- Dokładnie! - poparł słowa Victorii, kiedy ta tylko skończyła mówić. Pewnie w każdych innych warunkach zrobiłby to cholernie niechętnie, ale teraz prawie że skakał z radości, że stali po jednej stronie. Jeszcze by tego brakowało, gdyby Lestrange sama spróbowała go za te bohomazy wyśmiać. Chociaż nie wątpił, że prędko ich nie zapomni.
Okropne to było, słuchać tych smutnych, utyskujących wampirów. Opcji na realizację marzeń, co do przypomnienia sobie jak wyglądali, mieli od groma, ale postanowili wybrać plan najbardziej prozaiczny i skłonny do niewypalenia, czyli stanie pod obszczanym murem pubu i nawoływać ludzką tłuszczę, by się ulitowała. I nie dość, że łapali kogo mogli, to jeszcze czepiali się że dzieło nie spełniało jakichś tam standardów, których przecież wcale nie określili! Bulstrode pokiwał skwapliwie głową na pomruki Victorii, bo to też było przecież jakieś rozwiązanie, by namalować się wzajemnie. Nie potrafili? A to kurwa szkoda, bo mieli sto lat na to, żeby się nauczyć.
Atreus patrzył z niedowierzaniem na całe to spalenie jego rękodzieła, no bo była już jednak przesada. Uciemiężenie, to było samego artysty, a nie tych wampirycznych wypierdków. Szkoda jeszcze, że typy nie zmieniły się w stado nietoperzy, jak się z uliczki zawijały, sycząc niczym wściekłe koty. Bulstrode odprowadził ich z pewnym niesmakiem na twarzy, patrząc jeszcze przez moment na dogorywający portret dymiący na bruku, a potem zabrał swój kubek od Victorii.
- Nie będę się przecież bił z nastroszonym wampirem przy takim tłumie - westchnął, biorąc łyk już mocno letniej, prawie zimnej kawy. Skrzywił się i wyrzucił ją do śmietnika. Może też bywał narwany ale chyba w tym momencie był zwyczajnie zbyt zaskoczony całą sytuacją, by gniew zdążył się odpowiednio w nim podbudować. - Mam nadzieje, że następny delikwent jakiego do rysowania zagonią, nabazgroli im kutasa na czole. - to by był scenariusz idealny, chociaż nie był pewien czy nie doprowadziłby do o wiele poważniejszego wybuchu złości. Atreus też, może i miał kolegę wampira, ale nie oznaczało to że był zaznajomiony z tym jak właściwie działały. Miały te swoje kły, piły krew, ale co dalej? Zmieniały się w chmurę nietoperzy jak w powieściach przygodowych? A może posiadały też jakąś nadludzką siłę i szybkość? To było tym bardziej istotne, biorąc pod uwagę że gdyby już miał się z jakimś bić, to nie chciałby przegrać.
- Hm, to co? Idziemy dalej? - zapytał wreszcie Lestrange, kiedy wampiry zniknęły za rogiem. Tłum, który zdążył się tu wcześniej zebrać i zainteresować całym zajściem, zdążył się już w większości rozejść. Część z ludzi poszła dalej brukowanym chodnikiem, a niektórzy wrócili do wnętrza lokalu stojącego obok. Kto wie, może wcześniej wyleźli z niego tylko po to, żeby zobaczyć cały ten cyrk który dział im się pod oknami. Ba, pewnie on sam by tak zrobił. Tymczasem jednak postąpił parę kroków do przodu, gdzie leżały resztki jego pracy, i spojrzał z góry na spopielone szczątki portretu. Większość poczerniała lub zmieniła się w popiół, ale istotny fragment który zdążył się zachować, przedstawiał piękną dolną szczękę i trójkątne kły, które dorysował żeby było wiadomo kto był na obrazku. Od razu było widać, że miało się do czynienia z wampirem, prawda?
- Ale wiesz co, możemy jeszcze po drodze złapać gdzieś drugą kawę, bo ta mi wystygła. Zgoda?