przez to jeszcze piękniejszy.
– Jeżeli piękno zostało utrwalone kosztem gwałtu, zachwyt nad nim jest aktem współudziału – stwierdziła obojętnie, beznamiętnie niemal. Próżno było szukać w niej gniewu, próżno było szukać gwałtowności. Było w Lorraine coś upiornego, gdy odwróciła się w stronę Othella. Gdy powiodła oczami, skrytymi pod ciężkimi powiekami, po przystojnej twarzy mężczyzny. – Jak możesz nazywać to łaską – spytała, a choć nie nadała swym słowom intonacji właściwej pytaniu, było w nich coś czułego. Była to jednak czułość z jaką wspominało się dawno zmarłych.
Jeżeli Lorraine Malfoy przypominała mu jednorożca, to nie dlatego, że była piękna, tylko dlatego, że była tak samo martwa.
Uważnie przesunęła spojrzeniem po twarzy Othella, z powagą przysłuchując się jego słowom. Pod wieloma względami niewątpliwie się zmieniła, a jednak... W pewnym sensie zawsze taka była. Uważna. Gdy przypatrywała się siedzącemu obok mężczyźnie, to było tak, jak gdyby każdy detal jego osoby miał dla niej znaczenie. Nie tylko słowa, ale i sposób, w jaki je dobierał. Ton głosu, maniera, z jaką się wypowiadał. Czuła nienachalność gestu, z jaką ujął jej dłoń. Przyjęła wszystko, co jej dał bez sprzeciwu, bez polemiki. Nieruchoma jak skryty za gablotą jednorożec, a jednak zastygła w emocji, którą odczuła wcześniej tak silnie, że aż uroniła przez to łzę.
"Ciekaw jestem tylko, czy gdyby mnie ujrzał, uciekłby, czy może przebiłby mnie na wylot?"
– Dlaczego miałby to zrobić? – zapytała, przechyliwszy przy tym lekko głowę, jak zawsze, gdy się czemuś dziwiła... A może tylko udawała, że się dziwi. Jakże podobna była w tej manierze do swego ojca. Zimnym był żar na dnie oczu, jakie po nim odziedziczyła. Wciąż zdawały się delikatnie zeszklonymi, chociaż otarła powolnym ruchem łzy, które spłynęły wcześniej po policzku. Przyglądała się siedzącemu obok mężczyźnie, cierpliwie oczekując odpowiedzi.
Gdy zacytował na głos tekst sztuki, Lorraine pokręciła delikatnie głową, ruchem tak subtelnym, że niemal niezauważalnym. Gdyby wyjawił, że gotów był przysiąc Hamletowi wierność, zapłakałaby. Gdyby wyznał, że pragnie nim się stać, zaśmiałaby się w głos. Jej wcześniejsze pytania o uczciwość i o piękno nie były w istocie pytaniami skierowanymi do Othella, lecz do świata, który potrafił jednocześnie mitologizować niewinność i bez skrupułów ją unicestwiać. Świata, który zamykał niewinność w szklanych gablotach jako dowód własnej wielkości. Lorraine, siedząca pod martwym jednorożcem, była boleśnie świadoma tej sprzeczności: zbyt doświadczona życiowo, by wierzyć w bajki o czystych sercach, zbyt wrażliwa, by przejść obok nich obojętnie. Może dlatego jej flirt był tak niepokojącym. Jeśli ktoś odczytałby go dosłownie, zostałby uprzejmie ośmieszony. Jeśli odczytałby go właściwie, zrozumiałby, że Lorraine nie zaprasza do siebie, lecz stawia pytanie. O uczciwość. O piękno. O to, czy potrafi się spojrzeć na martwego jednorożca, i uczciwie przyznać, że zabrało mu się piękno za cenę życia.
Czy potrafi się nie odwrócić wzroku.
– Nie zawsze w mroku kryje się zło – zauważyła Lorraine.
