Dwadzieścia cztery godziny to niby niezbyt wiele czasu. Zazwyczaj dzień mijał jej niczym mrugnięcie oka, tym razem jednak było inaczej. Miała w sobie masę cierpliwości, naprawdę ogromne ilości, tyle, że trudno było po nią sięgać, kiedy jej mąż kręcił się po całym domu od wczorajszego wieczora. Po całym domu... tak właściwie to wszystkie drogi prowadziły go do kominka, w którym aktualnie znajdowały się dwa, całkiem dorodne jaja. Musiało jej się to więc nieco udzielić, chcąc nie chcąc i ona nie ignorowała tego faktu. Zwłaszcza, że nie do końca mogli się spodziewać, co właściwie się w nich kryje, jak zareagują na ogień i co może się wydarzyć. Wypadało więc być ostrożnym - tak, to nią kierowało, czuwała dlatego, że jak zawsze była ostrożna, w końcu nie chciała doprowadzić do ruiny tego miejsca.
Prudence być może nie stała obok kominka, siedziała w fotelu, z książką w dłoni, jednak nie dało się nie zauważyć, że poświęca jej mało czasu, wzrok kobiety odruchowo co chwilę przenosił się w stronę kominka, w którym to te dwa jaja leżały od wczorajszego wieczora, leżały, piekły się, można to było nazwać różnie. Nadal nie mieli pojęcia, co do końca w nich siedzi, ani kiedy postanowi wyjść na zewnątrz, o ile w ogóle podejmie taką decyzję.
Położyła książkę na kolanach, przeniosła wzrok w stronę kominka, tym razem nie wpatrywała się jednak w palenisko, a w Benjy'ego który opierał się o obudowę kominka. Jeśli ona się niecierpliwiła, to wolała nie myśleć nawet o tym, jak on się czuł. Z ich dwójki to przecież on był w gorącej wodzie kąpany, miewał problemy z powstrzymywaniem się, nie bardzo jednak dało się przyspieszyć ten cały proces, chyba.
- Być może jeszcze odpoczywa, żeby uderzyć z odpowiednią siłą i precyzją. - Tak naprawdę nie zakładała tego scenariusza, wydawało jej się, że jeśli miało wydarzyć się tutaj coś spektakularnego, to raczej już by się to stało.
- Tyle, ile będzie trzeba. Po... - Nie zdążyła jednak zareagować, bo Benjy zdążył już złapać szczypce i sięgnąć po jedno z jaj. Najwyraźniej nie mieli już czekać. Był to dobry powód, aby wstać z fotela. Zostawiła na nim książkę i ruszyła za mężem. Doskonale wiedziała dokąd zmierza. Zdążyli już zaopatrzyć się w spory garnek, który znaleźli na strychu, mieszkanie w domu po babci niosło ze sobą całkiem spore profity - przynajmniej nie musieli zaczynać dnia od kolejnej wizyty w sklepach.
- Oczywiście, że będzie to na moją odpowiedzialność, wolałabym jednak, żeby nic Cię już nie gryzło. - Powiedziała jeszcze, kiedy szła tuż za nim. Obserwowała uważnie mężczyznę, kiedy ten wsadzał jajko do garnka, miała wrażenie, że robi to bardzo ostrożnie, jak na siebie, jakby nie chciał uszkodzić skorupki, nie spodziewała się po nim takiej delikatności. - Myślisz, że można dorzucić też drugie? Mam wrażenie, że może być im smutno, jeśli je rozdzielimy. - Nie, żeby jajka coś czuły, nie powinny, ale co jeśli miały świadomość tego, że były tutaj razem? Zdecydowanie lepiej było ich nie rozdzielać, skoro tyle już wspólnie przeszły. Obserwowała uważnie to, które znajdowało się w garze, w końcu musiało coś z niego wyjść.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control