- Możesz mieć rację, wiele osób dzisiaj wygląda nietypowo, nie rzucasz się w oczy Gio.- Jego pomysł wcale nie był taki głupi. Sama Yaxley również zamierzała tego dnia nie wyróżniać się ubiorem. Nie chciała zawracać na siebie uwagi, a jedynie dobrze bawić.
- Taki brak hasła może być też zaletą mój drogi! Kto wie kiedy i do czego możesz je wykorzystać.- Oczywiście pomyślała o jakimś złolu, z którym Urquart mógł sobie dzięki nim poradzić.
Geraldine pozwoliła sobie skosztować herbaty z prądem, gdy upiła kilka łyków wszystko się zmieniło. Spojrzała na Gio jakoś inaczej. Uderzył ją silny zapach wiatru, palonego drewna i lasu. Zrobiło się błogo, dawno nie czuła się tak przyjemnie. Urquart wydał się jej być okropnie interesujący. Miała ochotę złapać go za rękę i pobiec z nim do lasu, że też musiał akurat teraz zacząć grać w gargulki. No nic, pozostaje poczekać.
Mijała ich jakaś kobieta, która odezwała się do Gio, Geraldine spojrzała na nią dosyć nieprzyjemnie. Dlaczego w ogóle chciała się odezwać do jej Giovannniego? Jeszcze pomachała w jego stronę. - On jest tutaj ze mną.- Powiedziała nieprzyjemnym tonem do Danielle. Sama zaś mocniej złapała przyjaciela pod ramię.
- Oczywiście, będę Ci towarzyszyć w tej grze z ogromną przyjemnością najdroższy. - Wzrok miała nieobecny, wpatrywała się w niego jak zaczarowana. Kiedy usiadł, aby rozpocząć grę Geraldine położyła swoją prawą dłoń na ramieniu mężczyzny. - Jesteś najlepszy, na pewno uda Ci się ich pokonać..
Niestety jej towarzysz nie miał aż tyle szczęścia. Duchy wygrały te nierówne starcie. Gerry była rozczarowana. - Stare dziady, co nie mają co robić, tylko ciągle grają... - Nie podobało jej się to, że jej ukochany przegrał. Przeniosła spojrzenie na Sarę, która teraz próbowała zwabić Gio jakimiś darmowymi podarunkami. Nie podobało jej się to strasznie. Złapała przyjaciela za rękę, jakby chciała pokazać dziewczynie, że on jest zajęty. Musiała zaznaczyć swoje terytorium, nie będzie jej żadna dziewuszka podrywać wybranka.