11.04.2026, 18:48 ✶
"Litość" była bardzo złym odczuciem, jeśli kierowana była w stronę przyjaciela. Litować się można było nad nieprzyjacielem, nad żebrakiem albo wdową z małym dzieckiem, której mąż zginął na wojnie. Ale nigdy nie powinno się litować nad przyjaciółmi. I to, że Jessie nie prosił na głos, by Hannibal opowiedział swoją historię, nie oznaczało, że nie chciał jej słuchać. Hannibal znał go na tyle długo, by wiedzieć, że gdyby w tym momencie zaczął mówić, Jessie by go wysłuchał. A czy Hannibal chciałby mówić, gdyby Jessie na niego naciskał?
Poza tym samo pytanie "Dlaczego mu na to pozwoliłeś?" było zaproszeniem do opowieści, na które Han mógł odpowiedzieć o sposób, którego najbardziej teraz potrzebował.
Mógłby powiedzieć, że pozwalanie wampirowi, by cię ugryzł, nigdy nie jest dobrym pomysłem, ale to nie było to, czego Han teraz potrzebował. Nie mógł jednak powstrzymać grymasu, kiedy słowa "Gabriel" i "czarujący" pojawiły się w jednym zdaniu, obok siebie, i to w formie gorzkiego komplementu.
Dotyk - dłoń na ramieniu, kciuk na obojczyku - został przyjęty bez grymasu, ani uniku, a nawet przeciwnie - w momencie, w którym Jessie zauważył zbliżającą się dłoń przyjaciela, przysunął się odrobinę bliżej. Obaj tego potrzebowali. Obaj potrzebowali tego uziemienia i bliskości. Obaj potrzebowali tego zapewnienia, że nawet jeśli pojawiła się między nimi ta rysa niedomówień, to nie była ona na tyle głęboka, by zniszczyć lata przyjaźni.
Nie jesteś sam. Ani ty, ani ja.
Oczywiście, zdawał sobie sprawę nad przewagą wampirów nad ludźmi, kiedy chodziło o siłę fizyczną, ale to nie było problemem. Problemem była ocena sytuacji w tamtym momencie - mając różdżkę w dłoni, dał się zaskoczyć i zamiast rzucić zaklęcie, użył pięści. Nie miał jednak zamiaru mówić tego na głos i użalać się nad czymś, co stało się już jakiś czas temu i nie zmieniało praktycznie nic w obecnej chwili. Tamten wampir go nie gonił - odpowiednio się nim zajęto - Jessie sam też nie zmienił się w krwiopijcę. Przyjął więc słowa Hannibala i skupił myśl na tym, że jakąkolwiek decyzję wtedy podjął, zrobił to, co należało zrobić - interweniował i ostatecznie tamtą kobietą zaopiekowano się w Mungu. Była cała, zdrowa i bezpieczna i tylko to się liczyło.
Hannibal zaczął mówić i im więcej słów wychodziło z jego ust, tym bardziej niechęć do Gabriela skręcała mu flaki. Hannibal nie zasługiwał na to, by być zabawką zdesperowanej pijawki. Hannibal zasługiwał na to, by być podziwianym, by być kochanym, nawet jeśli miała to być przygoda na jedną noc, i może nie było to do końca normalne, by w ten sposób mówić o najlepszym przyjacielu, ale Jessie od dawna uważał, że więź między nimi była czymś więcej, niż zwykłą najlepszą przyjaźnią.
W przypływie nie do końca określonej potrzeby, kiedy Hannibal mówił i naciskał kciukiem jego obojczyk, Jessie zsunął wzrok z jego twarzy na szyję, gdzie zaraz powędrowała ręka, bo palce chciały odszukać bliznę. Tak jak wcześniej Hannibal dał czas jemu, tak i on nie położył na skórze swoich palców, jeśli Han zdecydował się odsunąć.
-Obaj wiemy, że jeśli zrobił to tylko po to, by zemścić się na Jonathanie, oznacza to, że jest płytkim chujem - powiedział, a po jego skupionym na szyi Selwyna wzroku Han mógł się domyślić, że nie myślał długo nad tą oceną. -I jeszcze brakuje mu gustu.
