- Tak mi się właśnie wydawało, chociaż w sumie widziałam je tylko w książkach. - Był to nie najgorszy początek - nie były to smocze jaja, więc ominie ich pożar, co było sporym sukcesem, szczególnie, że dom babci Ellie ominęło to, co działo się we wrześniu. Szkoda by było, żeby teraz przez ich spontaniczność dom spłonął, skoro przetrwał tamtą katastrofę. Nieco jej ulżyło, tak właściwie to naprawdę odrobinę, bo w tych jajach mogło być wszystko. Istniało wiele niebezpiecznych stworzeń, niektóre z nich były mniejsze od smoków, nie mogli mieć pewności, że pod tymi skorupkami nie kryje się coś bardzo groźnego. Cóż, mogli się nad tym zastanawiać wcześniej, nie kiedy przytachali je do domu. Zew spontaniczności mógł się okazać w tym wypadku nie do końca odpowiedzialny, ale teraz wypadało już pogodzić się z ewentualnymi konsekwencjami.
- Właściwie to nie wyglądają jakby ktoś w nich mieszkał, bardziej jakby ledwo przetrwały pożary. - Były czarne, jakby całe pokryte sadzą. Prue wyciągnęła dłoń w stronę swojej twarzy, aby zobaczyć, czy nie pozostał na niej jakiś osad, sadza osiadała na skórze, w tym przypadku nie było widać jednak śladu po tym, że dotykała czegoś takiego. Dziwne. Na jej twarzy pojawił się grymas, nie lubiła nie wiedzieć, strasznie ją to irytowało.
- Zakładasz, że wcale nie musi się wykluć? - Uniosła głowę i spojrzała w kierunku swojego męża. Tak właściwie, to nie byłoby najgorszym, możliwym scenariuszem. Nie musieliby się martwić o to, czy mieszkaniec jaja zdemoluje ich dom. Postawiliby je sobie gdzieś na półce i pewnie o nich zapomnieli, problem rozwiązałby się sam.
- Kiedy tak o tym mówisz, to faktycznie lepiej, jakby miało skrzydła. Nie wyleci nigdzie przez zamknięte drzwi, pełzające mogą się zmieścić pod nimi, nie zasnęłabym z świadomością, że coś nam łazi po domu. - Pokiwała jeszcze głową jako, że zgadzała się z nim stuprocentowo. Dobrze, nie był to smok, to mieli ustalone... nie było też chyba nic wielkiego, może nie miało być tak źle, jak się mogło wydawać.
- Szkoda, że nie dołączyli do nich instrukcji obsługi. - Wtedy wszystko byłoby prostsze, wiedzieliby w jaki sposób postępować z tymi jajkami. - Wyglądają jednak na takie, które lubią ogień, wiesz, jak tak na nie patrzę, inaczej nie powinny być całe w sadzy, w sensie wyglądać jakby były w sadzy, bo to nie jest sadza, sadza brudzi ręce... - Jej myśli powoli zaczynały mówić zbyt głośno, dzieliła się więc tym, co jej podsuwały. Zamilkła na moment, bo próbowała wymyślić jakiś plan, a w jej przypadku wiązało się to z analizą sporej ilości danych, które znajdowały się w jej głowie. W końcu mrugnęła, żeby wrócić do rzeczywistości. - Może warto byłoby je w jakiś wsadzić? W ogień w sensie. - Doprecyzowała, bo nie do końca orientowała się na czym skończyła poprzednią myśl. - Nie powinno się im nic stać. - Dosyć śmiałe założenie jak na to, że nie do końca wiedzieli z czym mają do czynienia, jednak nie mieli zbyt wielu możliwości. - Może tam dojdą, i będziemy mogli zobaczyć, co się kryje w środku, na pewno coś tam mieszka. - Nie zapłaciliby przecież tyle za jajka, które miały być tylko i wyłącznie elementem dekoracyjnym, jeśli tak... bardzo chętnie wróciłaby się do tego handlarza. - Nie są stąd, co nie, mówił coś o tym, może potrzebują poczuć się jak w domu, czy coś. - Starała się brzmieć pewnie, chociaż póki co wszystko, co mówiła to były tylko domysły, jednak przecież najlepiej było działać poprzez metodę prób i błędów, na tym polegały eksperymenty, a że z Prudence była prawdziwa naukowczyni, to nie było to dla niej wcale takie straszne.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control