Nie było nic dziwnego w tym w jaki sposób się zachowywali. Byli zupełnie różni pod tym względem - Benjy niemalże wydreptał dziurę w podłodze, a ona zajęła się poszukiwaniem informacji. W ten oto sposób minęła im doba. Prudence nie czuła się jednak specjalnie przygotowana, bo w książce, którą przejrzała nie znalazła tego, czego szukała. No, miała może drobne porównanie do innych stworzeń, ale nie dostała dokładnej odpowiedzi na nurtujące ich pytanie. Uspokoiła się odrobinę, bo na podstawie zebranych informacji mogła stwierdzić, że to, co znajduje się w jajach raczej nie będzie w stanie ich zeżreć, a to było sporym pozytywem, zważając na to, że jeszcze wczoraj wieczorem nie mieli co do tego pewności.
Doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że cierpliwość w przypadku jej męża praktycznie nie istniała, także to, że udało mu się pozostawić te jajka w palenisku przez tyle czasu było sporym sukcesem, podejrzewała, że gdyby znajdował się tu sam już dawno spróbowałby roztrzaskać skorupkę, przy niej tego nie zrobił, pewnie sporo go to kosztowało. Minęła jednak doba, nic praktycznie się nie zmieniło, był to moment, w którym postanowił działać. Ona sama pewnie pozwoliłaby im dłużej siedzieć w żarze, ale musiała pogodzić się z tym, że kiedy robili coś razem, to zazwyczaj szukali złotego środka, który zadowoli ich dwójkę. Tak było i tym razem. Nadszedł moment, w którym Benjy sięgnął po szczypce i wyciągnął jajko z ognia. Nie mogła mieć mu tego za złe, jak na siebie i tak długo wytrzymał bez żadnego, konkretnego ruchu.
- Tak, mamy coś, czego nie ma w mojej książce, znalazłam tylko tą jedną, może w innej by było, ale poszukiwanie kolejnej mogłoby długo potrwać. - Magiczne stworzenia nie interesowały jej aż tak, żeby miała bardzo szczegółowe książki w swoich zbiorach. Jajorodne zwierzęta były dość wąskim tematem, pewnie można było znaleźć jakąś specjalistyczną literaturę na ten temat, tyle, że tak naprawdę nie do końca nawet nie wiedziała, gdzie powinna jej szukać, bo nigdy jej to jakoś zbytnio nie interesowało. Jak widać nigdy nie zna się ani dnia, ani godziny, kiedy książka o danej tematyce może być potrzebna.
Prue zdecydowanie wolałaby jeszcze chwilę poczekać, tyle, że jej mąż zdążył już wyciągnąć pierwsze z jajek z ognia, pewnie niedługo będą mogli się przekonać o tym, co kryje się pod skorupką. Na pewno zamierzał przyspieszyć proces wyjścia na świat tego, co kryło się w środku. Cóż, sama była ciekawa, pewnie gdyby nie on, to siedziałaby tak przy tym kominku do skutku, ale teraz mogła towarzyszyć mu podczas odkrywania tej tajemnicy.
- Styl życia, czy podejście do świata, jak dla mnie to jedno i to samo. - Nie miało wątpliwości, że nie było to szczęściem, o którym sam wspomniał. Niektórzy ludzie mieli po prostu tendencje do tego, żeby zawsze pakować się w kłopoty, najważniejsze jednak było, że potrafili również sobie z nimi radzić, nieprawdaż? Benjy potrafił to jak nikt inny, nie zamierzała sugerować mu chociaż drobnej zmiany w tym podejściu, bo przecież wiedziała, że tak już miał, taki był, niektórych rzeczy nie dało się zmienić, zresztą takiego go przecież kochała.
- Tak, świat rzuca Cię ciągle w takie sytuacje, najwyraźniej doskonale wie co robi, bo ze wszystkim radzisz sobie doskonale. - Nie można mu było tego odmówić, chociaż wcale nie łatwo było się z tym pogodzić, to jednak nie byłby sobą gdyby zachowywał się inaczej. Był niczym ogień, który chłonął wszystko, co stawało na jego drodze, miało to swój urok, nawet kiedy jej podejście było zupełnie inne.
Bez względu na to, co znajdowało się pod skorupką zasługiwało to na odpowiednie traktowanie. W końcu sami przynieśli to do domu, te stworzenia się tutaj nie pchały, więc to na nich leżała odpowiedzialność by o nie zadbać. Nie miała w tej chwili żadnych oczekiwań, nie zakładała nawet co może znajdować się w środku, bo rozstrzał był ogromny, tak naprawdę to tylko liczyła na to, że te istoty nie postanowią ich ugryźć na dzień dobry, ani pluć jadem. Nie były to praktycznie żadne oczekiwania.
- Nie będziesz musiał mi ich przypominać, przecież pamiętam wszystko. - W tym przypadku mogło okazać się to niezbyt pozytywne, ale wiedziała, że akurat przed nim nie mogłaby się tego wyprzeć, bo doskonale zdawał sobie sprawę z tego, w jaki sposób działał jej umysł. Naprawdę miała nadzieję, że jednak mieszkańcy jajek będą do nich nieco bardziej przyjaźnie nastawieni, zresztą liczyła na to, że docenią to, jak o nie dbali. Właśnie dlatego zasugerowała, żeby ich nie rozdzielać, był to objaw troski.
- Czyli tak, czy siak jesteśmy na wygranej pozycji, wolałabym mimo wszystko pierwszą opcję, musimy to sprawdzić. - Naprawdę chciała, żeby zakończyło się to jak najbardziej łagodnie, chociaż przecież nie mogli mieć pewności, jak zareagują stworzenia, które kryły się pod skorupą. - Dobra, to postawmy je nad ogniem, tylko ostrożnie, nie spuszczajmy z nich oczu, bo kto wie, czy ten ruch im nie zaszkodzi. - Logiczne wydawało jej się, że lubią ciepło, siedziały w żarze przez dobę, dzięki temu skorupa zaczynała pękać, więc pomagało im to wydostać się na zewnątrz, ale mogło być różnie. Starała się wierzyć w to, że ten pomysł miał sens i był dobry. Benjy jej w tym pomagał, bo go nie odrzucił tylko zaakceptował, więc to dodało jej nieco pewności siebie. Oby tylko nie zrobili im krzywdy.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control