07.04.2026, 16:57 ✶
Christopher pod względem wiary grzeszył hipokryzją, właściwą wielu ludziom, obojętnie czy mugolom, czy czarodziejom. Wierzył w to, w co było mu wygodnie wierzyć i wtedy, kiedy wierzyć było mu wygodnie. Łatwo było pewne rzeczy wyjaśniać wiarą czy w jej imię je krytykować, zwracać do bogini, kiedy było trudno, a zapominać o nabożeństwach w kaplicy, gdy akurat miało się gorący okres w pracy albo po prostu kaca. I pewnie nawet sobie z tej pewnej hipokryzji nie zdawał sprawy.
– Bywa sprytna. Opowiadałem ci chyba o tej całej kradzieży sukni? – westchnęła Christopher, bo nie żeby uważał, że Victoria przejmie się jakimiś insynuacjami albo krzykami. Ale Cressida mogła komuś coś wmówić, realnie utrudnić życie, coś knuć. Przynajmniej póki właśnie nie znajdzie kolejnego naiwnego. Myślał o tym trochę jak Victoria, chociaż i chyba tutaj był skłonny przyznać, że to nie tak, że podejście Avery go zaskakiwało… i to nie tak, że sam fakt, że spotykała się z paroma mężczyznami jakoś go mocno raził. To nie tak w końcu, że on sam spotykał się przez całe życie jeno z Cressidą… – W to nie wątpię, chociaż wolałbym, żeby nie robiła ci kłopotów – skwitował, a potem skrzywił się, gdy spytała o sceny zazdrości i upił kolejny kieliszek wina. – Nie mam pojęcia, jak wyglądała jej relacja z Nottem. To było parę wspólnych wyjść, nie da się chyba nazwać tego związkiem i nie wiem, na jakiej stopie są teraz. Jeżeli chodzi o Atreusa, powiedzmy, że mnie ostrzegał, więc pewnie mu bruździła, ale nie wiem, na ile robi to teraz. Nie byłbym bardzo zaskoczony, gdyby nie pamiętał już o jej istnieniu.
W jego oczach Bulstrode należał do osób żyjących bardzo mocno „tu i teraz”, i miał raczej lekkie podejście do wielu sprawach, no i Cressidzie pewnie ciężej było przekupić osoby z jego otoczenia, by odstawić taki numer, jak Chrisowi z tą całą kradzieżą sukni.
Uśmiechnął się do niej, tym razem weselej: wprawdzie ciężko było mu uznać to za miłe wyjście, skoro rozmawiali o Cressidzie Avery, ale zawsze można było podejść do tego w ten sposób.
– W takim razie chcesz zamówić coś poza winem? – spytał. – Plotki. Wierzą w nie tylko głupcy. Ludzie kochają opowiadać bzdury, a jeszcze inni celowo manipulować słowem.
– Bywa sprytna. Opowiadałem ci chyba o tej całej kradzieży sukni? – westchnęła Christopher, bo nie żeby uważał, że Victoria przejmie się jakimiś insynuacjami albo krzykami. Ale Cressida mogła komuś coś wmówić, realnie utrudnić życie, coś knuć. Przynajmniej póki właśnie nie znajdzie kolejnego naiwnego. Myślał o tym trochę jak Victoria, chociaż i chyba tutaj był skłonny przyznać, że to nie tak, że podejście Avery go zaskakiwało… i to nie tak, że sam fakt, że spotykała się z paroma mężczyznami jakoś go mocno raził. To nie tak w końcu, że on sam spotykał się przez całe życie jeno z Cressidą… – W to nie wątpię, chociaż wolałbym, żeby nie robiła ci kłopotów – skwitował, a potem skrzywił się, gdy spytała o sceny zazdrości i upił kolejny kieliszek wina. – Nie mam pojęcia, jak wyglądała jej relacja z Nottem. To było parę wspólnych wyjść, nie da się chyba nazwać tego związkiem i nie wiem, na jakiej stopie są teraz. Jeżeli chodzi o Atreusa, powiedzmy, że mnie ostrzegał, więc pewnie mu bruździła, ale nie wiem, na ile robi to teraz. Nie byłbym bardzo zaskoczony, gdyby nie pamiętał już o jej istnieniu.
W jego oczach Bulstrode należał do osób żyjących bardzo mocno „tu i teraz”, i miał raczej lekkie podejście do wielu sprawach, no i Cressidzie pewnie ciężej było przekupić osoby z jego otoczenia, by odstawić taki numer, jak Chrisowi z tą całą kradzieżą sukni.
Uśmiechnął się do niej, tym razem weselej: wprawdzie ciężko było mu uznać to za miłe wyjście, skoro rozmawiali o Cressidzie Avery, ale zawsze można było podejść do tego w ten sposób.
– W takim razie chcesz zamówić coś poza winem? – spytał. – Plotki. Wierzą w nie tylko głupcy. Ludzie kochają opowiadać bzdury, a jeszcze inni celowo manipulować słowem.