Byli już przy ogrodzeniu odgradzającym ich od Dziurawego Kotła. To była ich ucieczka. Gdy tylko opuszczą teren czarodziejów, BUMowiec przestanie ich gonić. Złodzieje dwóch posiłków nie są warci babrania się z Kodeksem Tajności i ewentualnym usuwaniem pamięci Mugoli po pościgu.
Marquez zerknął za siebie by sprawdzić, czy Avelina dostosowała się do jego instrukcji. Machnęła różdżką mając własny plan działania, który nie wypalił. A żeby tego było mało, Ururu uderzył w czarodzieja, który właśnie wyszedł przez dopiero co otwarte przejście w murowanym ogrodzeniu. Marquez odbił się o Aveline i mogliby przepięknie upaść na chodnik, ale wola przetrwania była zbyt silna, tak jak uścisk dłoni dziewczyny. Sam rozluźnił go nieco po uderzeniu, ale przez to, że wciąż był trzymany, udało mu się ustać w pionie. Szarpnął czarownicą trochę nieprzyjemnie, by ominąć zderzonego czarodzieja, rzucając po drodze jakieś słowa przeprosin.
Jeszcze chwila, jeszcze trochę!
BUMowiec był o krok za nimi. Zderzenie dało mu kilka sekund. Avelina widziała jego różdżką wycelowaną prosto w nią bliżej nieokreślonym zaklęciem.
Jeszcze tylko kilka sekund...
Ururu musiał się zatrzymać. Dziurawy Kocioł był przeludniony. Chyba ktoś celebrował awans w pracy, urodziny albo inne brednie. Marquez zerwał uścisk dłoni, złapał Avelinę w pasie i odwrócił ją tak, by to on znajdował się od strony BUMowca.
— Do wyjścia — rzucił kolejną instrukcję w jej stronę, po czym osłonił ich tarczą od zaklęć nadciągającego stróża prawa.
[Rzut na tarczę (rozproszenie):]
Slaby sukces...
(Jak nie wyjdzie to wymyśl co mu się stanie po oberwaniu od BUMowca
)