10.04.2026, 20:37 ✶
Złamanie otwarte nie było najgorszą rzeczą, jaką Odile widziała w życiu. Po tylu latach doświadczenia, nie zrażał jej już widok krwi ani odsłoniętej kości. Podczas pracy w biurze koronera, miała okazję brać udział w sekcjach ofiar brutalnych ataków, które szokowały nie tylko ilością ran ale także sadystycznością ich zadania. Rozkrajała ciała topielców, wykopane z grobu zwłoki w trakcie rozkładu, a nawet ghoula (zresztą bardzo ciekawy z perspektywy naukowej okaz, ponieważ jego głowa została przyszyta do innego ciała). W przeciwieństwie do większości ludzi, nie brzydziła się pracą z trupami (zapewne przez wpływ częstych wizyt w rodzinnym Mauzoleum). Nie, Fawley o wiele bardziej od swądu umarlaków denerwowali żywi pacjenci. Zmarli najczęściej po prostu leżeli na stole sekcyjnym (wyjątek stanowiły żywe trupy), a zwykli ranni potrafili robić wszystko, by tylko utrudnić leczenie. Na przykład tacy geniusze, którzy wsadzali sobie różdżkę w tyłek i potem sprzeciwiali się jej wyjęciu. Oczywiście, czasami działo się to nieświadomie pod wpływem silnych emocji. Podczas tej nocy wiele razy musiała już uspokajać rozhisteryzowanych ludzi, którzy byli zbyt spanikowani by dać się wyleczyć. Miała nadzieję, że chłopak okaże się być inny, bo męczyło ją to ciągłe użeranie się osobami zachowującymi się irracjonalnie.
– Tak, widziałam. – szczęśliwie ranny był na tyle świadomy, by móc opisać sytuację. Szybko zaczął jednak tracić przytomność, więc Odile delikatnie pacnęła go w policzek (normalnie potrząsłaby za ramiona, ale nie chciała jeszcze bardziej uszkodzić złamanej ręki). – Nie odlatuj mi tu. Będziesz mógł pospać, jak założę opatrunek. – pochyliła się na tyle blisko, że zapewne poczuł jej oddech pachnący papierosami. Zapach szlugów mógł być jednak dla niego przyjemniejszy od odoru krwi i spalenizny.
Przy tego typu złamaniu w pierwszej kolejności należało zatamować krwotok, więc Fawley zabrała się za zakładanie jałowego opatrunku. Szczęśliwie w swojej przenośnej apteczce miała jeszcze kompresy z gazy i bandaże, choć ich ilości były już na wykończeniu. Starała się bandażować jak najściślej, nie uciskając jednak nadmiernie miejsca złamania. Gdy w końcu udało jej się powstrzymać krwawienie, rozejrzała się dookoła w poszukiwaniu jakiegoś usztywnienia. Oczywiście, w tym zasmolonym mieście nie było żadnych patyków leżących na ulicy. Była za to cegła, która zapewne odpadła ze zniszczonego budynku. Odile musiała myśleć szybko; czy była gotowa ryzykować zaklęciem transmutacji przed kimś, kto mógł być mugolem? Czy jednak zdrowie brało pierwszeństwo nad przestrzeganiem kodeksu tajności? Ostatecznie zdecydowała się zlitować nad tym nieszczęśnikiem. W najgorszym wypadku spróbuje wmówić chłopakowi, że miał jakieś zwidy ze zmęczenia. Oderwała na sekundę wzrok od rannego, by dyskretnie rzucić zaklęcie przemiany cegły w deskę, którą będzie można unieruchomić złamaną kość.
// Transmutacja IV: zmiana cegły w deskę
– Tak, widziałam. – szczęśliwie ranny był na tyle świadomy, by móc opisać sytuację. Szybko zaczął jednak tracić przytomność, więc Odile delikatnie pacnęła go w policzek (normalnie potrząsłaby za ramiona, ale nie chciała jeszcze bardziej uszkodzić złamanej ręki). – Nie odlatuj mi tu. Będziesz mógł pospać, jak założę opatrunek. – pochyliła się na tyle blisko, że zapewne poczuł jej oddech pachnący papierosami. Zapach szlugów mógł być jednak dla niego przyjemniejszy od odoru krwi i spalenizny.
Przy tego typu złamaniu w pierwszej kolejności należało zatamować krwotok, więc Fawley zabrała się za zakładanie jałowego opatrunku. Szczęśliwie w swojej przenośnej apteczce miała jeszcze kompresy z gazy i bandaże, choć ich ilości były już na wykończeniu. Starała się bandażować jak najściślej, nie uciskając jednak nadmiernie miejsca złamania. Gdy w końcu udało jej się powstrzymać krwawienie, rozejrzała się dookoła w poszukiwaniu jakiegoś usztywnienia. Oczywiście, w tym zasmolonym mieście nie było żadnych patyków leżących na ulicy. Była za to cegła, która zapewne odpadła ze zniszczonego budynku. Odile musiała myśleć szybko; czy była gotowa ryzykować zaklęciem transmutacji przed kimś, kto mógł być mugolem? Czy jednak zdrowie brało pierwszeństwo nad przestrzeganiem kodeksu tajności? Ostatecznie zdecydowała się zlitować nad tym nieszczęśnikiem. W najgorszym wypadku spróbuje wmówić chłopakowi, że miał jakieś zwidy ze zmęczenia. Oderwała na sekundę wzrok od rannego, by dyskretnie rzucić zaklęcie przemiany cegły w deskę, którą będzie można unieruchomić złamaną kość.
// Transmutacja IV: zmiana cegły w deskę
Rzut PO 1d100 - 87
Sukces!
Sukces!