Mieli wyjść jedynie na chwilę, na szybką rozmowę, ale ta chwila się przedłużała, co Jessiemu właściwie nie przeszkadzało. Oczywiście, wciąż była w nim obawa, czy Gabriel nie robił Jonathanowi czegoś, czego robić nie powinien, ale nie spieszyło mu się tak bardzo, by wychodzić.
-Tak - odpowiedział po krótkiej chwili -ale możemy jeszcze chwilę tu zostać.
Poza tym samo pytanie "Dlaczego mu na to pozwoliłeś?" było zaproszeniem do opowieści, na które Han mógł odpowiedzieć o sposób, którego najbardziej teraz potrzebował.
Mógłby powiedzieć, że pozwalanie wampirowi, by cię ugryzł, nigdy nie jest dobrym pomysłem, ale to nie było to, czego Han teraz potrzebował. Nie mógł jednak powstrzymać grymasu, kiedy słowa "Gabriel" i "czarujący" pojawiły się w jednym zdaniu, obok siebie, i to w formie gorzkiego komplementu.
Dotyk - dłoń na ramieniu, kciuk na obojczyku - został przyjęty bez grymasu, ani uniku, a nawet przeciwnie - w momencie, w którym Jessie zauważył zbliżającą się dłoń przyjaciela, przysunął się odrobinę bliżej. Obaj tego potrzebowali. Obaj potrzebowali tego uziemienia i bliskości. Obaj potrzebowali tego zapewnienia, że nawet jeśli pojawiła się między nimi ta rysa niedomówień, to nie była ona na tyle głęboka, by zniszczyć lata przyjaźni.
Nie jesteś sam. Ani ty, ani ja.
Oczywiście, zdawał sobie sprawę nad przewagą wampirów nad ludźmi, kiedy chodziło o siłę fizyczną, ale to nie było problemem. Problemem była ocena sytuacji w tamtym momencie - mając różdżkę w dłoni, dał się zaskoczyć i zamiast rzucić zaklęcie, użył pięści. Nie miał jednak zamiaru mówić tego na głos i użalać się nad czymś, co stało się już jakiś czas temu i nie zmieniało praktycznie nic w obecnej chwili. Tamten wampir go nie gonił - odpowiednio się nim zajęto - Jessie sam też nie zmienił się w krwiopijcę. Przyjął więc słowa Hannibala i skupił myśl na tym, że jakąkolwiek decyzję wtedy podjął, zrobił to, co należało zrobić - interweniował i ostatecznie tamtą kobietą zaopiekowano się w Mungu. Była cała, zdrowa i bezpieczna i tylko to się liczyło.
Hannibal zaczął mówić i im więcej słów wychodziło z jego ust, tym bardziej niechęć do Gabriela skręcała mu flaki. Hannibal nie zasługiwał na to, by być zabawką zdesperowanej pijawki. Hannibal zasługiwał na to, by być podziwianym, by być kochanym, nawet jeśli miała to być przygoda na jedną noc, i może nie było to do końca normalne, by w ten sposób mówić o najlepszym przyjacielu, ale Jessie od dawna uważał, że więź między nimi była czymś więcej, niż zwykłą najlepszą przyjaźnią.
W przypływie nie do końca określonej potrzeby, kiedy Hannibal mówił i naciskał kciukiem jego obojczyk, Jessie zsunął wzrok z jego twarzy na szyję, gdzie zaraz powędrowała ręka, bo palce chciały odszukać bliznę. Tak jak wcześniej Hannibal dał czas jemu, tak i on nie położył na skórze swoich palców, jeśli Han zdecydował się odsunąć.
-Obaj wiemy, że jeśli zrobił to tylko po to, by zemścić się na Jonathanie, oznacza to, że jest płytkim chujem - powiedział, a po jego skupionym na szyi Selwyna wzroku Han mógł się domyślić, że nie myślał długo nad tą oceną. -I jeszcze brakuje mu gustu.
Mieli wyjść jedynie na chwilę, na szybką rozmowę, ale ta chwila się przedłużała, co Jessiemu właściwie nie przeszkadzało. Oczywiście, wciąż była w nim obawa, czy Gabriel nie robił Jonathanowi czegoś, czego robić nie powinien, ale nie spieszyło mu się tak bardzo, by wychodzić.
-Tak - odpowiedział po krótkiej chwili -ale możemy jeszcze chwilę tu zostać.