08.04.2026, 20:32 ✶
Charlotte nic nie mogła poradzić na to, że los zdecydował, że zostanie mężczyzną: na co dzień przecież zgadzała się w stu procentach na ich podział, że ona jest najpiękniejszą z pięknych, a on najprzystojniejszym z przystojnych (i nie dopuszczała do siebie myśli, że chyba to pora, by już oddali korony młodszym i piękniejszym). Jonathan musiał znaleźć pocieszenie w tym, że już za parę godzin ich umowa znów stanie się aktualna.
– Wcale że nie, moja ma lepszy kształt – uparła się jeszcze Kelly, spoglądając na Selwyna z rosnącym zaskoczeniem. Nie tylko dlatego, że plótł takie bzdury, ale też stwierdził, że… to nieważne. Nieważne! Otwierała już usta, aby spytać, co czy nie ma gorączki, i czy przypadkiem to on się tutaj nie podszywa, ale padło kolejne zdanie, które naprawdę wiele wyjaśniało. To znaczy nie dlaczego sądził, że ma lepszą szczękę od jej męskiej szczęki, ale dlaczego uznał, że chwilowo mogą sobie darować takie przepychanki.
Charlotte zmarszczyła brwi, obserwując Jonathana Selwyna przez chwilę jasnymi oczyma, zanim się odezwała.
– Jonathanie Selwynie… mam wielką nadzieję, że to nie trwa dłużej niż dwa tygodnie, bo musiałabym się śmiertelnie obrazić – oświadczyła, wskazując na niego palcem, a minę miała taką, że zwiastowała apokalipsę, jeżeli usłyszy, że faktycznie to było ponad dwa tygodnie i nic jej nie powiedzieli! Ale potem Charlotte się rozpogodziła: głównie dlatego, że otworzyła szafkę i spojrzała czule na kolekcję ustawionych w niej kaw, a Jonathan naprawdę miał gust i możliwości, jeśli szło o sprowadzanie tych co lepszych kaw, herbat i alkoholi. – Masz ochotę na arabikę czy robustę? – spytała, wyciągając dla siebie arabikę oraz kubki, bo wszak nawet gdyby doszło do tego, że będzie musiała tutaj kogoś zamordować za trzymanie gęby na kłódkę, mogła to zrobić, gdy już wypiją kawę. Skazańcowi należała się ostatnia dawka kofeiny, a już na pewno należała się Charlotte.
– Wcale że nie, moja ma lepszy kształt – uparła się jeszcze Kelly, spoglądając na Selwyna z rosnącym zaskoczeniem. Nie tylko dlatego, że plótł takie bzdury, ale też stwierdził, że… to nieważne. Nieważne! Otwierała już usta, aby spytać, co czy nie ma gorączki, i czy przypadkiem to on się tutaj nie podszywa, ale padło kolejne zdanie, które naprawdę wiele wyjaśniało. To znaczy nie dlaczego sądził, że ma lepszą szczękę od jej męskiej szczęki, ale dlaczego uznał, że chwilowo mogą sobie darować takie przepychanki.
Charlotte zmarszczyła brwi, obserwując Jonathana Selwyna przez chwilę jasnymi oczyma, zanim się odezwała.
– Jonathanie Selwynie… mam wielką nadzieję, że to nie trwa dłużej niż dwa tygodnie, bo musiałabym się śmiertelnie obrazić – oświadczyła, wskazując na niego palcem, a minę miała taką, że zwiastowała apokalipsę, jeżeli usłyszy, że faktycznie to było ponad dwa tygodnie i nic jej nie powiedzieli! Ale potem Charlotte się rozpogodziła: głównie dlatego, że otworzyła szafkę i spojrzała czule na kolekcję ustawionych w niej kaw, a Jonathan naprawdę miał gust i możliwości, jeśli szło o sprowadzanie tych co lepszych kaw, herbat i alkoholi. – Masz ochotę na arabikę czy robustę? – spytała, wyciągając dla siebie arabikę oraz kubki, bo wszak nawet gdyby doszło do tego, że będzie musiała tutaj kogoś zamordować za trzymanie gęby na kłódkę, mogła to zrobić, gdy już wypiją kawę. Skazańcowi należała się ostatnia dawka kofeiny, a już na pewno należała się Charlotte.