Dzień szeptów
Brenna & Atreus
![[Obrazek: 996ba136f68641158dcc6d588114fd51.jpg]](https://i.pinimg.com/736x/99/6b/a1/996ba136f68641158dcc6d588114fd51.jpg)
Nie chciał zbytnio zatrzymywać się w miejscu i myśleć o tym, że w sumie to mieli dzisiaj jedenasty października, który jakby nie patrzeć, sprzyjał tylko wszelkim rozterkom i utrudniał nieco skoncentrowanie się na pracy. Ojciec wziął nawet dzień wolny w pracy, idąc za namową matki by udali się do Szkocji i tam oddali długowiecznej tradycji. Pewnie liczyła na to, że ukoi to chociaż nieco zszargane nerwy i niespokojne serce. Może dzisiaj przynajmniej nie opróżni paru kieliszków do sucha, jak to zdarzało jej się od ostatniego miesiąca. Jej synowie i mąż też cierpieli, ale Atreus miał wrażenie że nic nie mogło równać się z poczuciem straty matki.
Pomimo tej swojej niechęci, i tak odwrócił się w stronę z której wiał wiatr. Podmuch nadchodził od morza i jedno należało przyznać ich podejrzanemu - wybrał sobie wręcz bajeczne miejsce na ulokowanie swojego domku. Mieszkał niemal nad samym klifem i wystarczyło parędziesiąt metrów by dojść do jego granicy, a tam rozpościerał się niesamowity widok na pełne morze, otoczone cienkim paskiem plaży. Patrzył i zastanawiał się, czy to wszystko musiało się tak skończyć. Czy to co Florence zobaczyła w ogniu, faktycznie było jej pisane od samego początku, czy może jednak był chociaż ułamek szans na to, by wszystko potoczyło się inaczej. Wizje prekognitów były ścieżkami i zawsze zdawał się uważać że póki na którąś się nie weszło, to nie mogła się do końca spełnić, ale... ale teraz nie był tego już taki pewien.
Wsunął dłonie do kieszeni płaszcza, przez chwilę błądząc w nich palcami, aż te wreszcie nie zaczepiły się na znajomym kształcie. Wyłowił paczkę papierosów, wysunął jednego z nich, a potem sięgnął po różdżkę. Odpalił go z namysłem, mając wrażenie jakby robił wszystko nieco bardziej powoli, chyba poddając się jakiejś zadumie, która ciążyła mu wraz z datą. Wraz z tradycją, w której nie chciał szczególnie brać udziału, ale zapraszała go z otwartymi rękoma.