— Jak najbardziej, on może nas wciąż szukać — wyjaśnił w trakcie porwania. To znaczy: ewakuacji w bezpieczne miejsce.
Drzwi do piwnicy nawet nie były zamknięte. W środku znajdowało się jedno duże zagracone pomieszczenie. Głównie meble, jakieś pudła z ubraniami, stosy garnków.
W końcu mieli chwilę odpoczynku. Ururu spojrzał na Avelinę, gdy ta roześmiała się. Zawtórował jej, chociaż nie do końca znał powód, ale emocje bywały zaraźliwe.
— Poczekamy kilka minut — odpowiedział równie cicho.
Wtedy rozległy się kroki do piwnicy. Ururu pociągnął czarownicę lekko za rękę w swoją stronę. W drugiej dłoni trzymał różdżkę w pogotowiu.
— Kto tu się pałęta!? — Usłyszeli damski głos. Ururu rozluźnił się. — Och! — Drzwi otworzyła staruszka. — Myślałam, że to złodzieje, a to tylko taka urocza parka! No, minutka nie więcej! Nie powinno was tu być! — odparła i wyszła zamykając za sobą drzwi oraz chichocząc pod nosem.
Ururu roześmiał się ponownie, spoglądając Avelinie w twarz. Cóż za dzień pełen nieporozumień!
Zapomniał się trochę i nie zwrócił uwagi, że pomimo kaptura i ograniczonego światła piwnicy, czarownica ma teraz jeszcze lepszy widok na jego dziwnie bladą twarz. Mogła też poczuć... a raczej nie poczuć żadnego ciepła bijącego z jego strony. Zupełnie jakby był ścianą, o którą się właśnie opierał.