Człowiek aż miał ochotę wziąć i przysiąść na trawie, prawie że na skraju klifu i zostać tak na chwilę. Bezruch wydawał się właściwy, ale Atreus zdawał sobie sprawę z tego, że uciekał się do niego przede wszystkim wtedy, kiedy miał jakiś problem. Taki, którego nie dało się rozwiązać pięściami i który nie chciał odejść, nie ważne jak mocno bił i zdzierał dłonie. A brak siostry wydawał się takim właśnie problemem. Bezkresnym, jak niebo stapiające się z morzem, które miał teraz przez oczami.
Wciąż miał list, który mu napisała. Nie mógłby go przecież od tak wyrzucić, nie kiedy była to ostatnia rzecz stworzona jej ręką, ale pomimo tego sentymentu, koperta wciąż pozostawała nieotwarta. Jakaś jego część zwyczajnie bała się, że póki jest tak zły i smutny, cokolwiek nie przeczyta w środku tylko go pogrąży. Pewnie nie było tam nic, co ukorzeniałoby w nim te wszystkie kłębiące się teraz wewnątrz emocje, dlatego czytając te słowa tylko czułby się, jakby Florence rozczarował. A tego nie mógł zrobić, bo byłaby to ostatnia rzecz z jaką by został. Dlatego nosił go ze sobą. Przekładał z płaszcza do koszuli, z koszuli do spodni, ze spodni do kieszeni szat. Zawsze przy nim, jak najbliżej i na wyciągnięcie ręki. Nawet teraz miał go przy sobie i mógłby przysiąc, że od miejsca w którym go schował czuł ciepło.
Czuł jej obecność.
Nie zwracał większej uwagi na otoczenie, ale kiedy Brenna sięgnęła po jego dłoń, nie wzdrygnął się nawet. Zamiast tego zacisnął mocniej palce, powoli wypuszczając dym z płuc i przez moment jeszcze spoglądając w dal, niczym bohater jakichś cholernych obrazów z okresu romantyzmu. Pewnie też nawet by się nie zdziwił, gdyby wybrała sobie ten moment na wszelkie zwierzanie się z poza biurowych działalności, bo tak, to że coś może być na rzeczy, podejrzewał od jakiegoś czasu. Nie mógł jednak powiedzieć, że mu to przeszkadzało. Bo cokolwiek Brenna robiła, nie mogła robić tego na rzecz Śmierciożerców. Nie ze swoją paranoją, listą strat i głośnym zdaniem na ich temat.
- Nie. Poszedłem do domu spać. Tam nie ma mnie kto dorwać. Z resztą, raczej nikt nie zadaje sercowych pytań na korytarzach ministerstwa nieprowokowany - mruknął. Wrócili też do biura zwyczajnie późno, rozmijając się z większością osób i dzięki temu mając za towarzystwo głównie nocną zmianę. On też darował sobie dalsze interakcje z Victorią, jakby bojąc się że ta przełamie swoją własną obrazę i dalej zacznie wkładać kij w mrowisko. Bycie szczerym zupełnie go nie bawiło. Albo raczej nie podobało mu się, kiedy nie miał opcji wykręcenia się. - A ciebie?