24.10.2022, 15:38 ✶
— Możemy mówić sobie po imieniu. — Uśmiechnął się lekko, wychwytując charakterystyczną pauzę pod koniec wypowiedzi dziewczyny. — Tak chyba będzie przystępniej, bo jeszcze zaczniemy się gubić w tych wszystkich panach i paniach.
Dzięki niech będą Merlinowi, że tytuły lordowskie odeszły w niepamięć, pomyślał. Wprawdzie w społeczeństwie pewnie funkcjonowało parę jednostek, które nalegały na korzystanie z tej formy przy każdej możliwej okazji, jednak w miejscu pracy było to po prostu zawodne. Młodsi pracownicy prędzej czy później zaczęliby się gubić, jak kogo nazywać, aby nikogo nie urazić, a starszym zaczęłoby to działać na nerwy.
— Raport... Raport niekoniecznie, ale chyba mignęło nam dzisiaj coś innego podczas przeglądania nowej partii dokumentów. Zaraz sprawdzę — stwierdził, po czym podniósł się z krzesła i oddalił się do jednego z pomieszczeń na tyłach. Po chwili wrócił z plikiem dokumentów, stanął nad Ashling i oddzielił jedną kartkę od reszty. — Zastanawialiśmy się, czego to może dotyczyć. Wygląda jak część zapisu z przesłuchania, ale nie pasuje nam to do żadnej z naszych spraw. Założyliśmy, że ktoś przez przypadek wyciągnął to z archiwów, ale może to jednak coś od was...
Wręczył kobiecie dokument. Zapis rozmowy z przesłuchiwanym był zupełnie wyrwany z kontekstu, więc ciężko było namierzyć, do czego właściwie mógł odnosić się ten papier. Ba, określenie, kiedy ten dokument został sporządzony, również nie należało do najłatwiejszych. Może rozpozna jakieś szczegóły lub przypomni sobie, że akurat któraś z jej współpracownic wspominała o brakującej stronie? Co się zaś tyczyło treningu stażystów, to wolał nawet nie zaczynać tego tematu. Zapewne wdałby się w małą tyradę na temat tego, jak młodzi brygadziści nie są przystosowani do pisania raportów.
— Oh? — Przekrzywił głowę w bok zaskoczony ofertą kobiety. — Cóż, to bardzo miły gest. Oczywiście, nie zmuszalibyśmy cię do wybierania pomiędzy głównymi obowiązkami, a pomocą tutaj, więc... Gdybyśmy naprawdę byli w kryzysie i brakowałoby nam ludzi, to na pewno się odezwiemy.
Musiał przyznać, że była to szczodra propozycja. Nawet bardzo szczodra. I dobrze o niej świadczyła. Wielu uznawałoby przejście z Brygady Uderzeniowej do grona aurorów za awans i wejście na wyższy poziom kariery. Powrót na stare podwórko, gdy można było dostać sprawę o wysokim priorytecie, niektórzy uznaliby za swego rodzaju regres. Erik chrząknął, odcinając się od swoich przemyśleń.
Pokiwał głową, komunikując, że zrozumiał. Raportowi spoczywającemu w jego dłoniach wprawdzie nie brakowało dużo, ponieważ był całkiem kompetentnie napisany, więc dało się rozumieć istotę sprawy. W jednym czy dwóch miejscach znajdowało się jednak konkretne odwołanie do zawartości załącznika, więc wypadałoby go znaleźć.
— Dobrze by było znaleźć tę brakującą część — mruknął, a widząc, że blondynka nie podniosła, również nabrał dodatkowego przekonania, że powinni spróbować załatwić tę sprawę. — Chodźmy więc razem.
Dzięki niech będą Merlinowi, że tytuły lordowskie odeszły w niepamięć, pomyślał. Wprawdzie w społeczeństwie pewnie funkcjonowało parę jednostek, które nalegały na korzystanie z tej formy przy każdej możliwej okazji, jednak w miejscu pracy było to po prostu zawodne. Młodsi pracownicy prędzej czy później zaczęliby się gubić, jak kogo nazywać, aby nikogo nie urazić, a starszym zaczęłoby to działać na nerwy.
— Raport... Raport niekoniecznie, ale chyba mignęło nam dzisiaj coś innego podczas przeglądania nowej partii dokumentów. Zaraz sprawdzę — stwierdził, po czym podniósł się z krzesła i oddalił się do jednego z pomieszczeń na tyłach. Po chwili wrócił z plikiem dokumentów, stanął nad Ashling i oddzielił jedną kartkę od reszty. — Zastanawialiśmy się, czego to może dotyczyć. Wygląda jak część zapisu z przesłuchania, ale nie pasuje nam to do żadnej z naszych spraw. Założyliśmy, że ktoś przez przypadek wyciągnął to z archiwów, ale może to jednak coś od was...
Wręczył kobiecie dokument. Zapis rozmowy z przesłuchiwanym był zupełnie wyrwany z kontekstu, więc ciężko było namierzyć, do czego właściwie mógł odnosić się ten papier. Ba, określenie, kiedy ten dokument został sporządzony, również nie należało do najłatwiejszych. Może rozpozna jakieś szczegóły lub przypomni sobie, że akurat któraś z jej współpracownic wspominała o brakującej stronie? Co się zaś tyczyło treningu stażystów, to wolał nawet nie zaczynać tego tematu. Zapewne wdałby się w małą tyradę na temat tego, jak młodzi brygadziści nie są przystosowani do pisania raportów.
— Oh? — Przekrzywił głowę w bok zaskoczony ofertą kobiety. — Cóż, to bardzo miły gest. Oczywiście, nie zmuszalibyśmy cię do wybierania pomiędzy głównymi obowiązkami, a pomocą tutaj, więc... Gdybyśmy naprawdę byli w kryzysie i brakowałoby nam ludzi, to na pewno się odezwiemy.
Musiał przyznać, że była to szczodra propozycja. Nawet bardzo szczodra. I dobrze o niej świadczyła. Wielu uznawałoby przejście z Brygady Uderzeniowej do grona aurorów za awans i wejście na wyższy poziom kariery. Powrót na stare podwórko, gdy można było dostać sprawę o wysokim priorytecie, niektórzy uznaliby za swego rodzaju regres. Erik chrząknął, odcinając się od swoich przemyśleń.
Pokiwał głową, komunikując, że zrozumiał. Raportowi spoczywającemu w jego dłoniach wprawdzie nie brakowało dużo, ponieważ był całkiem kompetentnie napisany, więc dało się rozumieć istotę sprawy. W jednym czy dwóch miejscach znajdowało się jednak konkretne odwołanie do zawartości załącznika, więc wypadałoby go znaleźć.
— Dobrze by było znaleźć tę brakującą część — mruknął, a widząc, że blondynka nie podniosła, również nabrał dodatkowego przekonania, że powinni spróbować załatwić tę sprawę. — Chodźmy więc razem.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