10.04.2026, 11:36 ✶
Christopher bywał kapryśny, dawał się czasem ponieść emocjom, a jeśli szło o pracę, mógł być szefem trudnym – wymagającym, perfekcjonistą, który niezadowolony z wyników przestawał być miły. Z drugiej strony w pracy za wyniki i zaangażowanie wynagradzał, wobec bliskich sobie ludzi bywał lojalny na tyle, że wręcz nie tylko przymykał oczu, ale zaciskał powieki mówiąc, że on nic nie widzi, i przynajmniej próbował nie zachowywać się wobec Victorii jak ostatni pacan. Nawet jeśli czasem takim bywał.
– Gdybyś umawiała się z Louvainem, byłbym głęboko zaniepokojony, przyznaję – roześmiał się, chyba celowo próbując obrócić to trochę w żart, wszak z Louvainem byli kuzynami i to chyba nawet w pierwszej linii. Niby do niedawna zdarzało się to w rodach czystej krwi bardzo często i po prawdzie byli już coraz bardziej w momencie, w którym za parę lat mogli albo odpuścić, albo skończyć jak Gauntowie, ewentualnie rozpocząć wielki problem eksportowania żon z zagranicy, ale Chris trochę się wzdrygał na myśl, że miałby iść na randkę z córką swojej ciotki… – A jeśli chodzi o Atreusa, nie podejrzewam cię o tak absolutny brak gustu – dorzucił jeszcze, prawdopodobnie także żartobliwie, bo w istocie Bulstrode’a przecież lubił, taką sympatią pomieszaną z irytacją, kiedy przez siedem lat po prostu musisz z kimś spędzać czas, więc uczycie się dogadywać, ale też wkurwiają cię brudne skarpetki tego drugiego rzucone na środek dzielonego dormitorium. Nie żeby to dzielenie dormitorium i brak skrzata domowego na każde zawołanie nie wyszły im obu pewnie na dobre: bez tego całkiem możliwe, że i oni, i ich koledzy ze szkolnej ławy byliby absolutnie nie do zniesienia.
Przypatrywał się jej przez chwilę uważnie, gdy znów się odezwała, niepewny, czy faktycznie zobaczyła kogoś w restauracji, kogo widok ją tak zaskoczył, czy może chodziło o wzmiankę o Rookwoodzie: ale jakby nie było, sama poruszyła temat plotek i nie sądził, aby sam dźwięk tego nazwiska miał nią tak wstrząsnąć.
– Nie, zastanawiałem się tylko, czy wszystko w porządku. Przez chwilę wyglądałaś, jakbyś zobaczyła wyjątkowo strasznego ducha – odparł, prostując się, ale wciąż nie odrywając spojrzenia od jej twarzy. Strasznego, bo na sam widok zwykłego ducha raczej nikt, kto ukończył Hogwart, nie bledł i nie wyglądał jakby zaraz miał dostać ataku paniki. – Nie masz za co przepraszać. To na pewno nic wielkiego? – upewnił się jeszcze. – Tylko tyle, że jeśli chcesz mi o tym opowiedzieć, chętnie posłucham, ale nie muszę wiedzieć wszystkiego.
Na pewno nie teraz, ostatecznie dość rzadko na jednej z pierwszych randek domagałeś się pełnej historii związków.
– Gdybyś umawiała się z Louvainem, byłbym głęboko zaniepokojony, przyznaję – roześmiał się, chyba celowo próbując obrócić to trochę w żart, wszak z Louvainem byli kuzynami i to chyba nawet w pierwszej linii. Niby do niedawna zdarzało się to w rodach czystej krwi bardzo często i po prawdzie byli już coraz bardziej w momencie, w którym za parę lat mogli albo odpuścić, albo skończyć jak Gauntowie, ewentualnie rozpocząć wielki problem eksportowania żon z zagranicy, ale Chris trochę się wzdrygał na myśl, że miałby iść na randkę z córką swojej ciotki… – A jeśli chodzi o Atreusa, nie podejrzewam cię o tak absolutny brak gustu – dorzucił jeszcze, prawdopodobnie także żartobliwie, bo w istocie Bulstrode’a przecież lubił, taką sympatią pomieszaną z irytacją, kiedy przez siedem lat po prostu musisz z kimś spędzać czas, więc uczycie się dogadywać, ale też wkurwiają cię brudne skarpetki tego drugiego rzucone na środek dzielonego dormitorium. Nie żeby to dzielenie dormitorium i brak skrzata domowego na każde zawołanie nie wyszły im obu pewnie na dobre: bez tego całkiem możliwe, że i oni, i ich koledzy ze szkolnej ławy byliby absolutnie nie do zniesienia.
Przypatrywał się jej przez chwilę uważnie, gdy znów się odezwała, niepewny, czy faktycznie zobaczyła kogoś w restauracji, kogo widok ją tak zaskoczył, czy może chodziło o wzmiankę o Rookwoodzie: ale jakby nie było, sama poruszyła temat plotek i nie sądził, aby sam dźwięk tego nazwiska miał nią tak wstrząsnąć.
– Nie, zastanawiałem się tylko, czy wszystko w porządku. Przez chwilę wyglądałaś, jakbyś zobaczyła wyjątkowo strasznego ducha – odparł, prostując się, ale wciąż nie odrywając spojrzenia od jej twarzy. Strasznego, bo na sam widok zwykłego ducha raczej nikt, kto ukończył Hogwart, nie bledł i nie wyglądał jakby zaraz miał dostać ataku paniki. – Nie masz za co przepraszać. To na pewno nic wielkiego? – upewnił się jeszcze. – Tylko tyle, że jeśli chcesz mi o tym opowiedzieć, chętnie posłucham, ale nie muszę wiedzieć wszystkiego.
Na pewno nie teraz, ostatecznie dość rzadko na jednej z pierwszych randek domagałeś się pełnej historii związków.