Był też martwy, ale przez to jeszcze piękniejszy.
– Jeżeli piękno zostało utrwalone kosztem gwałtu, zachwyt nad nim jest aktem współudziału – stwierdziła obojętnie, beznamiętnie niemal. Próżno było szukać w niej gniewu, próżno było szukać gwałtowności. Było w Lorraine coś upiornego, gdy odwróciła się w stronę Othella. Gdy powiodła oczami, skrytymi pod ciężkimi powiekami, po przystojnej twarzy mężczyzny. – Jak możesz nazywać to łaską – spytała, a choć nie nadała swym słowom intonacji właściwej pytaniu, było w nich coś czułego. Była to jednak czułość z jaką wspominało się dawno zmarłych.
Jeżeli Lorraine Malfoy przypominała mu jednorożca, to nie dlatego, że była piękna, tylko dlatego, że była tak samo martwa.
Uważnie przesunęła spojrzeniem po twarzy Othella, z powagą przysłuchując się jego słowom. Pod wieloma względami niewątpliwie się zmieniła, a jednak... W pewnym sensie zawsze taka była. Uważna. Gdy przypatrywała się siedzącemu obok mężczyźnie, to było tak, jak gdyby każdy detal jego osoby miał dla niej znaczenie. Nie tylko słowa, ale i sposób, w jaki je dobierał. Ton głosu, maniera, z jaką się wypowiadał. Czuła nienachalność gestu, z jaką ujął jej dłoń. Przyjęła wszystko, co jej dał bez sprzeciwu, bez polemiki. Nieruchoma jak skryty za gablotą jednorożec, a jednak zastygła w emocji, którą odczuła wcześniej tak silnie, że aż uroniła przez to łzę.
"Ciekaw jestem tylko, czy gdyby mnie ujrzał, uciekłby, czy może przebiłby mnie na wylot?"
– Dlaczego miałby to zrobić? – zapytała, przechyliwszy przy tym lekko głowę, jak zawsze, gdy się czemuś dziwiła... A może tylko udawała, że się dziwi. Jakże podobna była w tej manierze do swego ojca. Zimnym był żar na dnie oczu, jakie po nim odziedziczyła. Wciąż zdawały się delikatnie zeszklonymi, chociaż otarła powolnym ruchem łzy, które spłynęły wcześniej po policzku. Przyglądała się siedzącemu obok mężczyźnie, cierpliwie oczekując odpowiedzi.
Gdy zacytował na głos tekst sztuki, Lorraine pokręciła delikatnie głową, ruchem tak subtelnym, że niemal niezauważalnym. Gdyby wyjawił, że gotów był przysiąc Hamletowi wierność, zapłakałaby. Gdyby wyznał, że pragnie nim się stać, zaśmiałaby się w głos. Jej wcześniejsze pytania o uczciwość i o piękno nie były w istocie pytaniami skierowanymi do Othella, lecz do świata, który potrafił jednocześnie mitologizować niewinność i bez skrupułów ją unicestwiać. Świata, który zamykał niewinność w szklanych gablotach jako dowód własnej wielkości. Lorraine, siedząca pod martwym jednorożcem, była boleśnie świadoma tej sprzeczności: zbyt doświadczona życiowo, by wierzyć w bajki o czystych sercach, zbyt wrażliwa, by przejść obok nich obojętnie. Może dlatego jej flirt był tak niepokojącym. Jeśli ktoś odczytałby go dosłownie, zostałby uprzejmie ośmieszony. Jeśli odczytałby go właściwie, zrozumiałby, że Lorraine nie zaprasza do siebie, lecz stawia pytanie. O uczciwość. O piękno. O to, czy potrafi się spojrzeć na martwego jednorożca, i uczciwie przyznać, że zabrało mu się piękno za cenę życia.
Czy potrafi się nie odwrócić wzroku.
– Nie zawsze w mroku kryje się zło – zauważyła Lorraine.