11.04.2026, 15:57 ✶
– No i przejście na Pokątną.
A to sprawiało siłą rzeczy, że czarodzieje tam ciągnęli. Nie każdy lubił i chciał się teleportować, jak miałeś więcej dzieci, zabieranie ze sobą teleportacją wszystkich było problematyczne, mugolskie dzieciaki jakoś musiały się przedostać, poza tym czasem po zakupach na Pokątnej chciałeś po prostu gdzieś usiąść ze znajomymi czy napić się drinka…
– To nie jest zawracanie głowy – westchnęła Brenna, która, oczywiście, gdyby sama nie cierpiała na jakąś przypadłość utrudniającą jej działanie, nie poszłaby pewnie szybko do Basiliusa po to, żeby przypadkiem nie zawracać mu głowy, kiedy musiał zajmować się innymi rzeczami. Ale nie nalegała, bo to nie był czas i miejsce na to, i weszły już do baru.
Anders był przystojny. Niesamowicie wręcz przystojny, tak ze faktycznie mógłby być bohaterem powieści, o jakiej Brenna żartowała do Dory, że to idealny przyczółek na fabułę, o tych dwóch lusterkach, wpadających w ręce dwóch bohaterów. Pewnie że to zauważyła, nie była w końcu ślepa, ale na sugestię Dory uśmiechnęła się tylko z jakimś rozbawieniem.
– Nieee, szkoda byłoby jego buzi – mruknęła nie do końca zrozumiale, ani myśląc wyjaśniać, o co dokładnie chodziło. Nie żeby tak naprawdę mogła być zainteresowania albo zakładała, że zainteresowałby się on: był na tyle ładny, że bez wątpienia brodził po kolana w oglądających się za nim kobietach.
– O co chodzi? – spytał, trochę podejrzliwie, kiedy zbliżyły się do stolika.
– Dzień dobry panu, bardzo przepraszamy, że zawracamy głowę. Przysłano nas z zakładu przy Horyzontalnej, gdzie kupił pan lusterka dwukierunkowe…
– Ten nie działający bubel? – prychnął, przerywając jej, a spojrzenie chmurnych oczu stało się… cóż, jeszcze bardziej chmurne.
– Doszło do pomyłki, za którą bardzo pana przepraszamy, pomieszano dwa zestawy lusterek. Jeśli tylko będzie tak uprzejmy, chętnie dokonamy podmiany – zapewniła Brenna, wciąż pogodnie i otworzyła trzymane w rękach pudełeczko, aby zademonstrować mu leżące w nim lusterka.
A to sprawiało siłą rzeczy, że czarodzieje tam ciągnęli. Nie każdy lubił i chciał się teleportować, jak miałeś więcej dzieci, zabieranie ze sobą teleportacją wszystkich było problematyczne, mugolskie dzieciaki jakoś musiały się przedostać, poza tym czasem po zakupach na Pokątnej chciałeś po prostu gdzieś usiąść ze znajomymi czy napić się drinka…
– To nie jest zawracanie głowy – westchnęła Brenna, która, oczywiście, gdyby sama nie cierpiała na jakąś przypadłość utrudniającą jej działanie, nie poszłaby pewnie szybko do Basiliusa po to, żeby przypadkiem nie zawracać mu głowy, kiedy musiał zajmować się innymi rzeczami. Ale nie nalegała, bo to nie był czas i miejsce na to, i weszły już do baru.
Anders był przystojny. Niesamowicie wręcz przystojny, tak ze faktycznie mógłby być bohaterem powieści, o jakiej Brenna żartowała do Dory, że to idealny przyczółek na fabułę, o tych dwóch lusterkach, wpadających w ręce dwóch bohaterów. Pewnie że to zauważyła, nie była w końcu ślepa, ale na sugestię Dory uśmiechnęła się tylko z jakimś rozbawieniem.
– Nieee, szkoda byłoby jego buzi – mruknęła nie do końca zrozumiale, ani myśląc wyjaśniać, o co dokładnie chodziło. Nie żeby tak naprawdę mogła być zainteresowania albo zakładała, że zainteresowałby się on: był na tyle ładny, że bez wątpienia brodził po kolana w oglądających się za nim kobietach.
– O co chodzi? – spytał, trochę podejrzliwie, kiedy zbliżyły się do stolika.
– Dzień dobry panu, bardzo przepraszamy, że zawracamy głowę. Przysłano nas z zakładu przy Horyzontalnej, gdzie kupił pan lusterka dwukierunkowe…
– Ten nie działający bubel? – prychnął, przerywając jej, a spojrzenie chmurnych oczu stało się… cóż, jeszcze bardziej chmurne.
– Doszło do pomyłki, za którą bardzo pana przepraszamy, pomieszano dwa zestawy lusterek. Jeśli tylko będzie tak uprzejmy, chętnie dokonamy podmiany – zapewniła Brenna, wciąż pogodnie i otworzyła trzymane w rękach pudełeczko, aby zademonstrować mu leżące w nim lusterka.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.