06.04.2026, 18:19 ✶
24.09.1972 - mała knajpka na ulicy Pokątnej. Rzecz się dzieje po turnieju gargulkowym w Dziurawym Kotle.
… ludziom na złość, limbo wbrew
bieguny ich dwa łączą się.
Prawdę powiedziawszy to turnieju nie przegrali.
Oni ten turniej przerżnęli odpadając jak ostatnie lamusy w pierwszej rundzie. Ale wcale to nie przeszkadzało Navi wymusić na Alexandrze, żeby zostać do samego końca. W końcu o to chodziło w duchu sportowej rywalizacji. Dlatego klaskała zawzięcie, gdy ich przeciwnicy zgarnęli główną nagrodę.
Ale zanim ten wysoki chłopak w zielonej kamizelce zdążył się przecisnąć przez tłum, Mulciber zdążył czarownicę zabrać z baru. Było już późno. Nawet bardzo późno, ostatni pociąg do domu już na pewno odjechał. Nie żeby to był jakiś problem dla czarodziejów, ale Navi… po prostu lubiła podróże pociągami. Nigdy nie wiadomo było kogo się pozna po drodze. Poza tym teleportacja czy sieć fiuu nie dawały tyle przyjemności z podróży.
Obracała w dłoniach pluszowego gargulka (Kapitan Nemo się ucieszy z nowej zabawki), którego wygrali, przez całą drogę do… nie wiedziała jakoś dokładnie dokąd ją prowadzi. Nie znała na tyle dobrze Londynu.
Mogli tak spacerować po Londynie do samego rana tylko że w końcu oboje zgłodnieli. Jakoś tak wyszło, że z tych emocji wszystkich emocji związanych z turniejem, Navi kompletnie zapomniała o obiedzie, który miała przygotowany. Nie było straty - spakuje warzywne curry Alexowi na jutro do pracy (miała dziwne przeczucie, że go nie karmili, a już na pewno nie tak porządnie jak ona), tylko teraz wypadałoby coś znaleźć.
Natrafili na małą magiczną knajpkę, wepchniętą w jakąś boczną odnogę ulicy Pokątnej, serwującą coś tajemniczego, co się nazywało “fish and chips”. Jedno spojrzenie na zastygłą w zachwycie twarz panny Pandit, w której odbijało się kolorowe światło magicznego szyldu wystarczyło, żeby wiedzieć dokładnie co myśli - chce spróbować tego dziwacznego tworu.
Takim oto sposobem dziedzic wielkiego rodu Mulciber i jego towarzyszka wylądowali na plastikowych krzesełkach przy chwiejącym się stoliku w pustej knajpce. Tylko on, ona i wielki talerz frytek między nimi. Jeden z poprzednich klientów zostawił za sobą puste pudełko po fajkach i ostatni numer Czarownicy, który Navi ułożyła na stole między nimi, otwarty idealnie na stronie z rozrywką wszelaką tzn. krzyżówką i horoskopem i przepisem Babuszki Barbrey na świąteczne pierniczki. Całkiem przyzwoity przepis prawdę powiedziawszy.
Jahnavi była akurat zajęta piciem swojego truskawkowego shake’a (ktoś kto wymyślił, że truskawki można wymieszać z lodami waniliowymi i mlekiem był geniuszem większym niż Merlin), gdy Alex przeszedł od rozwiązywania krzyżówki do czytania horoskopów. Postukała palcem w rubryczkę “rak”, co by przeczytał jej. W końcu kto wie? Taki wróżbita w gazecie to na pewno musiał być bardzo dobrym wróżbitą prawda? Inaczej na pewno by go nie zatrudnili.
Siorbnęła płynną ambrozję przez kolorową słomkę, wyczekująco oczekując na wróżbę z gazety.